Forum GAYLAND
Najlepsze opowiadania - Zdjęcia - Filmy - Ogłoszenia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Primum non nocere.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GAYLAND Strona Główna -> Same przysmaki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
vergilius
Admin



Dołączył: 14 Lut 2012
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Festung Breslau

PostWysłany: Nie 19:07, 18 Mar 2012    Temat postu:

Taki żarcik Milow, ale jakbym nie zamieścił to daję Ci wskazówkę : Wrocław, dzielnica Bartoszowice
czesq40, postaram się ze wszystkich sił, aby opowiadanie było na forum maximum do środy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Skrzydlaty69
Adept



Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Koło

PostWysłany: Nie 19:23, 18 Mar 2012    Temat postu:

Szkoda, bo cały dzień czatuję, aż pojawi się kolejna część.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
vergilius
Admin



Dołączył: 14 Lut 2012
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Festung Breslau

PostWysłany: Nie 19:33, 18 Mar 2012    Temat postu:

Wybacz, siła wyższa.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Skrzydlaty69
Adept



Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Koło

PostWysłany: Nie 19:42, 18 Mar 2012    Temat postu:

Wiem, nie gniewam sięSmile
Pomóc jakoś ?Tongue out (1)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
czesq40
Dyskutant



Dołączył: 27 Lis 2010
Posty: 126
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Nie 19:55, 18 Mar 2012    Temat postu:

To trzymam cię za słowo, przyjacielu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
futuere
Dyskutant



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 65
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 18:56, 19 Mar 2012    Temat postu:

Wojtek przeżyje. Nie ma opcji że nie.
Arku uwielbiam to opowiadanie. Jak tylko zobaczyłem kolejną część od razu japa zaczęła mi się cieszyć. Masz talent!
(Owszem, wiem że takie opowiadanie zasługuje na wybitniejszy komentarz, ale nie jestem w tym dobry. )
Nie przestawaj pisać. Wychodzi Ci to genialnie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez futuere dnia Pon 18:56, 19 Mar 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Skrzydlaty69
Adept



Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Koło

PostWysłany: Śro 8:48, 21 Mar 2012    Temat postu:

Środa

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tomeck
Wyjadacz



Dołączył: 02 Paź 2010
Posty: 367
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Skąd: Łódź

PostWysłany: Śro 11:09, 21 Mar 2012    Temat postu:

Arku mi w przeciwieństwie do co niektórych osób opowiadanie się bardzo podoba i z niecierpliwością czekam na kontynuację.
A jak nie to też poproszę na priva
Pozdrawiam z centrum kraju.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
g-boy7
Adept



Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 17
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: WuWuA

PostWysłany: Śro 14:03, 21 Mar 2012    Temat postu:

Jeśli nie podzielisz się z nami kolejną częścią, to posądzę cię o egoizm... ;> Czekamy!!!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
vergilius
Admin



Dołączył: 14 Lut 2012
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Festung Breslau

PostWysłany: Śro 16:03, 21 Mar 2012    Temat postu:

Skrzydlaty, dzięki za przypomnienie
Kolejna część wieczorkiem, około 19.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
futuere
Dyskutant



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 65
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 16:13, 21 Mar 2012    Temat postu:

Dzięki Ci wielkie, że nie każesz czekać do niedzieli.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Skrzydlaty69
Adept



Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Koło

PostWysłany: Śro 16:44, 21 Mar 2012    Temat postu:

W niedzielę następna część Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
vergilius
Admin



Dołączył: 14 Lut 2012
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Festung Breslau

PostWysłany: Śro 16:47, 21 Mar 2012    Temat postu:

No Skrzydlaty, pohamuj apetyt Razz
Proszę bardzo Bartku, nie mógłbym kazać wam czekać tak długo Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Skrzydlaty69
Adept



Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Koło

PostWysłany: Śro 16:56, 21 Mar 2012    Temat postu:

Pisałeś, że będziesz dodawać co tydzień w niedzilę Tongue out (1)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
vergilius
Admin



Dołączył: 14 Lut 2012
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Skąd: Festung Breslau

PostWysłany: Śro 19:31, 21 Mar 2012    Temat postu:

Oto kolejna część mojego opowiadania. Przepraszam, że jest tak żenująca. Po zakończeniu pisania przeczytałem wszystko i jedyną słuszną reakcją było schowanie twarzy w dłonie. Niestety, ostatnio Kalliope mnie opuściła. Mimo wszystko, może komuś się spodoba. Pozdrawiam.
PS: Wynagradzając wam długi okres oczekiwania nabazgroliłem trochę więcej wyrazów, bo aż 2807 Smile




Czas zwolnił do poziomu porównywalnego z filmem nagrywanym kamerą do szybkich ujęć. Czułem się jak na planie programu "Time warp". Widziałem wszystko, klatka po klatce: ręka Wojtka wymykającą się z mojego uścisku, powolny lot ku tafli wody, uderzenie i zanurzenie.
Szybka decyzja, podjęta odruchowo bez udziału świadomości. Prąd był dość duży, więc w chwili, w której ja dotknąłbym wody, Wojtek byłby już w połowie mostu. Byłaby to zbyt duża odległość. Bez namysłu więc podbiegłem do barierki przy przeciwnej krawędzi przeprawy, wspiąłem się na nią i nie spoglądając w dół skoczyłem. Dopiero później zdałem sobie sprawę, jak głupi był to krok i jakie skutki mógł za sobą nieść. Nie sprawdziwszy jak wygląda woda pode mną mogłem natrafić na mieliznę. A martwy, lub sparaliżowany Wojtkowi z całą pewnością bym nie pomógł.

Wbrew powszechnie panującej opinii przed oczami nie przeleciało mi całe życie. Wręcz przeciwnie, wszystko wydarzyło się niesamowicie szybko. W ułamku sekundy uderzyłem w wodę. Potworny ból, który w tym momencie ogarnął moje ciało przemieniłem w determinację i wolę przeżycia. Chwilę później wybiłem się ponad powierzchnię wody i zaciągnąłem potężny haust powietrza. Nie powiem, studenckie koło pływackie pomimo mojej wcześniejszej niechęci, w tamtej chwili okazało się bardzo dobrą inwestycją. Gdy tylko ustabilizowałem oddech zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu Wojtka. Dostrzegłem go prawie natychmiast. Jak przewidziałem był już mniej więcej w połowie mostu. Desperacko machał rękoma, próbując utrzymać jak najdłużej głowę ponad powierzchnią wody. Nie trzeba było być wprawnym obserwatorem, by stwierdzić, że nie umiał pływać. Nie tracąc ani sekundy zacząłem płynąć w jego kierunku. Źle oceniłem prąd wody, okazał się on o wiele silniejszy. Duży wysiłek fizyczny połączony ze zwiększonym zapotrzebowaniem na tlen, którego nie mogłem zaspokoić spowodował, że już po krótkiej chwili odczułem palący ogień trawiący moje mięśnie. Tak jak wcześniej zignorowałem go intensywnie myśląc o Wojtku i o tym, że w tej chwili jego życie zależy tylko ode mnie. Gdy znajdowałem się mniej więcej 10 metrów od niego jego głowa zniknęła pod wodą. Widać był już zmęczony, zabrakło mu sił i postanowił spotkać się ze swoim przeznaczeniem. Pomimo wielkiego bólu, jaki powodował u mnie proces beztlenowej glikolizy, zwiększyłem intensywność wysiłku, zanurzyłem się i w chwili w której według moich szybkich obliczeń powinien obok mnie przepływać Wojtek wyciągnąłem przed siebie ręce. To była moja jedyna szansa, gdyby nie udało mi się go złapać nie zdołałbym już go dogonić. Moje mięśnie odmówiłyby mi posłuszeństwa.
Na szczęście los był mi przychylny. Zacisnąłem ręce mocno na jego ramieniu, następnie dobrze go chwyciłem i z całych sił pociągnąłem w górę, by jego głowa w końcu się wynurzyła. Kątem oka zobaczyłem, że jego powieki są uchylone, a z płuc wykrztusza wodę. Dzięki Bogu był przytomny. Od brzegu dzieliło nas jakieś 35 metrów. Zdobyłem się na ostateczny wysiłek i ciągnąc Wojtka za sobą kierowałem się na małą plażę, którą rzeka utworzyła w ciągu kilkudziesięciu lat. To właśnie tam w murze oporowym wykute były schody, które pozwoliły by nam wydostać się z koryta rzeki. Ledwo żywy dociągnąłem topielca do mielizny, ułożyłem go na plechach, upewniłem się ostatecznie, że oddycha i upadłem ciężko dysząc. W życiu jeszcze nie byłem tak zmęczony. Moje mięśnie pulsowały i tylko krążące w mojej krwi endorfiny powodowały, że ból dało się znieść.

Leżeliśmy tak w całkowitej ciszy, przerywanej tylko głośnymi westchnięciami i kaszlem Wojtka, około 5 minut. Gdy czułem, że odzyskałem równowagę oddechową, a mięśnie przestały drgać, postanowiłem usiąść. Wiedziałem, że najgorsze dopiero nadejdzie. Opóźniona bolesność mięśni, czyli tzw. zakwasy, wyeliminują mnie z życia na jakieś 5-6 dni.
-Wszystko dobrze? - zapytałem. Odpowiedział mi tylko skinieniem głowy.
-Było blisko ...
-Coś jest ze mną nie tak. Gdy wstałem straciłem równowagę, a przed oczami widziałem przez chwilę ciemność. - powiedział.
-To nic dziwnego. Duża część populacji tak ma. Hipotonia ortostatyczna. Gdy szybko przechodzi się z pozycji leżącej lub siedzącej do stojącej serce nie wytwarza odpowiedniego ciśnienia, by dopompować krew do mózgu. To powoduje takie objawy. - wyczerpująco wyjaśniłem mu proces, który kilka chwil temu o mało nie spowodował jego przedwczesnej śmierci. Po tym wykładzie nastąpiła chwila ciszy.
-Doktorze?
-Maćku - choć dzieliło nas jakieś 10 lat miałem wrażenie, że przejście na ty będzie dobrym i słusznym krokiem - Wystarczy Maćku.
-Dziękuję.
-To była jedyna decyzja jaką mogłem podjąć. Nie dziękuj - obdarzyłem go szczerym uśmiechem. On go odwzajemnił, po czym wstał i skierował swoje kroki w stronę schodków.
-Nie chcę być wścibski, ale czy mogę wiedzieć gdzie się wybierasz? - zapytałem.
Wojtek odwrócił się twarzą w moją stronę. Znów te niebieskie i smutne oczy.
-Nie wiem. Przed siebie.
-Widać uderzenie w wodę wywołało u ciebie również małą amnezję. Nie pamiętasz już co mówiłem ci jakieś 15 minut temu? - zapytałem.
Mój rozmówca po raz kolejny się rozchmurzył.
-Mówiłeś serio? Myślałem, że to tylko sposób na ściągnięcie mnie z barierki.
-Mówiłem całkowicie szczerze. Naprawdę chce ci pomóc. A teraz chodź, nim nabawimy się zapalenia płuc. - z trudem wstałem z piasku i razem z Wojtkiem wspięliśmy się po schodkach. Znajdowaliśmy się na ulicy Wybrzeże Słowackiego, po prawej stronie widać było budynki C-13 i A-1 Politechniki Wrocławskiej. Telefon, portfel a w nim dokumenty i pieniądze zostały zniszczone. Domniemałem, że jest około godziny 3 w nocy. Miasto było całkowicie wymarłe, marsz do samochodu zajął nam 10 minut, a w tym czasie nie przejechał ani jeden pojazd. Cóż za wspaniała odmiana dla dusznej i zatłoczonej miejskiej scenerii za dnia.
Gdy tylko weszliśmy na nawierzchnię mostu dostrzegłem busa stojącego przy moim samochodzie. Nie potrzebowałem dużo czasu, by domyśleć się kto to jest. Bezkształtny i ohydny przód policyjnego Fiata Ducato był bardzo łatwy do rozpoznania, nawet w półmroku. Gdy zbliżyliśmy się na odległość około 20 metrów drzwi suki się otworzyły wyszło z niej dwóch funkcjonariuszy.
-Dobry wieczór. Czy pan jest kierowcą tego pojazdu? - zapytał młody policjant niezgrabnie salutując.
-Dobry wieczór. Rzeczywiście to mój samochód.
-Poproszę dokumenty. -zabrzmiało to jak żądanie, a nie jak prośba.
Wyciągnąłem portfel z tylnej kieszeni. Wyciekła z niego woda, dowód rejestracyjny i OC wyglądały jak kartki wyciągnięte psu z gardła.
-Panowie wybaczą... - szukałem sensownego wytłumaczenia - ...portfel wpadł mi do wody. - doskonale wiedziałem, że mi nie uwierzyli, ale ostatnie czego potrzebuję to pytania, dlaczego o 3 w nocy postanowiłem sobie popływać w Odrze.
-Oczywiście - powiedział policjant z wyraźną ironią w głosie - proszę usiąść w samochodzie, za chwilę podejdę.
Niech to szlag. W nocy prawdopodobieństwo natrafienia na patrol policji wynosiło jakieś 2%. Ja to rzeczywiście mam szczęście.
Wojtek spoglądnął na mnie pytająco.
-Wsiadamy, odpalę silnik, włączę ogrzewanie to się może trochę osuszymy.
Po 10 minutach podszedł policjant, stwierdził, że nie mogłem tu zaparkować, wlepił mi 300zł mandatu i żegnając się odszedł. Prawie natychmiast wbiłem pierwszy bieg i ruszyłem w drogę powrotną do domu.

-Kolejny kłopot, któremu jestem winien - cicho zauważył Wojtek.
-Nie zaprzątaj sobie tym głowy, dobrze? Ja mówię, że to żaden kłopot, a jeżeli tak mówię oznacza to koniec dyskusji - spoglądnąłem w jego stronę i się uśmiechnąłem. Dostrzegłem, że ustawicznie się we mnie wpatruje. Szybko skupiłem swoją uwagę na drodze, by nie zaliczyć jakiejś latarni.
Uwielbiam miasto w nocy. Jest takie żywe i oświetlone a zarazem senne i opustoszałe. Zawsze cieszyłem się na samą myśl o przechadzkach, lub przejażdżkach po zmroku.
Droga powrotna zajęła nam około 15 minut, wybrałem dłuższą trasę nastawiając przy tym nagrzewnicę na najwyższy poziom by odrobinę przeschnąć. Po dojechaniu do celu zaparkowałem samochód w tradycyjnym miejscu i razem z Wojtkiem udałem się do drzwi.
-Bardzo ładna okolica. - powiedział mój gość.
-Może i ładna, ale nie jest przyjemna, a zwłaszcza w nocy. Szybko, wchodź nim ktoś nas tutaj dopadnie. - wstukałem kod w domofon i otworzyłem drzwi. Wspięliśmy się na 3 piętro i weszliśmy do mojego mieszkania. W jednej chwili przeszedłem przez wszystkie pomieszczenia włączając w nich konwektory. Nie było zimno, ale po takim wychłodzeniu lepiej dla zdrowia jest przebywać w przyjemnym cieple. Zahaczyłem o swój pokój wyjmując z szafy trochę ubrań, ponieważ pomimo mocnego grzania w samochodzie obaj byliśmy kompletnie mokrzy. Złapałem co było na wierzchu i wszedłem do salonu. W małym korytarzu zaraz przy drzwiach stał Wojtek, cudownie nieśmiale trzymał prawą ręką lewy wyprostowany łokieć. Jego poza przypominała 10-cio latka, który przed chwilą coś nabroił. Urocze.
- Pewnie czujesz się trochę nieswojo. - zgadywałem.
-Odrobinę - przyznał wbijając wzrok w podłogę.
-Spójrz na mnie -podszedłem do niego, złapałem za brodę i ją podniosłem - możesz przy mnie czuć się całkowicie naturalnie. Nie wstydź się tego, kim jesteś, jasne ? - pokiwał głową - Super. A teraz rozgość się. Od teraz to twój dom. Wciąż jesteś mokry, więc weź te ubrania i je nałóż. Bokserki są nowe, więc się nie obawiaj - potrząsnął głową tak, jakby chciał przekazać że używane wcale by mu nie przeszkadzały - Popatrz, różni nas 10 lat, a nosisz ten sam rozmiar ubrań co ja. Dobry Boże, czym oni was teraz karmią? - zapytałem odchodząc jednocześnie szczerze się uśmiechając.

-Wojtek!
-Już idę...
-Szybciej, bo stygnie!
Siedziałem w kuchni przy wyspie, która akurat w tej chwili pełniła funkcję stołu. Przygotowałem gorącą czekoladę z bitą śmietaną - napój idealny do zwierzeń. Chciałem chociaż spróbować nakłonić go do wyjawienia, co konkretnego zmusiło go do podjęcia tak drastycznego kroku.
Dochodziła godzina 4. Czułem, że lepiej będzie, gdy wezmę parę dni wolnego. Po pierwsze, aby pilnować Wojtka, po drugie już odczuwałem potężne zakwasy, które praktycznie uniemożliwiałyby mi pracę jako lekarz.
-4 Wojskowy Szpital Kliniczny, dyżurny Antonowicz, słucham.
-Witaj Marku. Maciek Rucki z tej strony.
-Ah dzień dobry doktorze. Czy telefon o tak wczesnej porze zwiastuje, że nie przyjdzie pan na dyżur?
-Czytasz ze mnie jak z otwartej księgi, Marku. Wypisz mi proszę 5 dni wolnego.
-Jak doktor sobie życzy. Czy to wszystko, bo mam telefon na drugiej linii?
-To wszystko Marku. Do widzenia.
-Miłego odpoczynku. - nie dał mi podziękować, bo prawie natychmiast się rozłączył.
No. Mam teraz kilka dni na wyprostowanie życia mojego gościa, który właśnie w tej chwili wyszedł z łazienki. Ubrany standardowo - biała podkoszulka i granatowe dresy w połączeniu z białymi skarpetami. Ja wyglądałem niemal identycznie.
-Wybacz, nie mam wysublimowanego smaku w kwestii mody - parsknąłem śmiechem.
-Ważne, żeby było komfortowe. - odpowiedział Wojtek uśmiechając się
-I właśnie tą zasadą kieruję się w doborze garderoby. Siadaj, pogadamy.
Gdy szedł na białej koszulce wyraźnie odbijały się mięśnie klatki piersiowej i brzucha. Nie wspomnę co odbijało się w dolnych partiach ciała. Przestań! Jesteś tu by mu pomóc, a nie by go przelecieć!
Rzeczywiście, moje sumienie miało rację. Pomimo tego, że jestem samotny i rozpaczliwie potrzebuję miłości, postawiłem sobie cel wyciągnięcia Wojtka z bagna, w którym w tej chwili się znajdował, starając się zbytnio nie angażować emocjonalnie. Mogłem dopuścić co najwyżej do przyjacielskiej więzi. Serce moje jednak jest całkowicie nieprzewidywalne, więc na tym etapie znajomości nie mogłem niczego wykluczyć. Sytuacja z Jarkiem pokazała, że moje przyrzeczenia są nic nie warte.
Wojtek siorbnął głośno czekoladę i zlizał z warg nadmiar bitej śmietany. Wyglądał słodko, dostosowywał się powoli do nowego środowiska, wciąż jednak wyczuwałem w jego zachowaniu nutkę zakłopotania.
-Smakuje? - zapytałem wskazując na kubek.
-Pyszne - odpowiedział Wojtek radośnie się uśmiechając.
-Chciałbym wiedzieć co zmusiło cię do podjęcia decyzji o samobójstwie. - zapytałem wprost. Określenie "walnąłem prosto z mostu" jest w tej sytuacji nie na miejscu.
Uśmiech momentalnie zszedł z jego twarzy.
-Koniecznie musimy o tym rozmawiać? - zapytał ponuro.
-Obawiam się, że nie masz innego wyjścia. Jesteś na mojej łasce - wyciągnąłem spod blatu ostry nóż i chwyciłem go tak, jak trzymają go mordercy ze starych horrorów. Wojtek szeroko otworzył oczy, w których widziałem strach, ostrożnie odłożył kubek i podniósł ręce do góry.
-Nie... proszę, nie...
Chwilę wpatrywałem się w niego surowym wzrokiem, po czym wybuchnąłem głośnym śmiechem, który prawdopodobnie obudził wszystkich sąsiadów.
-Ty draniu! - powiedział Wojtek opuszczając ręce - Jezu!
-Przepraszam ... nie. .. mogłem... się... powstrzymać... - ledwo wykrztusiłem przez śmiech. Z oczu pociekły mi łzy, a przepona paliła żywym ogniem. Nie mogłem już oddychać.
-To wcale nie było zabawne - odpowiedział lekko się śmiejąc.
-Doprawdy? Popatrz, śmiejesz się. - powiedziałem ocierając łzy i uspokajając się. - To tak dla rozluźnienia atmosfery. A teraz opowiadaj.
-No nie wiem ...
-Nie każ mi ponownie sięgać po nóż! - zagroziłem puszczając oko.

Historia Wojtka poruszyła mnie do najgłębszych zakamarków mojej duszy. Pokazała jakim jest dobrym, uczuciowym i wrażliwym chłopakiem. Spowodowała, że popatrzyłem na niego z innej perspektywy. Perspektywy człowieka zniszczonego psychicznie, który w tym co chciał uczynić odnajdywał ucieczkę od wszelkiego zła, które na tym świecie go spotkało. W niektórych momentach jego opowieści czułem jak żal ściska mi gardło, a łzy gromadzą się w gruczołach i czekają tylko na chwilę mojej nieuwagi, by móc uciec na powierzchnię. To była jedna ze smutniejszych historii, jaką kiedykolwiek słyszałem. Poczułem lekkie ukłucie w sercu. Chciałem mu pomóc zapomnieć o tych złych wspomnieniach. Chciałem wynagrodzić mu krzywdy, jakich doznał od złych ludzi. To jedna z moich cech charakteru. Nie wiem, czy zakwalifikować ją jako zaletę, czy jako wadę.
Ledwo powstrzymując łzy zapytałem:
-A co z Mikołajem?
-Skopali go tak mocno, że przez tydzień leżał w szpitalu - mój rozmówca nie krępował się płakać, co chwila po jego policzku spływała łza - Gdy wydobrzał wszyscy wyprowadzili się do Szczecina. Nawet nie pozwolili mu się ze mną pożegnać. Zmienili mu numer, nie znam adresu. Nic.
Widząc tragedię tej pierwszej, prawdziwej miłości czułem obrzydzenie dla ludzi, którzy gotowi są do tego typu czynów. Hitler dobrze się spisał deprawując i wypaczając umysły Polaków w latach 40, czego skutki odczuwamy do dzisiaj. Jakież skrzywione rozumienie pojęcia moralność trzeba mieć, by znęcać się nad osobami różniącymi się pewnymi cechami. Straszne, ubolewałem nad degeneracją naszego społeczeństwa.
-Pamiętam, że ktoś nagrał mnie i Mikołaja w przebieralni jak się całowaliśmy. Myśleliśmy, że nikogo tam nie ma. Jeszcze gdyby mścili się na nas, to jakoś byśmy to razem przetrzymali. Ale oni nagrali film na płycie i podrzucili później moim rodzicom. Ojciec wpadł w szał, złapał mnie za ubrania i wyrzucił z domu krzycząc, że nie chce mnie widzieć więcej na oczy. - teraz opanował już emocje i mówił spokojnie.
-A matka? - zapytałem.
-Matka zawsze była podległa ojcu. Nie ma prawa mieć odrębnego zdania.
Typowy klincz. Prawdę powiedziawszy nie wiedziałem co zrobić. Od czego zacząć. Po chwili jednak, stosując zasadę brzytwy Ockhama doszedłem do wniosku, że najprostsze rozwiązanie jest najlepsze. Najlepsze jakie mamy. Najlepsze i jedne z nielicznych. Musimy porozmawiać z jego rodzicami. Nie ma innej opcji. Jeżeli to zawiedzie, będziemy myśleć nad innymi opcjami.
-Idziemy dzisiaj do twoich rodziców.- powiedziałem
-Wiedziałem, że to powiesz. Nie będą chcieli ze mną rozmawiać.
-Z tobą może i nie. Mam nadzieję jednak, że ze mną słówko zamienią. Postaram się przemówić im do rozsądku.
Wojtek chwilę się zastanawiał po czym powiedział:
-Dobrze. Pojedziemy. Ale ostrzegam, że zmarnujemy czas.
Po tym zdaniu zapadła cisza. Spoglądnąłem na zegarek - dobijała 5. W mieszkaniu zrobiło się bardzo ciepło co wzmogło uczucie senności. Moje powieki stawały się cięższe, Morfeusz już rozpoczął swoją pracę. Wojtek również był wyraźnie zmęczony.
-Idziemy spać - to nie była propozycja, lecz stwierdzenie. Chłopak przytaknął i wstał.
-Będę spał na kanapie - powiedział - Mówię tak, w razie gdybyś chciał odstąpić swoje łóżko, na co bym się oczywiście nie zgodził.
-Żartujesz? Odstąpić komuś moje łóżeczko? Nigdy! - po raz kolejny zażartowałem - Dobrze, przyniosę ci pościel.
Przyniosłem kołdrę i poduszkę i położyłem je na fotelu. Wojtek oznajmił, że poradzi sobie oraz żebym poszedł spać, co posłusznie uczyniłem. Zrzuciłem spodnie z koszulką i wślizgnąłem się pod kołderkę. Ogarnęła mnie już mgła i błogie uczucie opanowujące ciało tuż przed zaśnięciem, gdy ktoś zapukał. Drzwi się uchyliły, a w nich stanął Wojtek, również bez ubrań przygotowany do spania.
-Coś się stało? - zapytałem sennym głosem.
-Nic takiego. Chciałbym wiedzieć czy ta kanapa powinna być cała w moczu?
Potrzebowałem chwili, by zajarzyć o co chodzi.
-No jasna cholera! - wstałem i poszedłem do salonu. Rzeczywiście, sofa była cała zlana i tylko jej ciemny odcień to ukrywał. Cholerny Jarek, był tak pijany, że zaszczał mi mieszkanie!
-Szlag - powiedziałem do Wojtka, gdy dołączył do mnie po chwili - wczoraj spał tu pijany kolega.
-Wiem o co biega - przytaknął ze zrozumieniem.
-Dobra, ja rozłożę się na podłodze a ty pójdziesz do sypialni.
-Nie ma takiej opcji - odmówił Wojtek.
-Nie mogę się zgodzić by mój gość spał na podłodze! - zaprotestowałem.
-Sprzeciwiam się, aby właściciel odstępował łóżko gościowi. - powiedział Wojtek.
Znowu klincz i znowu chwila na wymyślenie rozwiązania.
-W takim razie oboje śpimy na łóżku. - zaproponowałem.
Wojtek wyglądał na zmieszanego. Zaskoczyła go moja propozycja.
-Jesteś tego pewien? - zapytał.
-Chyba krzywdy mi nie zrobisz?
Odpowiedział mi tylko nieśmiałym uśmiechem.
-Dawaj do pokoju. - pogoniłem go.
Obaj wgramoliliśmy się do łóżka i usadowiliśmy na jego przeciwnych częściach. Wiedziałem, że dla mojego gościa to niezręczna sytuacja więc powiedziałem dobranoc i obróciłem plecami do niego. Zasnąłem niemal natychmiast.

Obudziłem się około 7. Byłem bardzo zmęczony i ledwo uchyliłem powieki. Poczułem jednak ciężar spoczywający na mojej klatce piersiowej. Spoglądnąłem w lewo - była to ręka Wojtka. Widać mimowolnie objął mnie w czasie snu. Nie próbowałem jej strącić. Wręcz przeciwnie - z uśmiechem na twarzy wróciłem do świata sennych marzeń.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GAYLAND Strona Główna -> Same przysmaki Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 4 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin