GAYLAND
Najlepsze opowiadania - Zdjęcia - Filmy - Ogłoszenia
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Profil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Zaloguj
Forum GAYLAND Strona Główna
->
Nowości
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Emotikony
Więcej Ikon
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańćzowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
Zamknij Tagi
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Kod potwierdzający: *
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Skocz do:
Wybierz forum
FORUM INFO
----------------
Regulamin i inne sprawy organizacyjne
Księga gości
DO POCZYTANIA
----------------
Nowości
Opowiadania ostre
Opowiadania pikantne
Opowiadania słodkie
Opowiastki, blogi, etc
Blogi i inne teksty zewnętrzne
Same przysmaki
DYSKUSJE
----------------
Hyde Park…
Rozmowy Seksualne
Wszystko dla ciała
Penis, czyli co łączy w/w tematy
Moda i Uroda
Wszystko dla ducha
Technika, Internet i Komputery
Technika
Sport
DO POOGLĄDANIA
----------------
Video
Video - Linki
Zdjęcia
Porno Gwiazdy
Zdjęcia - Linki
Galeria Użytkowników
OGŁOSZENIA
----------------
Masturbacja
Oral
Z jak Znajomi
Anal
Sport
Kulturystyka
M jak Miłość
S jak Seks
Turystyka
Film
Książka
Muzyka
Gry
Programy
Humor i Inne
Z Kraków
Z Łódź
Z Wrocław
Z Poznań
Z Gdańsk
Z Szczecin
Z Bydgoszcz
Z Lublin
Z Katowice
Z Białystok
Z Toruń
Z Kielce
Z Gorzów
Z Opole
Z Olsztyn
Z Gorzów Wielkopolski
Z Zielona Góra
Warszawa
Kraków
Łódź
Wrocław
Poznań
Gdańsk
Szczecin
Bydgoszcz
Lublin
Białystok
Katowice
Toruń
Kielce
Gorzów
Opole
Olsztyn
Gorzów Wielkopolski
Zielona Góra
S Warszawa
S Kraków
S Łódź
S Wrocław
S Poznań
S Gdańsk
S Szczecin
S Bydgoszcz
S Lublin
S Katowice
S Białystok
S Toruń
S Kielce
S Gorzów
S Opole
S Olsztyn
S Gorzów Wielkopolski
S Zielona Góra
Z Warszawa
Opowiadania niedokończone
shoutbox
----------------
shoutbox
Strony www
----------------
Nasi partnerzy
Przegląd tematu
Autor
Wiadomość
homowy seksualista
Wysłany: Wto 19:47, 19 Sie 2025
Temat postu:
29. Badanie marzeń
Odłożyłem telefon na nocnym stoliku i w tym momencie znów poczułem parcie na pęcherz, takie na pograniczu bólu. Cholera, co się dzieje? W łazience powtórzyło się to, co pół godziny temu, tylko ból był większy, a krew rozbryzgująca się o białą muszlę spowodowała u mnie falę nudności. Napiłem się wody z kranu, wróciłem do pokoju i jak najdelikatniej położyłem się na łóżko..
– Co tak łazisz, łosiu? – zapytał Marek.
– Nic… Śpij już.
Ale kiedy trzeci raz poszedłem do toalety, Marek nie dał się zbyć. Położył mi rękę na brzuchu. Domyślając się, czym to się może skończyć, strząsnąłem ją gwałtownym ruchem.
– Daj spokój z tym. Mam już dość tego pedalstwa.
– Dopiero teraz? – odciął się złośliwie. – Jakoś nie miałeś tego dość przedwczoraj, tydzień temu…
– Ale teraz mam, to do niczego nie prowadzi. Nawet jeśli mnie to nie mierzi, a momentami nawet mi się podoba, to nie jest coś, co chcę. Jesteś po prostu dobry w to, co robisz i faktycznie jest mi przyjemnie. Ale…
Marek nie jest człowiekiem, który łatwo da się spławić. Jego logiczne myślenie, z reguły potrzebne, czasem potrafi cię dobić.
– I doszedłeś do tego właśnie w dzień, kiedy co kwadrans latasz do kibla. Wiesz, nie wierzę w zbiegi okoliczności, przypadki i inne rzeczy. Wszystko co się dzieje na tym bożym świecie ma swoje przyczyny i skutki, czego ty czasem zdajesz się nie dostrzegać, ładując się w jedną kabałę po drugiej. Gorzej, że nie tylko siebie, na razie twoje durne pomysły doprowadziły do spalenia twojej chałupy, prawdopodobnego nosicielstwa HIV i jak Bóg da jednej ciąży.
– Daj spokój, Paulina siedzi cicho, ciąży pewnie nie będzie – zaprotestowałem słabo. Tak naprawdę nie pytałem się jej, czy robiła następne testy.
– W co władowałeś się tym razem? – nalegał Marek.
Ale postanowiłem mu nie odpowiadać, zwłaszcza że chciałem się wyspać po tej koszmarnej nocy w areszcie. Dopiero teraz doszło do mnie, że Kingę aresztowano po tym, jak mnie zwolniono z aresztu, przynajmniej tak utrzymywała cieciowa z hotelu. Czy było to jakoś ze sobą powiązane? I ojciec Marka, co on robił koło aresztu? Wrocław jest na tyle duży, że niekoniecznie trzeba spacerować po Podwalu, jest wiele innych pięknych miejsc. Tak samo zawieszenie Andżeliki w prawach ucznia – wszystko to rozegrało się mniej więcej między dwunastą a pierwszą po południu. Że też nie zauważyłem tego wcześniej. Tak, tylko o czym to świadczy i co z tego wynika?
Nagle poczułem charakterystyczne wibracje podłoża, W powiązaniu z przyśpieszonym oddechem wynikało, że Marek ujeżdża sobie konia. Nasze niepisane ustalenia zakładały, że każdy w łóżku robi co chce, a druga strona nie ingeruje, może się co najwyżej dołączyć, choć obowiązku nie ma. Założę się, że to dzisiejsze walonko nie było dla niego, tylko dla mnie, z reguły robi to wcześniej, zaraz po zgaszeniu światła, a teraz było już mocno po pierwszej. Chciał rozpoznać teren po tej nieprzyjemnej wymianie zdań. Choć rączki mnie świerzbiły, postanowiłem konsekwentnie nie dołączać. Jeszcze jakimś przypadkiem odkryje, co się ze mną dzieje… Spanie w łóżku z osobą chorą wenerycznie to już nie przelewki, HIV był dalej niepewny, ale ta rzeżączka… Tymczasem Marek robił to wyjątkowo zmysłowo. A może się złamać? Znamy siebie na tyle, że wiemy, kiedy dochodzi. Wyczułem ten moment i w odpowiednim momencie głaskałem mu szyję i brzuch, czyli to, co robi najbardziej. A niech ma…
– To tyle tytułem wstrętu do pedalstwa – powiedział złośliwie Marek, kiedy zmęczony łapał oddech leżąc na wznak z fiutem na wierzchu. – A teraz mów, co się dzieje. Tylko nie łżyj choć na początku.
– Naprawdę chcesz wiedzieć? – nie wytrzymałem. – To ci powiem. Jestem chory na rzeżączkę. To ta dziwka Kinga mnie zaraziła. Cholera wie, z kim się rżnie. Sikam krwią, boli mnie przy sikaniu i w głowie mi się kręci,a w ogóle chyba nie będziesz leżał w jednym łóżku z syfilitykiem! Tego chciałeś się dowiedzieć?
– Syfilis to kiła – odpowiedział spokojnie Marek. – A tego nie masz, musiałbyś mieć jakieś liszaje na główce swojego kutasa.
– Cholera wie, nie oglądałem go dokładnie, wystraszyłem się.
Ale Marek nie ustawał.
– Skąd to wiesz? Stwierdził to jakiś lekarz?
– A po cholerę tu lekarz, przecież to jest oczywiste. Wejdziesz na neta, to od razu wywali. Jak chcesz, możesz sprawdzić.
– Ach, doktor Google – ironizował dalej Marek. – W sumie jestem zdziwiony, że nie zdiagnozował ci raka, albo przynajmniej tyłozgięcia macicy. Daj mi komórkę, moja padła.
Niechętnie podałem mu mój telefon. Po tym wybuchu niekontrolowanej złości miałem ochotę rzucić się na łóżko i płakać. Było mi wstyd przed Markiem. Teraz widziałem, ile spokoju i pozytywnych wibracji wnosi do naszej znajomości. A że się we mnie podkochuje? Te kwity z poczty kwiatowej były najbardziej namacalnym dowodem, ale przecież były i inne, nie protestował, gdy uczyłem go ujeżdżać lalę, a później własne prześcieradło, zgodził się na dziwną grę miłosną z Pauliną, wiedząc, że będę blisko… Ta jego wypisana na twarzy niechęć, kiedy dymał Paulinę, choć dla mnie to był naprawdę podniecający widok… Mógł wykorzystać Andżelikę jak chciał, a unikał jej jak diabeł święconej wody… Jak zmysłowo zakładał mi prezerwatywę przed stosunkiem z tą studentką… To wszystko wskoczyło w ramki i puzzle zaczęło się samo układać. Czy mi to przeszkadzało? Bynajmniej, w pewny sposób mi nawet schlebiało i ostatnie, czego chciałem, to zerwanie tej znajomości. Zresztą niedługo pojedziemy do Finlandii i tam może być jeszcze ciekawiej… Oczywiście ta miłość działała chyba w jedną stronę, bo wydawało mi się, że mimo wszystko kocham Paulinę. Albo Jolę… To chyba zależy, która jest aktualnie bliżej mnie.
– Patrz łosiu – Marek przyciągnął mnie do komórki, która oświetlała jego twarz. – i czytaj. Ale ze zrozumieniem.
Zapalenie cewki moczowej, objawy: krwawy wysięk koloru brązowego, często ropny, pieczenie przy oddawaniu moczu, krew podczas oddawania moczu, ból w cewce moczowej, u mężczyzn wzdłuż członka po jego dolnej stronie, może choć nie musi być objawem rzeżączki. Brzmiało to już nieco bardziej akceptowalnie. Tylko skąd wezmę antybiotyki na wyleczenie tego? Trzeba będzie iść do lekarza. Matka w szpitalu, trzeba będzie się przyznać ojcu Marka. O cholera…
– Nad czym tak dumasz? Zdziwiony?
– Jak cholera. Tyle że tu piszą, że objawy rzeżączki są dokładnie takie same. A skąd wiedziałeś?
– Powiedzmy, że miałem coś podobnego, jak miałem siedem lat. Za młody by zaruchać. Matka wzięła mnie do lekarza, traf chciał, że lekarką była kobieta. I musiałem jej pokazać ptaszka, chociaż bardzo się wstydziłem. Ona wzięła mi parówę do ręki, międliła, a bolało jak jasna cholera. Zdaje się, że mi wtedy stanął z emocji.
– W tym wieku? – zdziwiłem się.
– A żebyś wiedział. To jest tak, że wzwody występują, tyle że rzadko są związane z podnieceniem czysto seksualnym, hormony wtedy jeszcze nie działają. Ale mechanizm już istnieje i dotyk może postawić wacka na baczność. I ona mi tak strasznie go międliła, kapała krew…
– On już był taki gruby?
– No nie aż taki, ale babsko powiedziało matce, żeby mnie trzymać z dala od kobiet, bo będę miał porządne kopyto. Tak się właśnie wyraziła. Do tej pory na dźwięk tego słowa przewraca mi się wszystko w żołądku.
– Bo ty to źle widzisz – zaprotestowałem. – Idziesz do lekarki, wchodzisz do gabinetu, tam blondyna z dużym biustem, biały kitel ściśle opina jej zgrabną pupę, pachnie perfumami od Diora. ona pyta, co ci dolega, ty opowiadasz, ona swymi zmysłowymi wargami mówi: proszę pokazać penisa. Wyjmujesz z pewnym ociąganiem, pokazujesz, gdzie cię boli, ona ci go międli, mówisz „trochę niżej, prawie przy jądrach. Ona tam sięga, mały się wyprostowuje, a ty wykonujesz nieznaczne ruchy frykcyjne i jej się zaczyna ślizgać w ręce, obowiązkowo z ciemnoczerwonymi paznokciami, by kontrastowały z jasną skórą członka. I mówisz „A teraz mam kłucie w żołędzi, och, jak boli. Ona zaczyna badać żołądź, uciska główkę opuszkami ślicznych paluszków, try sobie wyobrażasz, jak jędrnieje jej wulwa…
Pod koniec Marek tarzał się ze śmiechu. Jeszcze nie widziałem go tak rozbawionego.
– Naprawdę to miałem zrobić w wieku siedmiu lat?
– No nie, ja mówię o sobie. Bo przecież trzeba będzie z tym pójść do lekarza.
– Łosiu, dawno mówiłem, że jesteś zboczony. Tak nie wygląda żadne badanie lekarskie. Po pierwsze robi to w rękawiczkach…
– Jak takich czarnych ze wzorkami, to może nawet bardziej podniecająco.
– Z którego pornola zaczerpnąłeś ten opis? Zresztą mniejsza z tym. Już wpół do drugiej, łosiu. Poczekaj, zaraz wrócę.
– Już się ode mnie zaraziłeś? – zażartowałem. Ale Marek popatrzył na mnie poważnie, jego paroksyzm wesołości już się wyczerpał.
– Zaraz wrócę. A ty postaraj się nie zasnąć – rzucił i wyszedł, narzuciwszy na siebie szlafrok.
Łatwo powiedzieć… Choć obraz pielęgniarki z kształtnymi piersiami mnie nie opuszczał, a nawet spowodował u mnie silny wzwód. Tyle że walenie teraz byłoby bolesne i krwawe. Tylko jak trafić do takiej lekarki? Mogłoby nawet być ciekawie.
– Tu masz – nagle objawił się przede mną Marek wyciągając w moim kierunku jakieś pudełko. Rzuciłem okiem na napis, była to penicylina.
– Skąd to masz? – zdziwiłem się.
– Mamy w apteczce trochę tego na wszelki wypadek. Tu na Wojnowie umówienie się do lekarza potrafi być trudne, czasem nie masz terminów na cały tydzień. Jak chwyci cię ropne zapalenie migdałków czy inna cholera, lekarz nic innego nie wypisze.
– Ojciec nie zauważy?
– Zauważy i co z tego? Kupi gdzieś następną, sobie tylko znanymi kanałami. Nie zapominaj, że to handlowiec, a na tym bożym świecie nie ma rzeczy, która byłaby nie do kupienia. Zażywa się cztery razy dziennie po jednej tabletce. Tu masz coś do popicia – podał mi puszkę coli. A teraz spać…
Mętnym wzrokiem ogarniałem skąpany w porannym słońcu podwrocławski krajobraz w wagonie kolejki miejskiej. Marek siedział koło mnie i czytał jakiś podręcznik. Znów będę nieprzygotowany na kilka lekcji, może nawet wpaść jakaś lufa, ale gdzie miałem się uczyć? W areszcie? Miałem nadzieję, że w szkole nie wiedzą nic na ten temat, przynajmniej Marek nic nie słyszał. Mimo to liczyłem się z wezwaniem do dyrektora, przynajmniej w sprawie podpalenia mieszkania. Ojciec Marka utrzymywał, że szkoła powinna mi pomóc w tej sytuacji i przynajmniej ufundować jakąś jednorazową zapomogę, pewnie mają na to fundusze. Fajnie by było, bo już miałem dość objadania rodziców Marka, a poza tym spaliły się wszystkie rzeczy, chodziłem w ciuchach marka i jego ojca. Poza tym część podręczników, zeszyty, za coś trzeba było to odkupić. Jedynie z dojazdami miałem spokój, wrocławska urbanka działała na całą komunikację miejską, łącznie z koleją. Choć za kilka dni trzeba będzie kupić następną…
– Rusz się łosiu – kuksnął mnie Marek, kiedy tępym wzrokiem obserwowałem oddalające się budynki stacji Nadodrze.
Pierwsze dwie lekcje przebiegły bez echa. Druga i trzecia to matematyka, nie zmieniamy sali, siedzimy w tej samej. Ustaliliśmy z matematyczką, że będziemy mogli zostać na przerwie i zjeść drugie śniadanie bez tłoczenia się w stołówce. Dyrekcja niechętnie na to przystała. Właśnie byłem w połowie pałaszowania kanapki z salami, którą przygotowała mama Marka, kiedy do gabinetu wtargnęła Paulina. Zaczerwieniona, z malującą się na twarzy wściekłością podeszła do mojego stolika i dwa razy walnęła mnie w policzek.
– Masz chuju, za to, że Andżelika jest w więzieniu! Zabiję cię!
Zaczęła bezładnie walić mnie pięściami po głowie, histeryzując i drąc się wniebogłosy.
– Nienawidzę cię! Nienawidzę, wstrętny zboczeńcu!
W tej samej chwili pojawili się przy niej Marek, Tomek Paczesny i ktoś jeszcze i siłą odciągnęli ją ode mnie. Jakiś czas stała i jeszcze pomstowała, aż jej przeszło.
– Andżelika siedzi w więzieniu, bo podpaliła mi mieszkanie – powiedziałem dobitnie, tak, aby cała klasa to słyszała. Istotnie, w tej chwili byliśmy w centrum zainteresowania wszystkich, niektórzy nawet przestawili krzesła, by lepiej widzieć, co się dzieje.
– Łżesz. Na to potrzebne są dowody – wysyczała Paulina, jeszcze bardziej czerwona niż dotychczas.
– A znajdą się, znajdą – usłyszałem głos Marka nagle grzebiącego w komórce. – Popatrz tu sobie, to są zdjęcia z pożaru domu Krzyśka. Kogo tu widzisz?
– Nawet jeśli, to przecież absolutny przypadek – broniła się Paulina. – Takie zdjęcia może mieć każdy. Zresztą nie wiadomo, czy to nie sztuczna inteligencja.
– Może nie każdy, ale policja je ma – powiedział spokojnie Marek, a Paulina rzuciła mu wściekłe spojrzenie. – A zdjęcia są jak najbardziej autentyczne, sam je pstrykałem, choć było dość ciemno i Paulinę zobaczyłem dopiero na fotografii. Gdzie mieszka Paulina?
– Na Kozanowie.
– A Krzysiek?
– Gdzieś na Krzykach, dobrze nie wiem.
– Na Partynicach, jeszcze dalej. Gdzie Partynice, gdzie Kozanów? Jaki trzeba mieć interes, by z Kozanowa jechać na zapadłą podwrocławską dziurę? Zresztą na tych zdjęciach są pewne osoby, których możesz nie znać, a Andżelika zna doskonale. Znajomi jej koleżanki Kingi Stadnik, która, o ile dobrze wiem, też siedzi, przynajmniej Krzysiek zdobył tę informację swoimi kanałami.
– To ta platynowa lala, którą ruchałeś? – zimno wycedziła Paulina. Widać było, że zdjęcia zrobiły na niej piorunujące wrażenie.
– Paulina, nie interesuje nas życie seksualne Krzyśka – powiedział twardo Paczesny – i bądź łaskawa wypierdalać stąd i to w podskokach.
W tym momencie w drzwiach stanął dyżurny.
– Krzysiek, do dyrektora.
homowy seksualista
Wysłany: Pon 17:04, 18 Sie 2025
Temat postu:
Tak. Krzysiek wraca na prośbę... milych pań z innego forum. Ale to i tak historia prawie hetero...
homowy seksualista
Wysłany: Pon 17:03, 18 Sie 2025
Temat postu:
28. Lepsza rączka niż ...
Po więziennym chlebie posiłek u Marka był ucztą niemal królewską, nawet ziemniaki miały inny smak, pełny, odpowiednio namaszczone masłem.
– Uszy ci się trzęsą – roześmiał się Marek. – Naprawdę tak fatalnie karmią w tej ciupie?
– Tam prędzej zaruchasz niż zjesz coś porządnego – odpowiedziałem i streściłem mu przygodę ze strażniczką. Do niczego co prawda nie doszło, ale popuściłem nieco wodze fantazji.
– Ty naprawdę jesteś zboczony, łosiu – powiedział Marek z niesmakiem, zjadając ostatni kęs z talerza. – Chłopie, ty masz niespełna siedemnaście lat, a zachowujesz się jak podstarzały satyr. Gdyby męski członek ścierał się po każdym stosunku, zostałby ci tylko cienki patyk.
– Sorry, ale nie mam takiego łomu jak ty – odciąłem się. – Ale nie martw się, jeszcze trochę zostało. Na następny trójkącik wystarczy.
Marek skrzywił się w tak teatralny sposób, że uśmiechnąłem się mimochodem. Ewidentnie wspomnienie tamtej orgietki było dla niego bolesne, mimo że miał pewien profit, którego normalnie by nie osiągnął.
– Mark, może masz rację z tym zboczeniem – przyznałem smutno. – Od kiedy wyszedłem z tego cholernego pudła, chce mi się dupy. Na ulicy patrzyłem nawet na pięćdziesięciolatki, jak to się teraz modnie mówi MILF, czego normalnie nie robię. Boję się, że pewnego dnia popełnię jakieś głupstwo. Wiesz, nikomu bym się do tego nie przyznał, ale tobie mogę, kiedyś macałem laski w tramwajach i dziś z chęcią bym do tego wrócił.
– I jak ja mam to skomentować? – zdziwił się Marek. – Przecież ni załatwię ci baby do łóżka, nie jestem alfonsem. Z Pauliną już koniec? Przecież ona była napalona na ciebie jak szczerbaty na suchary. Niemożliwe, żeby tak od razu jej przeszło. Nie możesz do niej dodzwonić i się pokajać?
Ostatnią rozmowę od Pauliny odrzuciłem jeszcze przed aresztowaniem i, prawdę mówiąc, nie tęskniłem za nią. Za wiele było do wytłumaczenia, i to rzeczy, które wytłumaczyć się nie dadzą bez zrobienia z siebie idioty i oszusta. Podejrzewałem, że to już koniec, a przynajmniej bardzo długi rozbrat, choć zanurzenie się w jej skarbie dałoby mi ulgę niezależnie od tego, co Paulina sobie myśli. Jola? Do czasu wyjaśnienia sprawy z badaniami na HIV nie mam na co liczyć, co nawet rozumiałem, bo kto chce siebie narażać? W kuchni na ścianie powieszony był telewizor z dużym ekranem, na którym właśnie jakaś skąpo ubrana laska dokonywała jakichś ewolucji tanecznych. Zacząłem sobie wyobrażać kształt jej cipy, gdy kamera na chwilę pokazała ją z bliska w rozkroku.
– Nic tylko wjechać – mruknąłem.
– Zachowujesz się tak, jakbyś w tym mamrze spędził nie dzień a co najmniej pięć lat. To o tej Andżelice chcesz słyszeć czy nie? – zapytał Marek nie odrywając ode mnie wzroku.
– No pewnie.
– Otóż Andżelika została zawieszona w prawach ucznia. Dziś na drugiej lekcji przyszedł dyżurny i poprosił, by spakowała się i z rzeczami poszła do gabinetu dyrektora. Spędziła tam chyba z godzinę, przynajmniej tak ćwierkają szkolne wróbelki, a następnie dyżurny odprowadził ją do drzwi wyjściowych. Decyzję dyrektora poznaliśmy później.
Że też ja tego nie widziałem… Niewiele by to wniosło, ale na pewno poprawiło moje samopoczucie. Natomiast co do powodu wyrzucenia, było wiele sprzecznych opinii i nikt nie wiedział niczego na pewno. Marek mówił o narkotykach w szkole, podglądaniu chłopaków w męskiej toalecie, a co jedna teoria byłą głupsza od poprzedniej. Natomiast na temat tego, co ja chciałem usłyszeć, czyli o spowodowaniu pożaru, nie było ani słowa. A tu miałbym kilka dodatkowych pytań. No i o znajomości z tymi miłymi jegomościami, którzy mnie tak potraktowali. Cóż, trzeba będzie poczekać.
W tym momencie do kuchni wszedł ojciec Marka.
– Jak się czujesz? – zapytał bez wstępów.
– Źle – przyznałem. – Mam chyba gorączkę, po tym obiedzie jest mi mdło, nie wiem, co się ze mną dzieje.
– Żebyś wiedział, jak Marek tu szalał, kiedy byłeś aresztowany… Nie tknął niczego do zjedzenia w zasadzie do teraz, w nocy krzyczał przez sen tak, że nawet ja to słyszałem, a przecież mieszkacie na górze. Rano miał podkrążone oczy i nawet nie chciał iść do szkoły, musiałem go zawieźć. Prawie jak by był twoją żoną – roześmiał się smutno. Do tego typu uwag przywykłem, zwłaszcza że ojciec Marka sporo wiedział.
– Będziemy musieli pojechać na Partynice i to jeszcze tego popołudnia – poinformował mnie. – Jestem umówiony z rzeczoznawcą w sprawie zniszczeń po pożarze, a on powiedział, że musi być przy tym osoba zameldowana na stałe w tym lokalu. Inaczej nic z tego nie będzie, a trzeba będzie zacząć jakiś remont, kiedy policja odda mieszkanie. Na razie jeszcze prowadzą tam postępowanie, ale wkrótce się skończy.
– Kto za to zapłaci – mruknąłem.
– Ubezpieczalnia – beztrosko odpowiedział mężczyzna – a na razie założę wam za ten remont. Tylko jeśli sam będziesz coś kupował, to trzymaj rachunki, a najlepiej przekaż je mnie.
Co prawda plany na popołudnie miałem inne, zamierzałem odwiedzić Kingę w hotelu koło Parku Wschodniego, ale tu nie było większego wyboru. Kinga może poczekać, jutro jest sobota, można pojechać z samego rana. I przy okazji pozbyć się nadmiaru spermy, bo dziewczę wydawało się chętne. I kochała się, w przeciwieństwie do Pauliny, bez żadnych zobowiązań, co było dla mnie równie istotne. No ale to będzie musiało poczekać.
– A co, masz inne plany?
– Nie, skądże – skłamałem. – Jak trzeba, będziemy mogli pojechać.
W końcu nie mogę mieszkać u Marka w nieskończoność, poza tym lada dzień matka wyjdzie ze szpitala i co wtedy? Jakoś nie wyobrażałem jej sobie tutaj, a hotel kosztowałby majątek. Nawet jeśli dostałaby pieniądze z ubezpieczenia, potrwa to przecież wieki.
– No zbieraj się – popędził mnie pan Andrzej. – Nad czym tak myślisz?
– Nad matką – odpowiedziałem i podzieliłem się swymi wątpliwościami.
– Tym akurat się nie martw – uspokoił mnie ojciec Marka. – Każda gmina ma specjalny fundusz ratunkowy dla sytuacji wymagających pilnych interwencji, w tym dla pogorzelców. Odpowiedni wniosek już jest złożony, zrobiłem to z twoją mamą, kiedy byłeś w areszcie. Ty zresztą również jesteś w nim ujęty. Gmina ma wam zapewnić lokal zastępczy na czas postępowania i remontu. Ponie3waż jest to złożone w trybie pilnym, decyzja powinna być wydana za kilka dni, nawet szybciej. Tylko nie licz na jakiś Hilton, zwykle dają jakieś rudery, ale dłużej niż miesiąc nie będziecie czekać na wyremontowanie waszego mieszkania. Cierpliwości.
Nawet o tym pomyślał pan Andrzej. W przeciwieństwie do Marka, który miał traumatyczne przeżycia ze swoim ojcem, z których do dziś nie mógł się wykaraskać, sam o moich doświadczeniach z tym człowiekiem mógłbym mówić wyłącznie w superlatywach. Wstałem, lekko zakręciło mi się w głowie, ale nie przywiązywałem do tego specjalnie jakiejś większej wagi. Ponaglany przez pana Andrzeja włożyłem kurtkę i buty.
– Marek, nie pojedziesz z nami? – zapytałem, bo widziałem, że nie wykazuje żadnej inicjatywy.
– A ja tam po co? Jedźcie i szybko wracajcie.
Staliśmy przy moim bloku i czekaliśmy na rzeczoznawcę i człowieka z policji. Czułem się dziwnie, jakby od cru upłynął co najmniej miesiąc. Nie czułem żadnego związku emocjonalnego z budynkiem, okolicami, po prostu w tej chwili było to dla mnie jakieś miejsce we Wrocławiu, Rzeczoznawca przyjechał po kilku minutach, funkcjonariusz za jakiś kwadrans. Weszliśmy na klatkę schodową. Jeszcze do tej pory unosił się lekki swąd spalenizny i jeszcze czegoś chemicznego, jakby rozpuszczalnika. Po chwili stanęliśmy przed drzwiami, zabezpieczonymi charakterystyczną żółtą policyjną taśmą. Znów zrobiło mi się mdło i krew odpłynęła mi z nóg. Co się ze mną dzieje? Wszedłem jako ostatni i zamarłem. Przedpokój, a przynajmniej ta część, którą ogarniałem wzrokiem, było praktycznie ogołocone z mebli, na ścianach widniały czarne smugi od dymu, na ścianach gdzieniegdzie ślady po gaszeniu. Oględziny rozpocząłem od mojego pokoju a raczej tego, co było kiedyś moim pokojem. Widok był jeszcze gorszy, sprawca czy też sprawcy w ewidentny sposób zaatakowali właśnie to pomieszczenie. Łóżko było dokumentnie spalone, z wystającymi kikutami, szafa z książkami i ubraniami również. Brakowało krzeseł, stołu. Nie wiadomo, czy zostały usunięte podczas akcji ratunkowej czy też później. Osmolone ściany i lepka ciecz na podłodze, kiedyś pokrytej dywanem, dopełniały apokaliptycznego obrazu. A już wisienką na torcia była zbrukana leżąca na podłodze maskotka zielonego smoka, któ©ą dostałem od córki Joli. Tego wszystkiego po prostu nie dało się odzobaczyć, jak to się mówi popularnie, nie sądziłem, bym mógł kiedyś tutaj zamieszkać. Nieco mniejszy huragan przeszedł przez kuchnię. Zaniepokojony wszedłem do północnej części mieszkania, pokoju gościnnego zajmowanego przez matkę. Ta część nie ucierpiała w ogóle i gdyby nie ewidentne ślady plądrowania i powybijane szyny w etażerce można by powiedzieć, że był względnie nienaruszony. Oczywiście i tu unosił się smród pożogi, ale nie aż taki, jak u mnie. Dopiero później na niektórych ścianach zauważyłem napisy w stylu graffitti. Ładnie pilnowali, niech ich cholera weźmie. A nam broniono dostępu jak Tajwanowi niepodległości. Byłem po prostu bezsilny. Tymczasem ojciec Marka konferował z rzeczoznawcą, padały sumy, daty, ale ja tego wszystkiego nie ogarniałem. Pragnąłem wyjść stamtąd i spieprzać, jak daleko tylko się dało.
– Strasznie wyglądasz – powiedział pan Andrzej – wyjdź przed blok i czekaj na nas. Nie powinno to już zbyt długo potrwać.
Wyszedłem przed klatkę i przez moment pożałowałem, że nie palę. Nie miałem co zrobić z rękami, które dygotały i zapachem, który lepił się całego mojego ubrania. Najbardziej jednak bolało, że policja oskarżała o tę pożogę mnie! To znaczy wypuścili mnie, ale formalnie nikt nie powiedział mi „ty tego nie zrobiłeś”. A tego potrzebowałem w tej chwili najbardziej, jakiegoś wewnętrznego uspokojenia. Gdzieś tam z klatki obok wyszła dziewczyna, której w normalnych okolicznościach bym nie podarował. Nie znałem jej, musiała to być jakaś odwiedzająca, ale chwilowo nie dziewczyny mi były w głowie, nawet takie z dużymi piersiami. Chyba po raz pierwszy w życiu dostałem lekcję pokory, przypomniano mi, że coś jest ważniejsze niż miałkie problemy z babami. Bo w tym momencie cała sprawa z Pauliną wydała mi się śmieszna i małostkowa. Czym jest dylemat, czyjego członka przyjmowała w sobie wobec ruiny całego życia? I kto wie, czy to właśnie Paulina za tym nie stoi? Mimo ewidentnych dowodów na francowatość Andżeliki wcale nie zerwała z nią kontaktów, a jej głupie pieprzenie brała za dobrą monetę. A mną paliła bezsilna złość.
– No już jesteśmy – wyrwał mnie z zamyślenia głos ojca Marka. – Widzę że minę masz nietęgą?
– A jaką mam mieć? To nie wam spalono mieszkanie. A jak matka wyjdzie ze szpitala, to jak to wszystko przeżyje?
Matka była częściowo poinformowana o pożarze, natomiast nie znała szczegółów. Bałem się, że to co zobaczy po powrocie na Partynice, dobije ją doszczętnie, ona zawsze przejmowała się takimi rzeczami. Głowę miałem zajętą smętnymi rozmyślaniami, kiedy wsiedliśmy do samochodu.
– Chcesz jeszcze gdzieś jechać, zanim wrócimy na Wojnów?
– Tak, muszę odwiedzić Kingę, tą, która mieszka w hotelu przy Parku Wschodnim, to ta babka, której pan wmówił, że tu nie mieszkam. Jakoś nie mogę³ się do niej dodzwonić, jej telefon milczy, a ja się o nią bardzo boję.
– Ach, tę. Rób, co uważasz, ale jeśli byś mnie zapytał o opinię, to powiedziałbym, że jej źle z oczu patrzy.
– To znaczy? – zdziwiłem się.
– Jest w niej coś takiego co wręcz krzyczy stop zanim zapragniesz ją poznać bliżej, jeśli wiesz, o co mi chodzi.
Gdybym był bardzo złośliwy, zapytałbym co krzyczała ta dziewczyna, kiedy wpychał członek w jej pochwę, ale w ostatniej chwili zrezygnowałem. Skutki mogły być wręcz tragiczne, a ja nie byłem w pozycji, by prowadzić wojnę z jeszcze jedną osobą. Poza tym pierwsze przygnębienie opadło i sama świadomość, że spotkam seksowną Kingę przywróciła mi wydawałoby się oderwane skrzydła. Poprosiłem pana Andrzeja o użyczenie mi dezodorantu, przecież nie pójdę tam śmierdzący spalenizną. Popsikałem się i zapach od razu zrobił się bardziej przyjemny. Wysiadając z auta poprawiłem swój członek w spodniach tak, by prezentował się bardziej kusząco, bo już przyłapałem Kingę, że lubi patrzeć w te miejsca. Nie widziałem w tym nic złego, ja też, a lustracja cycków to w zasadzie był obowiązek. I to bardzo przyjemny.
– Dobry wieczór, ja do pani Kingi Stadnik, pokój sto siedemnaście – zameldowałem się na portierni. Portierka, starsza kobiet w okularach, której do pełni brakował tylko moherowy beret, odłożyła czytane właśnie jakieś pismo religijne z aniołami z aureolą na okładce i przypatrywała mi się z ledwie ukrywanym zgorszeniem w oczach.
– Sto siedemnaście, pan mówi?
– Tak – nie widziałem, co w tym niezrozumiałego.
– Pani spod tego numeru została dziś aresztowana.
– Jak to aresztowana? – zapytałem po chwili autentycznego zdumienia. – Kiedy? Dzisiaj? To przecież niemożliwe.
– A jakże, to było coś koło pierwszej po południu. Przyjechał radiowóz, taka nyska, wie pan, wyszło dwóch policjantów i podchodzą wprost do mnie. I pytają o tę Stadni9k, jak pan powiedział. Powiedziałam, który pokój zajmuje, a oni tam natychmiast poszli, a po jakichś pięciu minutach wyprowadzili ją w kajdankach. Coś tam krzyczała, rzucała się, ale niewiele mogła zrobić. Pokój jest na razie wolny, opłacony do jutra, ale wątpię, czy ona tu wróci.
– Nie wie pani, dokąd ją zabrali?
– Nie mnie to wiedzieć. Pewnie do aresztu, a gdzie?
Kobieta nie byłą skłonna powiedzieć nic więcej, więc pożegnałem się, odburknęła „do widzenia”, jakby robiła mi łaskę i wyszedłem przez oszklone drzwi hotelu. Wszystko zaczęło się pieprzyć po całości, a ja straciłem chyba ostatnią dziś szansę na uregulowanie moich potrzeb. Jakoś przeżyję, a jutro też jest dzień.
– Idź ty już spać – powiedział Marek, kiedy późnym wieczorem siedzieliśmy u niego w pokoju oglądając jakiś film na komputerze, z którego nie rozumiałem nawet połowy. Po nocy na pryczy w areszcie czekało na mnie wygodne łóżko i była to wartość sama w sobie. Nie można przecież całe życie ruchać, choć piliło mnie i to bardzo. Odwróciłem się od komputera i zobaczyłam Marka przebierającego się do snu. Stał nagi i nachylony grzebał coś w szafie, odwrócony do mnie tyłem. Jak już gołe męskie pośladki wywołują u mnie pozytywne skojarzenia, to musi być ze mną bardzo źle. A może zadzwonić do Joli? Zadzwonić można, a nawet trzeba i poinformować ją o uwolnieniu, ale przecież to nic nie da. Przed samym snem zszedłem do ubikacji oddać mocz. I stało się coś dziwnego, podczas siusiania piekło mnie jak cholera, do granicy bólu, mocz z trudem wydobywał się na zewnątrz, a na koniec spadło kilka kropel krwi. O cholera, a co to takiego? Dotknąłem czoła, było rozpalone. Zacząłem się pocić, tyle że nie wiedziałem dlaczego, może ze stresu, a może z tej choroby? Bo normalne to nie było.
– Co tak długo, łosiu? – zapytał Marek, gdy wróciłem do pokoju. Postanowiłem przynajmniej na razie nie opowiadać mu o tym, co się stało przed chwilą. Światło w pokoju było już wyłączone, na szczęście dla mnie nie musiał oglądać już mojej przerażonej miny.
– Nic, śpij już.
Położyłem się i włączyłem komórkę, która leżała na nocnym stoliku. Wpisałem w google „krew z cewki moczowej” i zdenerwowany czekałem na rezultaty. Pierwsze co wyskoczyło, to artykuł z Wikipedii o rzeżączce, zwanej niekiedy tryprem. Czytałem uważnie, na początku przerażony, później coraz mniej. Okazuje się, że to infekcja bakteryjna stosunkowo łatwa do wyleczenia przy pomocy powszechnie dostępnych antybiotyków. „Powszechnie dostępnych”, jak to ładnie brzmi. Przecież nie pójdę do apteki i nie powiem |poproszę serię penicyliny”. Ktoś to musi wypisać. A tak przy okazji, od kogo się zaraziłem? Przecież to przez wiatr się nie przenosi, nawet nie przez wspólne naczynia. Biorąc pod uwagę czas germinacji i inne okoliczności, kandydatka mogła być tylko jedna.
homowy seksualista
Wysłany: Czw 12:20, 21 Lis 2024
Temat postu:
Też nie lubię. Kiedyś nauczyłem kierowców z pracy "icecream" i bardzo im się to podobało
blask12345
Wysłany: Czw 12:17, 21 Lis 2024
Temat postu:
Nie lubię wyrażenia 'blowjob'. Wolę 'give me head'. Większa dominacja
homowy seksualista
Wysłany: Czw 11:59, 21 Lis 2024
Temat postu:
Powszechnie mówi się "give me a blowjob"
Wiesz, wszystko zalezy od idiolektu, ale generalnie masz rację. O zaliczaniu kutasów też slyszalem
Zaś co do strzelania... Różnie to było, tak i tak, nawet kiedy byłem młody i jurny źrebak. A słynne "blue balls" miałem tylko dwa razy w życiu, więc może nie jestem tak jurny, za jakiego chciałbym uchodzić
blask12345
Wysłany: Czw 11:47, 21 Lis 2024
Temat postu:
Ale ja nie pisałem o 'prąciach' czy 'penisach'.
Jak dwóch chłopaków (zakładam, że już w wieku nastoletnim) to nie używa słowa 'siusiak'. Czy uważasz, że w prywatnej szkole w UK koleś by powiedział do innego: 'Czy mógłbyś mi possać siusiaka?'. Bardziej naturalnie by było: 'Zrobisz mi laskę?'
Zresztą w UK są fajniejsze określenia na to: 'Give me head' (jak pewnie wiesz).
Widzisz: jak młody chłopak jest podjarany to strzela wszędzie naokoło (nie pamiętasz jak mialeś 13 lat?). w późniejszym wieku to się zmienia (ale też zależy od stopnia podniecenia). jak byłem młody to wypływało mi za trzecim razem (albo czwartym).
Tak, na laski mówimy dupy. ale kiedyś spotkałem pasywa, który mówił, że 'zalicza kutasy'.
homowy seksualista
Wysłany: Czw 11:41, 21 Lis 2024
Temat postu:
Znasz ten dowcip? Facet złapał złotą rybkę, ta tradycyjnie pyta go o życzenia. "Chciałbym mieć tyle dup, ile jeszcze nikt nie miał". No i złota rybka zamieniła go w ... klozet.
homowy seksualista
Wysłany: Czw 11:33, 21 Lis 2024
Temat postu:
1. wypływanie spermy – u jednych wypływa, u innych tryska. Widziałem to i to. Ja muszę być mocno podjarany by strzelić, a raczej musiałem, bo już mam 60 lat
Kiedyś opisałem to w jakimś opowiadaniu.
2. Ale to na laski mówimy dupy, nie?
Jeśli nawet gej pójdzie gdzieś z dupami, to chodzi o dziewczyny
No i mówi się, że to kobiety dają dupy, nie? (przepraszam wszystkie Panie, to jest dosć seksistowskie, ale takie sa realia naszego języka)
3. Nie cierpię słów penis i prącie, resztę mogę używać. Ja mówię siusiak
Czasem, jak mam klopoty schować czlona po regulacji plynów w organizmie, to mowię: nie bądź chujem, daj się schowac
blask12345
Wysłany: Czw 11:08, 21 Lis 2024
Temat postu:
powiedzenie 'zaliczanie dup' w odniesieniu do zaliczania lasek zawsze wydawało mi się co najmniej dziwne. 'zaliczanie dup' to raczej odnosi się do zaliczania kolejnych kolesi, a zaliczanie panienek powinno być 'zaliczaniem cip'.
a tak idąc dalej: 'zaliczać dupy' mogą aktywni, pasywni 'zaliczają kutasy'.
btw: nie bój się używać słów tupu 'fiut', 'kutas', 'chuj'. bo jak młodzi mówią o 'siusiakach' w rozmowach między sobą, to dziwnie to brzmi ('siusiaki' to mają małe dzieci i tak mówią o tych narządach ich rodzice do pewnego wieku).
jeszcze taka uwaga (niekoniecznie do tego tekstu, przeczytałem do połowy): młodym sperma nie 'wypływa' tylko 'wytryska'. Im młodszy chłopak i im bardziej podniecony tym bardziej spektakularne eksplozja.
homowy seksualista
Wysłany: Czw 10:42, 21 Lis 2024
Temat postu:
To ciekawe, bo nigdy bym nie przypuszczał, że może się spodobać w tym miejscu. Wątek homoseksualny jest co prawda ważny, ale panowie głównie zaliczają dupy
blask12345
Wysłany: Czw 1:25, 21 Lis 2024
Temat postu:
ja jestem 😇
homowy seksualista
Wysłany: Pon 19:32, 04 Lis 2024
Temat postu:
Czy ktoś to czytał;? Czy jest ktoś zainteresowany dalszym ciągiem? Wynik ma niezły, jak na tę mizerię na forum ale czy się podoba i czy chcielibyście abym dokończył? Mam kilka pomysłów, ale jak nie będzie czytelników to szkoda czasu.
homowy seksualista
Wysłany: Śro 23:29, 12 Kwi 2023
Temat postu:
januma napisał:
Super ze jest Cos nowego tylko to czekanie na kolejny odcinek mine dobija
Widzialem kilka literowek I raz Jola Wolala do Krzysztofa Marek jak cos to moge poszukas i podac gdzie
Dzięki, ale prawdopodobnie to wyłapałem. Rzecz w tym, że nie mogę tego zmienić na lol24, bo tam są głupie zasady i każda poprawka powoduje że odcinek znika w niebyt na tak długo, aż go znów zatwierdzi admin, a tam admin, a tam admin jest straszliwie leniwy. Poprawiam więc tylko w e-booku – tyle że z niego niewygodnie kopiuje się tu na forum.
homowy seksualista
Wysłany: Śro 23:24, 12 Kwi 2023
Temat postu:
Cieszę się, że ktoś to czyta. w tym miejscu. Szok i niedowierzanie
Macie tu kilka nowych odcinków. Na bieżąco powieść leci na stronach lol24 i beztabu. Można też wpaść na mojego chomika.
Nie dajcie się zwieść masie cip itp. Gram na boisku wroga i to trochę pod publiczkę jest – tam nie lubią homo, no chyba że lezby
To jest opowiadanie GEJOWSKIE, zresztą widać, że Marek kocha Krzyśka niemal oficjalnie, a Krzysiek Marka też, tylko nie dopuszcza tego do siebie. Opisuję, jak rodzi się między nimi uczucie...
fora.pl
- załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by
phpBB
© 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin