Forum GAYLAND
GAYLAND Gejowskie Forum - Zdjęcia - Filmy - Ogłoszenia - Opowiadania
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Na łeb, na szyję (zakończone)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GAYLAND Strona Główna -> Same przysmaki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blask12345
Wyjadacz



Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 945
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 18 razy
Skąd: zewsząd

PostWysłany: Sob 21:59, 17 Lut 2018    Temat postu:

ooOOOOOoooo mmmmm, super, że wróciłeś Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Sob 22:04, 17 Lut 2018    Temat postu:

Nie wiem czy wróciłem. Chcę po prostu coś wypróbować no i trochę mi brakowało pisania. Ile można dłubać w Wikipedii? 

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
waflobil66
Wyjadacz



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 489
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 11 razy

PostWysłany: Sob 23:33, 17 Lut 2018    Temat postu:

...i Twoje wypróbowywanie póki co okazuje się strzałem w dziesiątkę. Już od pierwszych odcinków opowiadanie jest bardzo wciągające.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Sob 23:37, 17 Lut 2018    Temat postu:

Będą jeszcze dwa, góra trzy. Nie zdradzę, kro się będzie produkował Smile Co do dzisiejszego odcinka, miał być nieco odważniejszy ale lepiej nie kusić licha. Tak w ogóle nie wiem, dlaczego unika się tematu postrzegania seksu przez dzieci, gdybym miał podzielić się doświadczeniami z podstawówki, mojej, mojego brata, a także innymi opowiedzianymi mi historiami, może komuś otworzyłyby się oczy na ten problem. Tak można pisać chyba tylko w Szwecji...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Nie 11:28, 18 Lut 2018    Temat postu:

Dziś (odcinek wrzucę wieczorem) przemówi mama dwójki chłopców – to będzie jej dzień choć nie do końca, ale o tym... Smile Która z postaci wam się najbardziej podoba?

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Nie 11:28, 18 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blask12345
Wyjadacz



Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 945
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 18 razy
Skąd: zewsząd

PostWysłany: Nie 14:11, 18 Lut 2018    Temat postu:

homowy seksualista napisał:
Dziś (odcinek wrzucę wieczorem) przemówi mama dwójki chłopców – to będzie jej dzień choć nie do końca, ale o tym... Smile Która z postaci wam się najbardziej podoba?


ach, każda jest fajna na swój sposób Tongue out (1)

homowy seksualista napisał:
Będą jeszcze dwa, góra trzy. Nie zdradzę, kro się będzie produkował Smile Co do dzisiejszego odcinka, miał być nieco odważniejszy ale lepiej nie kusić licha. Tak w ogóle nie wiem, dlaczego unika się tematu postrzegania seksu przez dzieci, gdybym miał podzielić się doświadczeniami z podstawówki, mojej, mojego brata, a także innymi opowiedzianymi mi historiami, może komuś otworzyłyby się oczy na ten problem. Tak można pisać chyba tylko w Szwecji...

dlatego, że wszyscy są zakłamani do bólu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Nie 15:14, 18 Lut 2018    Temat postu:

No jest jakaś obsesja, szkoda tylko że nie dotyczy kościółkowych, ich w tej dziedzinie nikt nie pilnuje. Zazdrośnie strzegą... Cóż, musi jeszcze trochę lat minąć, kiedy zacznie się o tych rzeczach mówić otwarcie. Coś tam próbuje robić Wyborcza i inne liberalne media, ale to kropla w morzu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Nie 16:51, 18 Lut 2018    Temat postu: 6.

Obudził mnie głośny, suchy kaszel. Który to? Sam? Tim? Chyba jednak Sam, bo starszy przechodzi mutację i jednak brzmiałoby to inaczej. Musiał się wczoraj podziębić na stoku, trzeba by mu dziś zrobić wolne. Popatrzyłam na zegarek. Wpół do siódmej, już chyba nie zasnę. Kasłanie powtórzyło się znowu, jeszcze bardziej suche, jeszcze głośniejsze. To chyba jednak coś poważniejszego. Niechętnie wstałam, podeszłam do łóżka syna, poprawiłam mu koc i chwyciłam go za rękę. Ale gorąca. Dotknęłam czoła – to samo. No to jest załatwiony na cacy. Sam wyczuwszy mój dotyk poruszył się, otworzył oczy i popatrzył na mnie, jakby z przestrachem. Choć w pokoju panowała wczesnoporanna ciemność, widziałam, jak świecą mu się oczy.
– Mamusiu co się... – nie dokończył i raz jeszcze zaczął kaszleć, po czym zamknął na chwilę oczy.
To mi nie wyglądało na zwykłe przeziębienie. Zdenerwowana zerwałam się z łóżka i, przewracając po drodze krzesło, dopadłam mojej torebki, gdzie miałam termometr. Musiałam podejść do okna, by sprawdzić wynik, bo nie byłam pewna czy to ósemka czy dziewiątka. Trzydzieści dziewięć i cztery dziesiąte. Rany Boskie, co robić? Wygrzebałam telefon i wystukałam sto dwanaście. No i oczywiście wściekłam się.
– Naprawdę nie ma powodu, żeby wysyłać do pani pogotowie. Dziecko ma dziesięć lat, nie zachodzi niebezpieczeństwo zagrożenia życia, niech się pani skonsultuje z lekarzem – perorowało zimnym głosem jakieś babsko po drugiej stronie. Najchętniej roztrzaskałabym jej ten telefon na łbie. Trzeba by go zawieźć do lekarza, i to na gwałt, ale przecież w tym stanie i po tej śnieżycy nie będę prowadziła samochodu. Co robić?

Na razie zrobiłam herbatę dla Sama i kawę dla mnie. Dopiero teraz dochodziły do mnie resztki wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Robert, no jasne. Co też najlepszego mi przyszło do głowy? Przecież nie przyjechałam tu na żadne romanse, a tu patrz. Poznałam faceta, który wyrwał mnie z tego otępienia po śmierci Łukasza, mojego pierwszego męża. Później były tylko przygody, jedna z nich zaowocowała Samem. To dlatego ma inne nazwisko niż ja i Tim, bo jego ojcem jest Anglik. Nie, nie planowałam dziecka, jeśli chodzi o to, ale również nie miałam zamiaru usuwać tej ciąży. Powodów było wiele: chciałam, żeby Tim miał rodzeństwo, bo wyrastał na samotnika, poza tym po prostu jeszcze raz chciałam się sprawdzić jako matka. Wszystko posuwało się utartym, dobrze znanym torem, dopóki nie pojawił się Robert. Nie za wysoki, ale za to masywnie zbudowany i, moim zdaniem, niesamowicie męski. Miałam na niego oko, a z pomocą przyszedł mi przypadek. Tak, wtedy na stołówce, kiedy specjalnie wysłałam do niego Tima, a następnie kazałam mu iść odwiedzić tego połamańca, mimo niezadowolenia starszego syna i jawnej zazdrości młodszego. Sam i Tim są jak Związek Radziecki i Stany Zjednoczone podczas zimnej wojny – niby się nie cierpią, ale jedno bez drugiego żyć nie może.
– Mama, pić mi się chce – wycharczał Sam i znów zakaszlał. Przetrząsnęłam torebkę, w której znalazłam jedynie aspirynę. To trochę za słabe, ale coś trzeba podać. Woda w czajniku zaczęła się gotować, podeszłam do czajnika i po drodze podniosłam przewrócone krzesło. Na jego oparciu była moja biała wiosenna kurtka, którą wzięłam na wszelki wypadek, gdyby było ciepło. Ale co ona tu robi? Przecież jej nie wyjmowałam, ba, nie pamiętałam nawet, że ją mam. Wątpię, by Tim miał z tym coś wspólnego, a zresztą niech śpi.
– Sam, czy możesz mi wytłumaczyć, co ta biała kurtka robi na krześle? Jestem pewna, że gdy wychodziłam, była w szafie.
– Wisi – odpowiedział mój najdroższy syn tłumiąc następny atak kaszlu.
– Wychodziłeś gdzieś wieczorem? – zapytałam tknięta złym przeczuciem.
– Przecież kazałaś mi leżeć – odpowiedział obrażonym głosem i następnego ataku kaszlu już nie uniknął. Czyżby to zapalenie płuc?

Właśnie, Robert. Powinien mi pomóc. Tylko czy wypada nachodzić ich o tak wczesnej porze? Poranna wizyta samotnej kobiety w pokoju zamieszkałym przez dwóch samców, nawet jeśli są to ojciec i syn, nie byłaby pochwalona przez znawców dobrych manier. Tyle że tu maniery to była sprawa drugorzędna. Przełamałam się szybko i poczłapałam niechętnie do pokoju sto trzynaście. Zapukałam nieśmiało.
– Wejść! – krzyknął Robert. Ładne maniery...
Jednak po chwili zrozumiałam to niecodzienne powitanie, bo Robert po prostu się golił. Przywitał mnie z maszynką w ręku i z twarzą w połowie pokrytą śnieżnobiałą pianką. Zapomniany, niezwykły widok, z miejsca przywodzący na myśl wszystkie błogosławieństwa domowego życia. Mogłabym tak jeszcze jakiś czas patrzeć i wąchać znajomy mi zapach, gdyby nie niecierpiąca zwłoki sprawa.
– Słuchaj, Robert – zaczęłam bez ogródek. – Wygląda na to, że Sam złapał zapalenie płuc, a na pogotowiu nie chcieli mi przyjąć zgłoszenia. Powiedzieli, że do leczenia w rejonie.
Przez twarz Roberta przemknął jakiś cień.
– Lila, zapewniam cię, że wczoraj na stoku nic się nie stało, był porządnie ubrany, z czapką na głowie, nie pił nic zimnego jak był zgrzany. Naprawdę tego dopilnowałem, możesz mi wierzyć.
Dlaczego on mi się tłumaczy jak typowy samiec złapany na spacerze z blondynką? Przecież wcale nie mam o to pretensji, na mój kurzy umysł Sam wcale nie zachorował na stoku. Prędzej ma to związek z moją białą kurtką. Wyłuszczyłam mu o co mi chodzi, podczas gdy on kończył swoje poranne ablucje.
– W Szklarskiej nie ma szpitala, o ile wiem, tu przyjeżdżają karetki z Jeleniej Góry – odpowiedział po dłuższym namyśle. – Musiałbym was tam zawieźć, bo, sorry, Lila, ale ty się do kierowania w tym stanie nie nadajesz.
Miał rację, ręce mi dygotały, pewnie byłam blada, a nie było czasu przykryć tego makijażem. Przecież nie w zaloty tu przyszłam. Wierzyłam, że Robert nie odmówi i nie zawiodłam się na nim. Tymczasem wytarł się i spryskał jakąś wodą po goleniu. W zapachach toi on gustu nie ma, znacznie lepiej się ubiera niż perfumuje. No ale on też przecież nie liczył na romans...
– Ty Lilka idź przygotuj małego, a ja w tym czasie obudzę Maćka i wytłumaczę mu co i jak. Dobrze by było, gdybyś przysłała tu Tima, by pomógł mu w ubieraniu i myciu, jeśli mamy szybko wyjechać.

Gdy Tim usłyszał wiadomość, oprzytomniał z miejsca, co w ogóle nie było do niego podobne, to największy śpioch i rano potrzebuje dobrych dwudziestu minut by dojść do siebie. Szybko wstał, pobiegł do łazienki, a z czasu, w którym tam przebywał wynikało, że mycie zębów ograniczył do zmoczenia szczoteczki. Stały numer obu chłopaków, kiedy już wydało się, że wiem, zaczęli to robić bardziej inteligentnie, co zaowocowało zużyciem pasty do zębów, którą wysmarowywali zlew tak, by było widać. Tym razem nie miałam czasu i głowy do sprawdzania, musiałam się skupić na Samie. Natomiast co do natury przyjaźni Tima i Maćka nie miałam najmniejszych wątpliwości. Nie, nie z powodu tego, co stało się dzień wcześniej. To było tylko potwierdzeniem tego, co przeczuwałam już od dawna. Matki takie rzeczy czują, wierzcie mi. Tim całe życie był inny. W szkole zawsze spokojny, uładzony, stronił od klasowych bijatyk, grand i awantur, a jeśli już przyjaźnił się, to z dziewczynkami. Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji na jednej ze szkolnych wycieczek, kiedy zamieszkał w jednym pokoju z pięcioma w jakimś francuskim hotelu czy schronisku. Ile oni wtedy mieli lat? Jedenaście? Coś koło tego. Nie chciał spać z chłopakami i już, nikt go do tego nie mógł przekonać. Usiłowałam coś od niego wyciągnąć, ale gdzie tam. A teraz? Przecież Tim nie potrafi o nikim innym mówić, jak o Macieju. Gdybym sama nie miała kiedyś piętnastu lat, nie wiedziałabym, co to znaczy.

Myślałabym tak dłużej, gdyby nie pukanie do drzwi. Robert był już gotowy.
– Mama wyjdź na chwilę, chcę porozmawiać z wujkiem Robertem – powiedział z wysiłkiem Sam.
– Teraz nie czas na to, później mu powiesz – odburknęłam. Jeszcze czego, w takim momencie zawracać głowę. Mogę im pozwolić na wiele i najczęściej to robię, ale przecież nie na wszystko. Sam był jednak nieugięty.
– Mama, to bardzo ważne, naprawdę.
Co takiego może być ważnego w takim stanie? Sam ma zawsze zwariowane pomyśli i wietrzyłam jeden z nich, jednak jego mina cierpiętnika ostatecznie mnie przekonała. Ich konsultacje trwały długo, zdecydowanie za długo jak na moją cierpliwość. Poza tym... Jest jeszcze coś, o czym nie chcę mówić, moje podejrzenie tylko i prawdopodobnie krzywdzę niewinnego człowieka, ale wydawało mi się, że Robert może wykorzystywać seksualnie Macieja. To pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy, gdy go zobaczyłam w łóżku Tima. Tyle się o tym mówi, zwłaszcza po aferze Z Jimmym Savile i operacji Yewtree. Mały przyszedł do nas, bo bał się, że ojciec mu w nocy zrobi coś złego. No dobrze, ale dlaczego w takim razie wysyłałby Tima na pożarcie? A może ten zwierzył się przyjacielowi, że lubi starszych panów? Nonsens. Jednak przypilnować nie zaszkodzi, ot tak na wszelki wypadek.

Gdy zostałam przywołana do pokoju, po oczach Roberta widziałam, że Sam miał rację, a sprawa jest z gatunku tych poważnych.
– Lila, ja cię nie chcę martwić, ale im szybciej stąd wyjedziemy tym lepiej – powiedział wykonując oczyma ruch w kierunku chłopaka. Było oczywiste, że teraz mi tego nie powie, choć zżerały mnie naraz zarówno strach jak i ciekawość i wcale nie jestem pewna, co było większe. Tymczasem Robert wziął Sama w ręce i zaniósł do auta. Krzepę to on ma, nie zaprzeczam. Trochę byłam poruszona łzawością tej sceny, rodem z Harlequina. Chociaż, do cholery, taka jest rola faceta w stadle, prawda? Być silnym, odpowiedzialnym, służyć pomocą dzieciom, nawet wysłuchać tego, co nie jest przeznaczone dla matczynych uszu. Roberta znam od kilku dni a już widzę, jak wspaniale się sprawdza w tej roli. Oczywiście przy wielkiemu zadowoleniu Sama. Tak, zgodnie z porzekadłem mój feminizm kończył się w momencie, gdy trzeba wnieść szafę na szóste piętro. Wsiadłam do czarnego volvo, a jego właściciel zapalił silnik i wolno, grzęznąć w śnieżnej pokrywie, wyjechał na główną szosę. Nikt nie miał ochoty się odzywać; Robert był skupiony na prowadzeniu wozu w koszmarnych warunkach, Sam to przysypiał to pokasływał. A ja się zastanawiałam, co takiego wyrządziłam mojej rodzinie, przez całe lata upierając się wychowywać dzieci sama. Kto stracił na tym więcej, ja czy one. Zachowywałam się jak samica, wskakując w łóżka facetów, kiedy naszła mnie chcica, rzadko, ale się zdarzało. Tymczasem najbardziej pokrzywdzeni byli właśnie synowie...
– Cholera, jakiś kutas wjechał przede mnie – zaklął Robert, kiedy znienacka minęła go jakaś furgonetka.
– Co to jest kutas? – zapytał znienacka Sam.
No pięknie, co mu powiedzieć? Na szczęście w tej chwili zajechaliśmy przed nowoczesny budynek szpitala w Jeleniej Górze i rozmowa na niewygodny temat zdechła śmiercią naturalną.

– Posiedzisz tu, dobrze? My zaraz przyjdziemy, rozejrzymy się tylko po ośrodku i jeszcze porozmawiamy z recepcjonistką. Zaraz wrócimy – poprosił Robert usadowiwszy Sama na krześle w poczekalni. Sam tylko kiwnął głową.
– Dzieciak ma silne bóle w jądrach – poinformował mnie Robert, gdy tylko zniknęliśmy małemu za narożnikiem ściany. – Ma też krwawienia, no wiesz z czego.
– To o tym konferowaliście?
– Tak.
Ale dlaczego mi tego nie powiedział? Jest jeszcze w takim wieku, że się mnie nie wstydzi, przynajmniej tak mi się wydawało. Choć ostatnio to wyglądało nieco inaczej, już mnie nie wołał do łazienki, bym umyła mu plecy, prosił Tima, który oczywiście burzył się, ale w końcu musiał ustąpić. Pierwszy objaw wchodzenia w dorosłość? Na myśl o dorosłym Samie uśmiechnęłam się mimowolnie, ten chłopak, nawet jako sześćdziesięcioletni mężczyzna będzie tylko dużym dzieckiem. Uśmiech jednak zniknął szybko, kiedy uświadomiłam sobie, że to mogła być okazja do wykorzystania dziecka.
– Pokazywał ci te krwawienia? – zapytałam starając się, by zabrzmiało to neutralnie, bez żadnych podtekstów.
– Nie, mówił tylko, że to ma i nic więcej. W końcu ty jesteś matką by to obejrzeć – powiedział jakby odgadł moje intencje. – Myśmy załatwili sprawę po męsku – dodał na uspokojenie.
Jeszcze jeden powód posiadania samca – pomyślałam. Na dalsze myśli nie było już czasu, bo zostaliśmy wezwani do gabinetu. Sam gabinet nie różnił się jakoś specjalnie od tego, co widziałam w Anglii. Jednak od czasu, kiedy wyjechałam z Polski i w tej dziedzinie nastąpił spory postęp. Lekarzem był zaś przystojny, młody facet, pewnie zaraz po studiach. Szybko osłuchał młodego, zmierzył tętno i ciśnienie.
– Jakieś inne objawy? – zapytał.
– Tak, wysięk z cewki moczowej i bóle jąder – powiedziałam unikając wzroku syna. Ten jednak nie reagował, najpewniej po prostu nie zrozumiał polskiego przekazu.

Kiedy mi powiedziano, że dla dobra chłopca będzie musiał co najmniej cztery dni zostać w szpitalu, miałam ochotę rzucić się na tego lakierowanego dupka z pazurami.
– Wierzę, że pani jest rozsądna – powiedział patrząc na mnie – Chłopiec ma początki zapalenia płuc i zapalenie jąder, trzeba mu podawać domięśniowo penicylinę. Kto w Szklarskiej to zrobi? Są pielęgniarki środowiskowe, ale z drugiej strony są ferie, sądzi pani, że tylko pani syn choruje? Może pani, i owszem, jeździć do ośrodka, ale to narażanie dziecka, zwłaszcza jeśli chodzi o jądra, a przecież nie chce pani, by był bezpłodny, prawda? Poza tym będziemy mieli czas na porobienie dodatkowych badań, zobaczymy czy nie ma czegoś jeszcze. Uspokoję panią, że to dobry szpital, nasi pacjenci są zadowoleni.
Skonfrontowana z żelazną logiką i argumentami nie do zdarcia, ustąpiłam.
– No dobrze, jedźcie już – bezlitośnie pożegnał nas mój syn – ale zanim pojedziecie, muszę wiedzieć, co to jest kutas.
– To brzydkie określenie na tego kierowcę, który zajechał mi drogę. A tak naprawdę to siusiak, tyle że to słowo nie jest jakieś specjalnie, jak to będzie po angielsku?
– Sophisticated – podsunęłam. Robert załatwił sprawę elegancko i dokładnie tak, jakbym oczekiwała tego od ojca moich dzieci. Coraz bardziej mi się podoba – westchnęłam w duchu, a moje myślenie niespostrzeżenie wkroczyło na dość grząski teren. Jak to się potocznie mówi? Wścieklizna macicy?

Wracaliśmy od jednego problemu do drugiego, bo sprawy naszych synów nie uważałam za załatwioną. Co do samego homoseksualizmu, był mi doskonale obojętny, dopóki nie dotyczył nikogo z mojego najbliższego otoczenia. Homoseksualiści bywają naprawdę fajnymi ludźmi. Swoje pod tym względem przeszłam... Na drugim roku studiów, a studiowałam pedagogikę specjalną, w naszej grupie pojawił się przystojny facet, taki naprawdę w moim guście. Wiele mi nie było potrzeba, by się w nim zakochać do szaleństwa i na zabój. Sądziłam, że złapałam pana Boga za nogi. A i on był grzeczny, uczynny i coraz bardziej wydawało mi się, że coś do mnie czuje. Kilka razy prowokowałam go, niestety bez skutku. Zachowywał się jak zepsute radio, odbierał na zupełnie innych częstotliwościach. Byłam już w takim wieku, kiedy brak seksu przeszkadza w życiu. Moje koleżanki już zaczynały wychodzić za mąż, pojawiały się pierwsze dzieci, tylko ja jak ta dziewica i to niekoniecznie orleańska. Postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce, tak w przenośni jak i dosłownie. Podczas którychś z naszych kolacji ze świecami – o tak, Jerzy był mistrzem formy i jej przerostu nad treścią – po prostu zaciągnąć go do łóżka. Tu spotkało mnie spore rozczarowanie, mimo książkowo przeprowadzonej gry wstępnej, jego narzędzie miłości nawet nie drgnęło, nic, zero reakcji. Jak bym dusiła kawał flaka. Myślałam, że może to być spowodowane alkoholem i swoją próbę powtórzyłam za czas jakiś. Efekty były odrobinę lepsze, ale to wciąż za mało, by zrobić z tej wiotkiej części ciała odpowiedni użytek. Później podejrzewałam impotencję, przeczytałam masę literatury na ten temat, usiłowałam wysłać Jerzego do lekarza, chyba nawet raz poszedł, wszystko na nic. A przecież byliśmy już przy planowaniu naszego ślubu, nawet na zapowiedzi w kościele daliśmy, bo przecież moi rodzice, a szczególnie mama, są bardzo tradycyjni. Z pomocą przyszedł mi przypadek. Jakieś dwa tygodnie przed ślubem Jerzy miał mieć jakieś spotkanie a ja miałam spędzić wieczór w domu. Zadzwoniła koleżanka z pytaniem, czy nie chcę jednego biletu do filharmonii, bo ją rozbolała głowa. Lubię muzykę klasyczną a zwłaszcza Haydna, który był w programie i się zgodziłam. Nie wiem, czy to był błąd czy wręcz przeciwnie. W filharmonii spotkałam Jerzego. Był tam z kolegą, równym przystojniachą jak on sam. I wszystko byłoby dobrze, bo przecież bycie w filharmonii to żaden grzech, gdyby nie to, że widziałam, jak się całowali i trzymali za ręce. Myśleli, że nikt ich nie widzi i tu się przejechali dokumentnie. Od kiedy ich zobaczyłam, to już nie Haydna i uniesienia artystyczne miałam w głowie, a Jerzego i jego kolegę. Zrobiłam im dziką awanturę przed filharmonią, zaraz po koncercie, do tego stopnia, że przyjechała policja. Skończyło się zerwaniem zaręczyn, którąś z kolei karczemną awanturą i rozstaniem. Co wcale nie sprawiło, że przestałam go kochać... I taki los miał spotkać Tima?

– Lila, ogarnij się, już dojeżdżamy – głos Roberta przerwał moje odrętwienie. – Masz plany na dzisiejszy wieczór?
– Jakie mogę mieć plany skoro mam syna w szpitalu – prychnęłam gniewnie.
– Normalne, przecież nie będziesz siedziała sama w pokoju, i zamartwiała się na śmierć, prawda? Pogódź się z tym, że teraz trzeba wszystko oddać w ręce opatrzności, a po mojemu i tak skończy się na strachu.
Wątpiłam, ale która matka by nie zwątpiła? W końcu na zapalenie płuc się umiera i jest to jedna z najbardziej zdradliwych chorób. Podzieliłam się moimi wątpliwościami z Jerzym.
– Oj już tak nie dramatyzuj. W starszym wieku i owszem, ale to przecież to dzieciak o silnym organizmie i wilczym apetycie. Lila, przysięgam ci, jeszcze nie widziałem dziesięciolatka, który potrafiłby zjeść półtorej pizzy za jednym zamachem i jeszcze zagryźć to paczką frytek...
Nie do śmiechu mu było co prawda, ale nie wytrzymałam. Ładnie Sam go naciągnął... Ale nie ma się co dziwić, nie przepada za polskim jedzeniem, a po takim dniu na mroźnym powietrzu ma się jednak apetyt.
– Może tak zrobimy sobie wieczór we dwoje? A nawet coś więcej niż wieczór?
– No dobra – powiedziałam z miejsca odgadując intencje – a dzieciaki?
– Czy przyszło ci do głowy, że oni mogliby sobie zrobić krzywdę? Naprawdę? – zdumiał się Robert. – Nie będą tęsknić za nami, bądź tego pewna.

Jeśli zaś bałam się o Sama, jeszcze tego popołudnia okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Jeszcze przed kolacją miałam telefon odm pielęgniarki ze szpitala w Jeleniej Górze, która pytała mnie czy jest jakaś metoda, która mogłaby spowodować by Sam nie chodził po salach szpitalnych, nie zaczepiał każdego pacjenta i w ogóle zajął się własną chorobą a nie uszczęśliwianiem innych. Nawet jeśli został maskotką całego oddziału. I jak mu to wytłumaczyć po angielsku. Zapewniłam ją najszczerzej jak mogłam, że taka metoda nie istnieje, jako też i język, w którym byłoby to możliwe. A Samowi potrzeba było kilku godzin, by wrócić między żywych.

– Słuchajcie młodzieży – powiedział Robert. – Idziemy z panią Lilą do miasta i nie oczekujcie, że wrócimy o jakiejś konkretnej godzinie. Możecie siedzieć do której chcecie, nawet w jednym pokoju. Tylko bez żadnych głupich pomysłów – zakończył groźnym głosem, przynajmniej bardzo się starał. A tak naprawdę, czy nie było mu wszystko jedno?
Chłopcy nie dali po sobie poznać, że jest im doskonale obojętne, co będzie się z nami działo przez cały wieczór i pewnie życzyli sobie, byśmy pojawili się w ich życiu ponownie dopiero w okolicach śniadania. Cóż, pewnie tak będzie.
– Matka i jeszcze jedno – zaczepił mnie Tim, kiedy byliśmy już przy drzwiach. – Czy nie wiesz, co się stało z moją białą czapką? Nie na jej tam, gdzie ją położyłem i musiałem pożyczać od Maćka.
Co się dzieje z tymi białymi rzeczami? O co tu w tym wszystkim chodzi?
– Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedziałam i zamknęłam drzwi, za którymi z miejsca rozbrzmiały prawdziwie indiańskie okrzyki.

– Jesteś cudowny – powiedziałam gładząc jego jeżyka po którymś z kolei zbliżeniu. Przestałam liczyć, bo zrobiło się z tego kilkugodzinne continuum, bez jakichś przerw czy czegoś podobnego.
– Yhm – mruknął Robert i zamknął mi usta pocałunkiem. Takiego końca dnia nie wyobrażałam sobie w najśmielszych snach. O nie, tak szybko to ja go nie wypuszczę, i z łóżka i w ogóle...


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Nie 17:13, 18 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
waflobil66
Wyjadacz



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 489
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 11 razy

PostWysłany: Nie 20:52, 18 Lut 2018    Temat postu:

Szczerze, to nie powiem Ci która postać podoba mi się najbardziej, bo nie potrafię, tak samo jak nie powiem Ci czy bardziej lubię ciastka czy pepsi max [...hmm, bo najbardziej smakują mi razem Wink (1) ]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Nie 21:01, 18 Lut 2018    Temat postu:

Trudno mi jeszcze wszystko wydobyć z tej formy, zwłaszcza nad różnicą Macieja i Tima trzeba jeszcze popracować. Najlepiej się opisuje postaci wyraziste, jak Sam Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Pon 19:46, 19 Lut 2018    Temat postu: 7.

Szkoda mi Sama, mimo że poniekąd jedziemy na jednym wózku. Ja jednak mogę się ruszać a mały wręcz przeciwnie. Lubię go, bo cały czas roznosi go energia i w oczywisty sposób chce mu się żyć. Trochę będzie mi go brakować. Tim się gdzieś zmył, nawet niespecjalnie się przede mną tłumacząc. Dobrze, nie musi mi się ze wszystkiego spowiadać, nie ma takiego obowiązku, ale grzeczność by nakazywała. Mruknął tylko, że idzie się rozejrzeć. To może znaczyć wszystko i nic. Za czym? W jakim celu? Tak się nie robi przyjacielowi. Bo chyba można już go nazwać przyjacielem, prawda? Kiedyś w wyczytałem, że przyjaciel to taki ktoś, kto wie o tobie wszystko – i mimo to dalej cię lubi. Takiego przyjaciela jeszcze nie miałem, ale i nie pozwoliłbym nikomu, aby wiedzieli o mnie wszystko. Już kilka razy się na tym sparzyłem. Powiedziałem mojemu – wydawałoby się – najlepszemu kumplowi, że podoba mi się Magda, taka dziewczyna z mojej klasy. Tego samego dnia po lekcjach Magda zapytała się, czy mam równo poukładane pod sufitem. Jednego dnia straciłem i przyjaciela i obiekt dziecięcych jeszcze westchnień. W każdym razie myślałem o niej bez siusiaków i cipek, po prostu uważałem, że jest fajną i ładną dziewczyną. Tima znam dopiero od czterech dni, a już wiem, że nie poleciałby z językiem. On jest ponad takie głupoty. Inny mój wydawałoby się najlepszy kumpel zwinął mi dziesięć złotych z kieszeni kurtki. Nikt inny nie mógł tego zrobić, chyba że u niego w domu pieniądze kradną myszy. A na pewno nie zgubiłem, bo była to reszta ze sklepiku naprzeciw jego domu, do którego właśnie szedłem. Rzecz jasna nie mogłem go oskarżyć wprost, ale coraz mniej z nim rozmawiałem, przestaliśmy się spotykać poza szkołą. Czy Tim ruszyłby moje pieniądze? Jakoś nie mieściło mi się w głowie. Szkoda, że nie mam funtów szterlingów, przetestowałbym. Ale nie, nie wydaje mi się. A czy powierzyłbym mu największą tajemnicę? Jakby wtedy patrzył na mnie sowimi niebieskimi, mądrymi oczyma to czemu nie?

Ale oto pukanie do drzwi.
– Proszę!
W drzwiach stanął Tim, taszcząc jakiś ogromny kawał plastiku, w którym dopiero po chwili rozpoznałem sanki. My mamy w domu żelazne z drewnianym siedzeniem, po ojcu. Całkiem fajne i nie potrzebuję tych nowoczesnych mydelniczek.
– Zbieraj się, zawiozę cię do miasta – powiedział, dumny z siebie. – Będziesz miał transport jak królowa.
– Skąd to masz? – zapytałem podejrzliwie.
– Jak to skąd, ze sklepu – odpowiedział spokojnie, jak by to była najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem. – Przecież nie ukradłem. Paragon pokazać?
A ja niecałą minutę temu niemal oskarżałem go o kradzież dychy. Oczywiście wirtualnej, ale fakt jest faktem. Poczułem, jak rumienię się ze wstydu przed samym sobą.
– Ojciec ci odda pieniądze, zmuszę go do tego – powiedziałem.
– Tyle że ja wcale ich nie chcę – wpadł mi w słowo Tim. – Pozwól, że sam będę planował swój budżet, a zapewniam cię, pieniędzy w błoto nie wyrzucam.
To chyba pierwsze jego słowa, które zabrzmiały nieprzyjemnie, nie wiem, czy sobie na nie zasłużyłem, przecież chciałem dobrze. Dlaczego ma ponosić koszty z mojego powodu? Będę musiał poprosić ojca, by za te sanki oddał pieniądze pani Lili. Co jak co ale żebrakiem nie jestem. Wiem, że Anglicy biedni nie są, pani Lila ma dobrze płatną pracę, Tim się zdążył pochwalić, że popołudniami sprząta w piekarni naprzeciwko jego domu, więc, w przeciwieństwie do mnie, też jest przy forsie. Ja niestety muszę polegać na tym, co mi skapnie od dziadków i wujków. No ale przecież z tego powodu nie będę z siebie robił nędzarza. W nie najlepszym humorze szedłem na te sanki. Tim chyba wyczul mój nastrój, bo mówił jeszcze mniej niż zwykle.

– Witamy na pokładzie i życzymy przyjemnej podróży – powiedział Tim tonem stewardessy z linii lotniczych, usadowiwszy mnie wygodnie na sankach. Następnie szarpnął za linkę i pojechaliśmy. Całą drogę oczywiście oglądałem jego tyłek i lekko pochyloną sylwetkę, bo mimo że jestem od niego sporo lżejszy, to jednak swoje ważę. Zawsze uważałem tyłek za najgorszą część ciała człowieka. Potrzebną, oczywiście, spróbujcie tak żyć bez pupy, ale jakże niewdzięczną. Wykonuje wszystko co najgorsze: wydala, jest bita, a najczęściej gnieciona. Nie lubię się patrzeć na ludzkie pośladki. Nie wiem, co chłopacy widzą w tych obrazkach z gołymi dupami. Mnie bierze obrzydzenie, jak na takie coś patrzę. A już najgorsze to co jest w środku, ta dziura. Kiedyś, jak miałem chyba sześć czy siedem lat, obejrzałem ją sobie w lusterku. Ble. I jeszcze czerwone dokoła. Za Chiny nikogo bym tam nie dotknął. No i zapach, który obrzydza. Przyznam się, że jest to ta część ciała, którą myję najmniej chętnie. Kiedyś próbowałem w ogóle nie myć, ale matka się skapnęła, jak brała moje majtki do prania. Musiałem wysłuchać nieprzyjemnych uwag i odtąd, acz z wielką niechęcią, robiłem co trzeba. Teraz też muszę patrzeć się na zadek. Jeszcze nie wyjechaliśmy z naszej ulicy, kiedy przestałem myśleć o tyłku Tima ze wstrętem, a zacząłem nawet z pewną sympatią. Tak samo pocieszny jak jego właściciel. Nie jest wcale okrągły, jak u tych modelek ze zdjęć, a o wiele bardziej płaski. To już ojciec ma bardziej zaokrągloną, z tego co zdążyłem zauważyć trzy dni temu w mrokach naszego pokoju. Ciekawe, czy te pośladki Tima są twarde czy sflaczałe? Bez sprawnych rąk nie dam rady tego sprawdzić, niestety. Tak sobie patrzyłem a Tim ciągnął mnie pod górkę, posapując. Mógłbym wstać i nawet mu to zaproponowałem, ale nie chciał.
– Jeszcze się wywalisz na tej ślizgawicy i wtedy dopiero będzie wesoło... – odburknął.
Faktycznie. O ile wczoraj szło nam się całkiem fajnie, bo śnieg był świeży i szorstki, przez kilkanaście godzin ludzie zdążyli go ubić i wyślizgać. Ma głowę ten chłopak.

Gdy zniknął w sklepie, do którego nie chciało mi się wchodzić, podszedł do mnie szczupły chłopak w moim wieku i w granatowej kurtce puchowej, który pewnie czekał na rodziców robiących zakupy i zapytał, co mi się stało w ręce. Opowiedziałem mu pokrótce, co się stało na stoku.
– No to masz niewesoło – odpowiedział. – Skąd jesteś?
– Z Poznania – stwierdziłem zgodnie z prawdą. Okazało się, że on mieszkał niedaleko, bo w Gnieźnie. Był zupełnym przeciwieństwem Tima, wyższy, o wiele szczuplejszy, z pociągłą twarzą i dużymi, odstającymi uszami. To właśnie te uszy podobały mi się najbardziej. Pomyślałem sobie, że z chęcią bym ich dotknął i w tej samej chwili zrobiło mi się przyjemnie, prawie tak jak wtedy, kiedy Tim mnie mył. Coś jakby mi przeskoczyło na górze siusiaka. Dziwna, zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu. Po chwili czułem, jak pęcznieję, na szczęście siedziałem i nie było tego widać. A chłopak nawijał dalej.
– Ten gips jest twardy? – zapytał?
– A co żeś myślał? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie. – Zresztą sam się przekonaj.
Chłopak nachylił się nade mną, zdjął rękawiczki i badał gips. Jego ucho było ode mnie bliżej niż na wyciągnięcie dłoni. A może by tak... Udając, że poprawiam pozycję ciała, zbliżyłem swoją twarz do jego głowy. Przez ciało przelatywały mi jakieś nieznajome prądy, wcale nie nieprzyjemne. Tymczasem chłopak, zaspokoiwszy swą ciekawość wyprostował się, a jego ucho dosłownie przejechało mi przez wargi. Jakie to było przyjemne... Przy okazji odsłonił widok na drzwi do sklepu. Zaraz przed nimi stał Tim z wypchaną reklamówką, a jego mina mówiła wszystko.

– Co to był za chłopak? – zapytał bez ogródek, kiedy nieznajomy pożegnał się ze mną, spławiony krótkim "sorry, kumpel wrócił". Głos miał suchy, nieprzyjemny.
– A skąd to mam wiedzieć? Podszedł to gadałem – odpowiedziałem w tym samym stylu. Dlaczego niby mam się tłumaczyć? On nie będzie z pieniędzy, ja ze znajomości. – Nawet mi się nie przedstawił.
– I tak od razu pozwoliłeś mu dotknąć gipsu?
– No a niby czemu nie? Gips to gips.
– A gdyby chciał ci dotknąć spodni? – indagował dalej Tim z groźną miną. – Też byś pozwolił?
Głupie pytanie, przecież to zupełnie co innego. Gips to pewnego rodzaju wydarzenie, rzadkie i budzące ciekawość, spodnie każdy nosi na co dzień, chyba że jest striptizerką w nocnym lokalu. Gdy kumpel z klasy miał rękę w gipsie, to wszyscy mu się wpisywaliśmy na pamiątkę, a on powiesił sobie ten gips na ścianie. Po spodniach przecież nikt nie pisze, nawet starych, które już są do wyrzucenia i nosi się je ostatni raz. Odpowiedziałem mu dokładnie w ten sposób.
– No niech ci będzie – odpowiedział z dużą dozą powątpiewania w głosie. – Teraz cię nakarmię, bo na obiad chyba już nie zdążymy – dodał wyciągając z reklamówki drożdżówki i butelkę coli. Usiadł na sankach i zaczęliśmy ceremoniał. Gdy posiłek trwał w najlepsze, podeszła do nas młoda kobieta, całkiem ładna blondynka z długimi włosami wystającymi spod sportowej czapki, wyraźnie rozbawiona.
– Cześć chłopaki, jestem fotoreporterką. Czy mogę wam zrobić zdjęcie? Takiego zimowego obrazka jeszcze nie widziałam.
Rzeczywiście musieliśmy strasznie wyglądać. Moim zdaniem nie było w tym nic ciekawego, wręcz przeciwnie i wolałem, żeby sobie poszła w cholerę. Tymczasem Tim nie widział w tym nic złego. Pozwoliłem tylko dlatego, żeby nie był na mnie wściekły za tego chłopaka z Gniezna.
– To sobie nie przerywajcie – powiedziała i wyciągnęła z czarnej torby profesjonalny aparat fotograficzny Nikona, dokładnie taki, jaki chciałbym mieć. Pstryknęła kilka zdjęć z różnych miejsc, pogadała jeszcze z nami, zapisała nasze imiona i schowała aparat.
– Ten gips to twardy musi być – powiedziała i nachyliła się, by go dotknąć. Nie protestowałem i z satysfakcją patrzyłem na Tima zza rozwianych włosów dziewczyny. Nie wiedzieć dlaczego zrobiło mu się wesoło. Może zrozumiał, że przesadził nieco z tą zazdrością. Zresztą do tego już nie wracaliśmy. W sumie to fajnie, że jest o mnie zazdrosny, to znaczy, że mu na mnie zależy – odkrywałem kolejną prawdę życiową. Do tej pory zazdrość znałem niejako z drugiej ręki, sam nikomu niczego nie zazdrościłem. Kolega dostał lepszy stopień? Mogłem się lepiej przygotować do sprawdzianu, proste. Kumple mają lepsze ciuchy? Zacznę zarabiać, to będę miał jeszcze lepsze od nich, mój ty Boże. Natomiast przeciw byciu obiektem zazdrości nie mogłem nic zaradzić.

– Jak myślisz, gdzie oni będą całą noc? Przecież knajpy czynne są chyba tylko do północy – zapytałem, gdy już nacieszyliśmy się wolną nocką. Pewnie nawet słyszeli, ale chwilowo mnie to nie martwiło.
– Piętro wyżej – odpowiedział spokojnie Tim i zachrupał czipsem. – Poinformować cię również, co będą robić? – zakończył jadowicie.
Nie musiał, choć tak naprawdę dopiero w tej chwili otworzyły mi się oczy. Ojciec i pani Lila? Jak to? Dlaczego? Przecież oni znają się dopiero od czterech dni? Poza tym ukłuła mnie zazdrość – aha, więc jest jeden – jeden – że ktoś będzie miał to, co ja przed kilkoma dniami. Wrażenia po epizodzie z ojcem nie minęły i nie zanosiło się, bym szybko miał o nich zapomnieć.
– Oczu nie masz? – ciągnął bezlitośnie Tim. – Przecież moja matka leci na twojego ojca, to jest oczywiste. Młody w szpitalu, to korzystają z dobrodziejstwa wolnej chaty. Przeszkadza ci to?
Przeszkadzało. Nie wyobrażałem sobie, żeby ojciec mógł tak po prostu z inną kobietą. Niewiele wiedziałem o życiu płciowym ojca, zresztą po co? Jednak myślałem, że jeśli to robi, to tylko z moją mamą. No raz zdarzyło mu się zew mną. Nigdy nie złapałem ich na uprawianiu miłości, a zresztą od jakiegoś czasu śpią w oddzielnych pokojach i pewnie już ich nie nakryję. Jak byłem mały, spali w jednym łóżku, takim podwójnym. Czyżby ich małżeństwo się kończyło? Wcale tego nie chciałem, a już najmniej zostać z samą matką. Ojciec niewiele lepszy, choć tu się wyraźnie poprawił. Może coś w tym jest, bo ostatnio głównie na siebie warczeli, aż się w domu zrobiło nieprzyjemnie. Najczęściej im schodziłem z drogi. No dobrze, a pani Lila? Nie sądziłem, że ma takie rzeczy w głowie, na mój gust zdecydowanie na taką nie wyglądała. Odpowiedzialna matka dwojga chłopców, dla której najważniejsze są jej pociechy, tak ją odebrałem. Zresztą zawsze mi się wydawało, że seks jest dla ludzi młodych, kiedy trzeba postarać się o potomstwo, później to wszystko mija. Kiedyś oglądałem taki program w telewizji, w którym mówili, że u kobiety często się to zdarza po urodzeniu.
– Nad czym tak myślisz? – zainteresował się Tim.
– No nad tym, że mój ojciec i twoja mama... Nie wydaje ci się, że to dziwne?
– Nie wydaje mi się, też są ludzie i mają swoje potrzeby. Lepiej wiedzieć z kim matka się zadaje niż nie.
Nie pierwszy raz zauważyłem, że jest pragmatyczny do szpiku kości. Fajne słowo, kiedyś nauczyciel nam wytłumaczył co to jest i od tego czasu należy do moich ulubionych.
– Tak, tylko, że mój starszy ma żonę. Nie chciałbym, abym nie oberwał rykoszetem...

Wtedy zaczęliśmy rozmawiać a rozmowa była bardzo poważna i pierwsza taka w moim życiu. Dużo się dowiedziałem o Timie, jego rodzinie, a on, na zasadzie wzajemności o mnie. Chłopak był bardzo bystrym obserwatorem a jego spostrzeżenia były nieraz zaskakujące. Dlaczego ja nie mam w Poznaniu takiego przyjaciela, z którym można i powygłupiać się i porozmawiać na praktycznie każdy temat? Z jednymi można o sporcie, z innymi – tych jest większość – o grach komputerowych i internecie, z innym moim kumplem, Kaziem, o matematyce, fizyce, czasem technice. Wyspecjalizowali się, cholera... Przerwaliśmy nasze konwersacje na kolację.
– Co robimy wieczorem? – zapytałem.
– Specjalnego wyboru nie ma, orżnę cię w szachy, jeśli nie masz nic przeciw. Chyba że chcesz, żeby cię jeszcze przewieźć, ale to w ostateczności, jeszcze mnie plecy bolą po poranku.
Nie chciałem go fatygować, sam też wolałem ciepło i przyjemną muzykę z radia.
Nie miałem nic przeciwko partyjce. Ciągle byłem lepszy, ale Tim w błyskawicznym tempie nabywał ogrania i już wcale nie musiałem wygrywać. Zajęliśmy swoje ulubione miejsca – ja na łóżku a Tim przy stole, bokiem do mnie, Tim ustawił figury, wylosowałem białe i rozpoczęliśmy. Oprócz samej gry cieszyłem oko widokiem myślącego Tima, uwielbiam patrzeć, jak się namyśla, jak tymi swoimi dużymi palcami gładzi czoło. Szkoda, że nie ma odstających uszu. W miarę jak toczyła się gra, mniej uwagi poświęcałem grze a więcej obserwowaniu chłopaka. Zaczęło mnie to podniecać, na co mój mały zareagował natychmiast.
– Czy na pewno chcesz tego skoczka na f3? – upewnił się.
– Tak.
– No to jest mat w trzech ruchach – powiedział i popatrzył się na mnie. Może z początku z politowaniem, ale nagle mina mu się zmieniła. Zobaczył to, co było dla niego przeznaczone.
– Gramy jeszcze?
– Zróbmy sobie przerwę – powiedziałem, wyprowadzony z równowagi szkolnym błędem. – Może w telewizji jest coś ciekawego.

– Słuchaj – zapytał spokojnie Tim, składając figury szachowe. – Co ty robisz, jak bardzo ci się chce? No, tak jak teraz? Przecież nie masz rąk. Tylko nie mów, że nic, bo pamiętam jeszcze, co się stało pod prysznicem.
Bezpośredniość tego pytania zaskoczyła mnie tak, że dobrą chwilę nie odezwałem się.
– No gipsem, a jak?
– Tym samym, który dajesz do macania każdego, kto cię o to poprosi? – zapytał złośliwie, choć oczka mu się zaświeciły a kąciki ust drgały jednoznacznie. No i czy on nie jest słodziutki?
– Nie mam innego.
– To już rozumiem, dlaczego jesteś taki czerwony w tym miejscu. I tak na gołe ciało?
– No pewnie, a jak myślisz, przez majtki niczego nie czuję.
Tim odstawił szachownicę na półkę, podszedł do łóżka i usiadł na wysokości moich piersi, zastanawiająco delikatnie jak na swoją masę i tyłek. Długo kontemplował widok, mnie oganiała fala podniecenia, gdy wyczułem w pobliżu ciepło jego ciała i ten charakterystyczny zapach.
– Teraz też ci się chce? – zapytał nieco zduszonym głosem.
– Mhm.
Najdelikatniej jak mógł przejechał mi ręką po kroczu. Po chwili powtórzył ruch w górę członka. Musiało mu się podobać, bo ręka stanęła w miejscu i delektowała się wraz z właścicielem moją sztywnością. Widać jednak był tego samego zdania co ja, że tkanina tylko przeszkadza w przyjemności, bo wkrótce zdobywcza ręka wśliznęła się w moje slipki. To było coś tak odmiennego od zabawy z gąbką, że aż się wzdrygnąłem.
– Mogę? – zapytał.
Zgodziłem się w ciemno. Nie wiem o co mu chodziło, myślałem, że chce go chwycić w ręce, ale nie, wyszarpnął niemal rękę z moich slipek i ostrożnym, niemal kocim ruchem pozbawił mnie łachów. Teraz miał wszystko niczym obiad na talerzu. I tak jak małe dziecko przed koszem ze słodyczami, patrzył się na swą zdobycz. Gdy już nacieszył się tym widokiem, ujął członek w palce i bawił się główką. Nie, nie walił mi konia, jak to się popularnie mówi, odciągnął mi napletek i wodził palcami wokół tego czerwonofioletowego wału. Byłem tak podniecony, że już nie wytrzymałem.
– Tim, kończę!
Nawet wiedział co zrobić, jął go pełną dłonią i ściskał tak długo aż śliski, lepki strumień pokrył mu wierzch dłoni. Sięgnął do kieszeni, wyjął plik chusteczek higienicznych i z równą troską i wprawą, z jaką zabawiał się moim prosiaczkiem, wytarł mi podbrzusze.
– Dobrze, a ty? – zapytałem z rozczarowaniem.
– Jakoś sobie poradzę – odparł. – Zwłaszcza że nie dam się traktować gipsem – wydawało się, że w tym momencie puścił do mnie oko.
– Wcale nie musisz – odpowiedziałem. – Po prostu pokaż mi się.
– Co chcesz zrobić? – zapytał niepewnie.
– Zobaczysz – odpowiedziałem nie wprowadzając go w szczegóły.

Nie musiałem długo czekać aż Tim uwolnił się z odzieży. Z niejakim wahaniem ściągnął slipy, ale prawie od razu przełamał się. Stanął nade mną na wysokości mojej miednicy.
– Podejdź bliżej, pod moją głowę – poprosiłem, obserwując go uważnie. Był zupełnie innego typu budowy, u mnie wszystko wisiało dość nisko i było schowane prawie pod uda, Tim miał swoje skarby o wiele bardziej eksponowane, co zresztą było widać również gdy nosił spodnie. Ciężko byłoby mu nosić jądra w nogawce spodni, u mnie nie ma z tym większego problemu. Tymczasem stanął nade mną a niezbyt długi choć gruby i ciemniejszy niż mój członek z odsłoniętym napletkiem dotykał mi nosa, pobudzając zapachem moje chwilowo przytępione zmysły. Zacząłem go drażnić językiem, od jąder, zupełnie innych niż moje, schowanych w grubej mosznie, porośniętej delikatnym, drażniącym język meszkiem. Tim nie początku przyjął te zaloty z przyjemnością, przez moment walczył z obrzydzeniem. Jednak gdy zrobiłem ostateczne natarcie, poddał się całkowicie.
– Możesz delikatniej? – szepnął. Cóż, on jest tu najważniejszy i musiałem zmienić bieg. Teraz ssałem go delikatnie, jak dziecko smoczek a on sapał, dyszał, wił się.
– Strzelam – powiedział i w ostatnim momencie udało mi się uwolnić od tego drąga, natomiast ucierpiała zarówno moja twarz jak i oko. Tim wręcz padł obok mnie i długo łapał oddech. Aż chciałem go przytulić, ale przecież nie zrobię tego gipsem.

Oczywiście zdobywanie Tima podnieciło mnie na nowo i tak zaczął się łańcuszek zbliżeń, który, z przerwami, trwał mniej więcej do jedenastej.
– Ale spać będziemy razem – zażądał Tim.
– No nie wiem – wyraziłem wątpliwość. – Jak to będzie wyglądało, jak ojciec zastanie nas rano w łóżku? – zapytałem.
– Mnie się wydaje, że zarówno matka, jak i wuj Robert doskonale wiedzą, że zastaną nas w łóżku.
– Wiesz, lepiej dmuchać na zimne. Proponuję nastawić budzik na piątą i ja wtedy pójdę spać do łóżka ojca. Może być?
– No dobra – powiedział Tim bez przekonania.
Leżeliśmy koło siebie, już bez głupich zabaw, za bardzo byliśmy zmęczeni. Jakie to wspaniałe uczucie, gdy ktoś taki jak Tim leży koło mnie. Chłonęliśmy bliskość, Tim głaskał mnie po twarzy, ja lizałem mu ucho. Nawet nie wiem, kiedy zasnęliśmy. O dziwo, na podmiankę nie zaspałem. Rozplątałem się z czułego objęcia, wstałem i udałem się do łóżka ojca.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Pon 23:55, 19 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blask12345
Wyjadacz



Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 945
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 18 razy
Skąd: zewsząd

PostWysłany: Pon 21:13, 19 Lut 2018    Temat postu:

Very Happy fajne, fajne, fajne (więcej, więcej, więcej)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Pon 21:22, 19 Lut 2018    Temat postu:

wszystko co dobre, kiedyś się kończy. BTW na pornzone całkiem się podoba,. sporo osób pisze na priv i są to bardzo ciekawe maile. Ludzie są w szoku, że nie musi sperma lać się litrami, żeby było poruszające, że są podobno poruszane sprawy, o których rzadko się mówi przy okazji homoseksualizmu.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Pon 21:24, 19 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blask12345
Wyjadacz



Dołączył: 07 Cze 2015
Posty: 945
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 18 razy
Skąd: zewsząd

PostWysłany: Pon 21:26, 19 Lut 2018    Temat postu:

a jednak Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2922
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 54 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Pon 21:27, 19 Lut 2018    Temat postu:

Ale już więcej tam nic nie dam, bo strasznie mi rozpieprzyli formatowanie4. Skończę tę historyjkę i koniec

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GAYLAND Strona Główna -> Same przysmaki Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 2 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin