Forum GAYLAND
GAYLAND Gejowskie Forum - Zdjęcia - Filmy - Ogłoszenia - Opowiadania
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Na łeb, na szyję (zakończone)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GAYLAND Strona Główna -> Same przysmaki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Wto 16:55, 13 Lut 2018    Temat postu: Na łeb, na szyję (zakończone)

UWAGA. Historia, do czytania której właśnie się zabierasz, zajmuje już ponad 100 stron normatywnego druku, a będzie tego trochę więcej. Dlatego gorąco polecam jej wersję w e-booku, którą znajdziesz (za darmo i bez logowania) tutaj: [link widoczny dla zalogowanych] Dla twojej wygody znajdziesz tam PDF a także EPUB i AZW3. (HS)


Tak naprawdę nie chciałem jechać z ojcem do Szklarskiej Poręby na te cholerne narty. Sam jeździ jak ostatnia ofiara, bo jak może jeździć czterdziestolatek z brzuszkiem i o wadze ponad stu kilogramów? Nie jest żadnym sportowcem a zwykłym inżynierem, częściej zza biurka niż na budowie. Nie wszystko to tłuszcz, sporo zdrowego mięśnia na nim jest, zdrowego ale niegimnastykowanego. A ten uparł się. "Zrobię z ciebie mężczyznę". Miałem gdzieś jego chęci i zamiary, niestety to on miał decydujące zdanie, a kłócić się z nim nie będę. Jestem za młody i za głupi, by z nim wygrać. No i w efekcie wylądowaliśmy w Szklarskiej, w pensjonacie w dwuosobowym pokoju, ale takim, że mój własny w Poznaniu jest większy. Już pomijam, że spanie z ojcem w jednym pokoju jest wątpliwą atrakcją. O dziesiątej gaszenie światła, nie wspominając już o braku intymności. Właśnie niedawno odkryłem rozkosze zabawy siusiakiem i, niestety, na jakiś czas będę musiał o tym zapomnieć. Nic jednak nie wyszło z tych przyrzeczeń, po prostu to było silniejsze ode mnie. Starałem się jedynie, by robić to możliwie cicho, nie przeszkadzało mi nawet trzęsące się łóżko, byle by nie budzić ojca. Jego poglądy na większość spraw są dorosłe i ciężko mi je akceptować.

Proces robienia ze mnie mężczyzny na nartach trwał dwa i pół dnia. Trzeciego dnia ojciec uparł się, że dwa dni "oślej łączki" w zupełności mi wystarczą i zabrał mnie na normalny stok, Lollobrigidę. Pierwsze dwa zjazdy jakoś zaliczyłem, trzeci skończył się dla mnie na połowie stoku i z potwornym bólem w obu rękach. Za trzy godziny miałem się dowiedzieć, że mam złamane oba nadgarstki.
– Bo jeździsz jak dupa – skwitował najlepszy ojciec świata, gdy lekarz ogłosił mu diagnozę. W każdym razie moja obiecująca kariera narciarska skończyła się jeszcze szybciej niż zaczęła.
– Nie zamierzam z twojego powodu odwoływać urlopu – oświadczył ojciec stanowczo – i nie zamierzam wracać do Poznania.

To akurat rozumiałem, od pewnego czasu był na stopie wojennej z moją mamą a swą żoną. Co prawda nie słyszałem ich awantur, szkoda, posłuchałbym, ale przestali się do siebie odzywać, a komunikowali się tylko w najważniejszych sprawach. Wyjechał głownie, by odpocząć od zatęchłej domowej atmosfery, wziął mnie a matka nie protestowała. Mnie samego nikt o zdanie nie pytał, a szkoda, bo odesłałbym ojca w cholerę.

Ze szpitala wróciliśmy późnym południem. O jakiejś siódmej ojciec przypomniał sobie, że od rana nic nie jedliśmy i nagle zdał sobie sprawę, że mój stan absolutnie wyklucza obsługę sztućców. Obowiązek karmienia mnie przyjął jednak mężnie i podczas kolacji, przyniesionej ze stołówki na górę, nie powiedział ani słowa.
– Ale toaletę będziesz musiał obsługiwać sam – powiedział. – Nie mam zamiaru cię podcierać.
Nie musiał. Pierwsze próby wypadły nawet pomyślnie. Ból jednak nie minął mimo tabletek, które zapisał lekarz. Długo nie mogłem zasnąć, leżałem w łóżku i przeżywałem cały ten cholerny dzień. I wtedy zdarzyło się coś, czego zupełnie nie przewidziałem: wielkie cielsko ojca przewróciło się na łóżku, pokrywająca go kołdra wykonała dziki lot w powietrzu i spadła na ziemię. Mimo ciemności pokój był oświetlony lampą z podwórza, nie potrzebowałem więc specjalnie wytężać wzroku, by obserwować to, co się będzie działo. Ciemne kontury poruszały się w sposób, który mógł znaczyć tylko jedno: tatusiek zabrał się za męczenie swojego malucha. Co prawda widziałem go kilka razy w stroju Adama, nigdy jednak pobudzonego. Teraz mogłem ocenić wielkość jego narządu, zwłaszcza że po kilku ostrych posuwistych ruchach nagle ujął członka u nasady i wykonał kilka ruchów wahadłowych. Byłem zbyt zaszokowany, by cokolwiek o tym myśleć, natomiast mój mały zareagował żywo i gwałtownie. Tak, tylko co z tego, skoro moje ręce były zupełnie nie do użytku. W pierwszym odruchu chciałem odwrócić się do ściany, ale jak to zrobić mając wyłączone z użytku ręce? Poza tym sam widok był pociągający, jeszcze nigdy nie widziałem nikogo zachowującego się w ten sposób. No i w końcu… chciałem mieć na tatuśka jakiegoś haka. Tak, wiem, że to złe, ale… No i męczyłem się straszliwie, oglądając ten teatrzyk cieni przy oknie. Lewa ręka, którą zawsze wykorzystuję do różnych niemoralnych zachowań, była umocowana na długiej szynie, praca co prawda na krótkiej, ale dalej nie mogłem zrobić tego, co chcę. Ojciec zaś dochodził i zaczął sapać, pewnie przekonany, że już śpię. Sapanie zmieniło się w jęki, po czym ustało.

Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Dotąd mnie to nie interesowało, jak moi rodzice rozwiązują problem seksu, było mi wszystko jedno. Co prawda domyślałem się, że moja matka ma faceta, ba, nawet podejrzewałem, kto nim jest, ale dla mnie to była czysta teoria. Tymczasem sapiący ojciec nie miał nic wspólnego z teorią, był tu i teraz. I tak samo krępował mnie, jak podniecał.

Ba, on skończył a ja jeszcze nie zacząłem. Co zrobić? Długo myślałem, zanim wpadłem na odpowiednie rozwiązanie. Jak mogłem najciszej wstałem z łóżka i poszedłem do graniczącej z pokojem łazienki. Gruntownie obadałem ściany i okazało się, że moja pamięć mnie nie myliła, jedna z nich była pomalowana farbą olejną. Zsunąłem więc slipki i przytknąłem członek do ściany. W miarę podchodzenia przesuwał się coraz bardziej do góry, aż miałem go między ścianą a wzgórkiem łonowym. Tego mi właśnie było trzeba. Powoli zacząłem rytmiczne dociskanie. Śliska główka świetnie ślizgała się po ścianie, dając mi masę miłych dreszczy biegnących wzdłuż lędźwi i rozpływających się o ciele.

- Co ty robisz?
Oczy oślepiła mi nagła fala światła a w drzwiach stanął ojciec. Odsunąłem się instynktownie od ściany, on stał i patrzył, przerzucając wzrok z członka na zagipsowane kończyny. Po drgających kącikach warg zorientowałem się, że z trudem tłumi śmiech. Trwało to kilka sekund, podczas których ja płonąłem ze wstydu a przez ojczulka przechodziły różne uczucia. Poczułem, że zimnieje mi tyłek.
– Nie wiedziałem, że ty już tak dorosłeś – ojciec przerwał niezręczną ciszę – ale ruchanie ściany to chyba nie najlepszy pomysł – dodał.
Nie tylko on walczył ze sobą, we mnie też się wszystko kotłowało. Po pierwsze, nie lubię, jak ktoś mi przerywa taką zabawę, ale kto lubi? Po drugie – czy nie lepiej by było, żeby mnie na tym złapała jakaś długonoga i piersiasta blondynka? Nie, nie byłem ani homo, ani hetero, prawdę mówiąc podczas moich fantazji rzadko występowali ludzie, bardziej upajałem się tym, co daje mi ciało, czystą przyjemnością, nieubraną jeszcze w żaden seksualny kontekst. Tu nie wchodziło to w grę. Obecność mojego osobistego ojca krępowała mnie, jednak z drugiej strony pchała mnie w nieodkryty jeszcze region. Zimno na gołych pośladkach przywróciło mnie z powrotem na ziemię. Wzdrygnąłem się.
– Przecież nie wezwę ci dziwki z agencji, a coś trzeba będzie z tym zrobić – powiedział ojciec, po czym pochylił się i zdecydowanym ruchem naciągnął mi slipki. - Chodź ze mną – powiedział i położył mi rękę na ramieniu. Gdy podeszliśmy do mojego łóżka, pomógł mi się na nim położyć. I tu niespodzianka. Mój ojciec, chyba z racji budowy, ma dość kanciaste ruchy, dość silne i nie bawi się w żadne niuanse. Jednak nie tym razem, wszystko było zrobione delikatnie, niemal z troską. Na koniec, dokładnie z taką samą troską poprawił moje sponiewierane nadgarstki. Po chwili usadowił się na wysokości moich bioder. W tej ciemności widziałem tylko jego sylwetkę, bardziej czułem gorący, wibrujący zapach mężczyzny. Nie, nie był nieprzyjemny, bardziej natarczywy i drażniący w jakiś nieokreślony sposób.
– Pomogę ci, jak chcesz – powiedział, a w jego głosie odmalowało się coś dziwnego, może wstyd, może niepewność a może jeszcze coś innego, w każdym razie tym tonem nie zwracał się do mnie ani razu.

Coś mruknąłem, sam nie wiem co, bo moje gardło było ściśnięte. I tak naprawdę nie wiem, czy tego chciałem. Miotałem się między sprzecznymi uczuciami. Świadomość, że będzie mnie dotykał ojciec tłumiła wszystko inne. Z drugiej strony chciałem uwolnić się od tego niesamowitego napięcia, które tłamsiło moje ciało. Ojciec, nie ojciec…
– Odpręż się – szepnął, a mięsista ręka dotknęła mojego torsu. – Jak już robić, to porządnie – dodał. – Leż spokojnie i nie myśl o niczym.
Po czym zaczął mnie głaskać. Wilgotne ciepło zawładnęło mną niemal natychmiast. Jednocześnie nachylił się a gorący oddech chłostał moje ramiona, szyję, klatkę. Gdy był w pobliżu pępka, moja erekcja była tak potężna, jak jeszcze nigdy w życiu.
– Jesteś gotowy – usłyszałem szept. Głupie pytanie, gotowy to już byłem na początku tej ojcowskiej pomocy, teraz tylko błagałem w duchu, by szybko uwolnił mnie od napięcia.
– No to zobaczymy, jak cię zrobiłem – szepnął. – Taka mała kontrola jakości.
Dobroczynna ręka wślizgnęła się w slipy i zatrzymała na niewielkiej jeszcze kępie włosów.
– Nieźle – szepnął, po czym gorące palce zdobywały nasadę członka, badały jej obwód ze wszystkich stron. Tymczasem czubek członka, mocno już śliski, pocierał tkaninę slipek. Igiełki Spłynęły mi kręgosłupem. Kiedy on to skończy? Tymczasem palce prześliznęły się do jąder i zaczęły je ugniatać. Trochę mimo samemu sobie jęknąłem kilka razy.
– Tu mi trochę nie wyszedłeś – powiedział jakby z rozczarowaniem w głosie. – No ale nieistotne. Gotowy?
Znów coś mruknąłem. I znów ten wstrząs, zawirowanie, gdy zsuwał mi slipki. Chwilę wpatrywał się w to odkrycie, po czym nachylił się tak, że jego głowa znajdowała się może na odległość dłoni od moich skarbów. I w tym momencie przyszedł mi do głowy tak szalony pomysł, że na początku wystraszyłem się go tak, że całe moje ciało przeszedł spazm.
– Coś nie tak? – wystraszył się ojciec zdobywca.
– Nie, nic... ale to niesprawiedliwe. Ja też chciałbym zobaczyć, jak ty wyglądasz.
– No nie wiem, czy to taki dobry pomysł – odparł po namyśle.
– Dlaczego nie? Dlaczego mam być zawsze ten gorszy? – apelowałem do jego poczucia sprawiedliwości. Coś dziwnego stało się ze mną przez tych kilka minut., Do tej pory zwykłem był widzieć w ojcu głownie jego złe cechy: apodyktyczność, bezwzględność, szorstkość. Teraz już nie byłem pewny, czy miałem rację, tak go oceniając.
– No niech ci będzie, ale jak powiesz mamie, to powieszę na suchej gałęzi.
Doskonale wiedział, że nie powiem, przecież by mi to nawet nie przeszło przez gardło. Oszczędzilem suchą gałąź, też się liczy. Ponadto już nie odczuwałem tego jako coś złego.
– Poczekaj.
Walczył se sobą, to pewne. Po kilkunastu sekundach wstał i leniwym ruchem ściągnął górę swej nieśmiertelnej granatowej piżamy. Padające od okna światło sprawiło, że jego równo zarośnięta klatka i wystający nieco brzuch były doskonale widoczne. Kolejna fala ciepła owładnęła moją twarz.
– A teraz się nie patrz – powiedział z uśmiechem i powoli ściągnął spodnie. Tym razem zapach był o wiele ostrzejszy. Byłem już tak podniecony, że gdyby nie mój stan, pewnie wjechałbym tam całą twarzą... No ale z drugiej strony gdyby nie mój stan, to po zwaleniu konika dawno bym już spał snem sprawiedliwego. A tymczasem ojcowski bat majaczył mi przed oczyma.
– Fajnie wyglądasz tatuśku – szepnąłem. – Myślałem, że masz mniejszego...
– Na tyle dużego, że udało mi się ciebie zrobić – odpowiedział z przekorą w głosie.
To był wstrząs, jakiego nie przeżyłem jeszcze nigdy w życiu. Gorąca ręka, od której chwilowo odwyknąłem, zaatakowała to, co było sprawcą tego wieczoru we dwóch. Na początku trzymała go w bezruchu a ja z szumem w uszach i suchością w ustach patrzyłem na drgający członek ojca. Jego główka, prawie czarna w tyn świetle, wirowała w powietrzu i śniła. Uniosłem się lekko na łokciach, na ile pozwalało mi moje kalectwo i zbliżyłem głowę to tego skarbu nocy, Oczekiwałem jakichś protestów, ale nic takiego nie miało miejsca, wręcz przeciwnie, po prowokowanej kolizji na mojej twarzy pozostała śliska, gorąca smuga. Ojciec jęknął i sapnął. Tymczasem gorąca dłoń ożyła i sprawiała mi coraz t nowe niespodzianki. Prawdę mówiąc, gdyby porównać moje dotychczasowe rękodzieło z tym, co teraz doświadczałem, byłoby to jak syrenka przy maybachu. Ojciec, widząc, że chcę być bardziej aktywny, oderwał się na chwilę od roboty i wygodnie umieścił mnie tak, że opierałem się o wezgłowie łóżka. Odtąd każdy jego ruch był kontrowany przeze mnie natarciem na jego dzidę. Falujący gorący brzuch przyczyniał się do tej szybkiej wspinaczki na szczyt...
Nie wiem, czy to, co nastąpiło na końcu było ostateczną rozkoszą, czy spadaniem w głęboki szyb. Smagające mnie potoki gorących pereł i gejzer opuszczający mnie wprost na dobroczynną dłoń, wszystko to zdarzyło się naraz. Później nastąpiła cisza. Długa, kojąca, niczym nieprzerwana, podczas której uspokajaliśmy swe oddechy.
– Co myśmy najlepszego zrobili... – szepnął ojciec.
– Mówisz o tej powodzi? – odpowiedziałem złośliwie. – To ty będziesz musiał posprzątać, bo mi nie wolno...
Koniec końców, musieliśmy spać na jego łóżku. Jeszcze godzinę temu powiedziałbym, że to absolutnie niemożliwe i prędzej mi kaktus... Tak sobie myślałem, zapadając w sen, wtulony w miękkie, puszyste ciało. Gorąca ojcowska ręka spokojnie gładziła mój policzek.


Post został pochwalony 2 razy

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Śro 20:46, 28 Lut 2018, w całości zmieniany 13 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Śro 16:59, 14 Lut 2018    Temat postu: 2.

Wolno wchłaniając przestygłą jajecznicę patrzyłem na starszego, masywnie zbudowanego faceta z sąsiedniego stolika, który drugą porcję śniadania nakładał na tacę. Wczoraj wieczorem też to robił. Pewnie ten jego syn jest chory. Cóż, zdarza się. Nie rozmawiałem z nim, ale wygląda na fajnego. Zresztą w ogóle z nikim nie rozmawiałem od czasu przyjazdu do Szklarskiej Poręby. Po pierwsze, nie było okazji, nie licząc starej baby z kiosku, po drugie, wstydziłem się mojej kulawej polszczyzny, w końcu od urodzenia mieszkam w Bristolu, w Anglii. Również dlatego nie poznałem jeszcze nikogo, choć w ośrodku jest sporo chłopaków i dziewczyn w moim wieku. Cóż, ferie...
– I was wandering why this bloke at the opposite table is picking food for his son for the second time running...
– Nie mówi się z pełną buzią, tyle razy ci mówiłam – odpowiedziała mama. – I po polsku. Nie zapominaj, po co tu przyjechaliśmy...
Tak, mówiła mi to masę razy. Narty to tylko jeden powód, natomiast oczkiem w głowie mamy było to, abyśmy obaj z bratem mówili po polsku. Nigdy tego nie rozumiałem, myślę w zasadzie tylko po angielsku, a to, że w ogóle mówię w tym śmiesznym, szeleszczącym języku, zawdzięczam ojcu, kiedy jeszcze był wśród nas. Mój młodszy brat mówi jeszcze gorzej i, co ciekawe, mama nie naciska na niego tak jak na mnie.
– A jak chcesz wiedzieć, to sam go zapytaj. I nie wstydź się, tu jest Polska, tu się rozmawia z obcymi.
Tak, zauważyłem to. To chyba największa różnica kulturowa, jaką udało mi się wychwycić podczas kilku wyjazdów do Polski, czy to do babci czy na narty. U nas każdy zastanowi się, zanim nawiąże kontakt z kimś spoza jego "age range" (nie wiem, jak to jest po polsku), a rozmowa młodego nastolatka z takim starym dziadem z miejsca będzie podejrzana. Może to i słusznie... Długo walczyłem ze sobą, zanim podszedłem do tego stolika.
– Można wiedzieć, co się stało z pana synem? – zapytałem. Uff, jakoś poszło. Może dlatego, że było między nami jakieś podobieństwo; ani ja, ani on nie byliśmy jakoś specjalnie wysocy, a rozwinięci raczej wszerz. Grubaski wszystkich krajów, łączcie się!
– Ma złamane oba nadgarstki – odparł, mężczyzna neutralnym głosem. – Na stoku tak się urządził. Ferie dla niego się skończyły.
Po czym oderwał się od robienia kanapek i popatrzył na mnie badawczo.
– Ale wiesz co? Możesz przyjść go odwiedzić, jeśli chcesz. Nie ma nic gorszego, jak ugrzęznąć w pokoju.
– Pomyślę – odpowiedziałem i wróciłem do naszego stolika, gdzie młody, to znaczy mój brat, marudził na temat kakao z kożuchem. Na naszym angielskim mleku coś takiego nie ma prawa się pojawić i choć młody naraził mi się nieraz, tym razem przyznawałem mu rację. Pokrótce zreferowałem mamie całą historię.
– Poczekaj – odpowiedziała, wstała od stołu i podeszła do stolika mężczyzny. Długo rozmawiali ze sobą, w tym czasie skończyłem śniadanie, a młody zdążył upchnąć kożuch z kakao do doniczki stojącej pod ścianą. On zawsze ma takie zwariowane pomysły, dobrze, że nie odkryłem tego kożucha w mojej bieliźniarce, bo i do tego byłby zdolny. Tymczasem rozmowa mamy musiała być ciekawa, widziałem to po jej twarzy.
– Dobrze – powiedziała, kiedy już wróciła do stolika. – Tim, temu chłopcu naprawdę trzeba pomóc. Zrobimy tak: ty pójdziesz z panem Robertem do niego do pokoju a ja pojadę z Samem na stok. Po południu posiedzi z nim Sam, a na stok pojedziesz ty. Chyba, że wolisz odwrotnie.
Innej możliwości nie było, za dobrze znałem mamę, by wdawać się z nią w jakieś negocjacje.
– Niech będzie – westchnąłem zrezygnowany. Sam nie wiedziałem, co o tym myśleć. Tęskniłem za jakimkolwiek towarzystwem i tu spadało niczym z nieba, tyle że nieznajome i niepełnosprawne. No i polskojęzyczne, co wcale nie było najmniejszym z moich zmartwień. Posłusznie więc ruszyłem za panem Robertem.

Jeśli myślałem, że wpadnę w jakąś strefę ciszy, gdzie nikt nie wie, jak się odezwać, to myliłem się.
– To jest Tim i do obiadu będzie z tobą. A to mój nieszczęsny paralityk – mówiąc to wskazał na Macieja w geście bezradności.
– A ty? – zapytał chłopak na łóżku.
– No chyba nie myślisz, że będę cię niańczył cały dzień? Pojadę pozjeżdżać, w końcu nie masz pięciu lat, chyba można cię zostawić? Tylko nie szalejcie za bardzo. Kupić ci coś na mieście?
– Najlepiej jakiś model do sklejania – odpowiedział odruchowo chłopak, po czym popatrzyli na siebie i zaczęli się śmiać, długo i szczerze. Głupio mi było, ale nie dało się do nich nie dołączyć.
– Maciek ma świra na punkcie modelarstwa, zwłaszcza samoloty i okręty – wytłumaczył pan Robert, gdy już kanonada ucichła. Było w jego głosie coś, co mówiło, że jest dumny z syna. Nigdy nie słyszałem, by moja matka mówiła tak o mnie...
– Dobra, kupię ci coś do czytania.
– Tylko pamiętaj, coś z drugiej wojny światowej, najlepiej o Bitwie o Anglię.
– Jak będzie... – mruknął jego ojciec, wyciągając z szafy lśniące, kolorowe narty. – Nie zapominaj, że to mała miejscowość, a ludzie coraz częściej kupują książki przez internet. No to trzymajcie się chłopaki, będę na obiad – to powiedziawszy otworzył drzwi.

Maciek wyglądał na chłopaka w moim wieku: dość niski, szczupły, włosy ciemny blond, ostrzyżony normalnie, nie za krótko ani nie za długo, nawet przy moim jeżyku nie mógłby uchodzić za hipisa. Mimo niedbałej postury i wielkich rąk opatulonych opatrunkami robił wrażenie dobrze ułożonego. Owszem, wiem, że pozory mogą zmylić, ale chyba nie w tym przypadku. Po czerwonych oczach i policzkach widać było, że pewnie źle spał w nocy albo się jeszcze do końca nie obudził. Gdy zatrzasnęły się drzwi za panem Robertem, usiadłem obok niego; patrzył beznamiętnie na stosy kanapek na talerzu.
– Chyba zjesz w końcu to śniadanie – powiedziałem, byle tylko przerwać ciszę.
Zabrałem się za karmienie. Po pierwszych ruchach, wykonanych drżącymi rękami, reszta poszła w miarę gładko. Na początku uszy czerwieniły mi się ze wstydu, ale jakoś w połowie posiłku i to minęło. Maciej był chyba równie stremowany. Traf chciał, że któryś z kęsów obsunął się nieco i język Maćka wylądował na moich palcach. Dziwne uczucie. Zdziwiłem się, że nie poczułem żadnego obrzydzenia, które zawsze powinno towarzyszyć takim kolizjom. W końcu to dwa różne ciała.
– Przepraszam – powiedział cicho Maciej. Nie zareagowałem, po prostu dalej robiłem swoją robotę.
– Ty masz dziwny akcent – zauważył Maciej, kiedy po śniadaniu uwalił się na łóżku. Musiałem mu wytłumaczyć co i jak, a on słuchał bez przerywania, ale widziałem, że robi to na nim wrażenie.
– I chodzisz do angielskiej szkoły?
– Jak najbardziej angielskiej, tyle że państwowej, bo moją matkę nie stać, by wysłać mnie do boarding school, a stypendium nie udało mi się dostać.
Jeśli myślałem, że zabraknie nam tematów do rozmowy, to musiałem przyznać, że myliłem się i to mocno. Maciej zasypywał mnie pytaniami, ale w końcu i sam opowiedział, jak to wygląda w polskiej szkole. Nie wiem, czy by mi się w niej podobało, tak na marginesie. Pięć sprawdzianów tygodniowo, kto by to wytrzymał... Później graliśmy w szachy, bo nic innego nie było w zasięgu ręki. To znaczy Maciej grał tylko ustnie, nakazując mi przestawienie wieży z a1 na a5 i tak dalej. Zawsze myślałem, że jestem świetnym szachistą, w końcu mistrz szkoły, teraz przyszło mi nieco zweryfikować własne umiejętności. Maciej po prostu grał lepiej ode mnie. Może w tej polskiej szkole panuje terror, ale na pewno uczą ich myśleć...

Śmiejąc się z jakiegoś dowcipu Maćka nawet nie spostrzegliśmy się, jak drzwi pokoju otworzyły się i stanęli w nich matka i ojciec chłopca.
– No widzę, że się nie nudzicie – powiedział ojciec wesołym głosem. – Za dziesięć minut obiad a po południu jedziemy z panią Lilą na zakupy. Trzeba ci kupić inne ciuchy i inne drobiazgi, jeśli rzeczywiście mamy tu zostać.
Coś matka za dobrze dogaduje się z tym panem Robertem. Zgoda, to chyba jest fajny facet, ale oni się poznali dopiero kilka godzin temu. Poza tym od śmierci ojca matki nie interesują żadni faceci, przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. W każdym razie zachowywali się względem siebie, jakby znali się co najmniej kilka lat. Czy mi to przeszkadzało? Nie wiem. Bardziej byłem skupiony na obiedzie, a raczej na tym drugim obiedzie, który to nie ja będę jadł. Jak echo wróciły sensacje z poprzedniego karmienia i ten ciepły, mokry jęzor, przesuwający się delikatnie po palcach. Teraz doszło do mnie, że nie tylko ten jęzor mi tak utkwił w pamięci, a także usta, równe, białe zęby, prawie niewidoczny meszek na górnej wardze. Starałem się przemówić do mojego rozumu, że to złe, że nie powinienem o tym myśleć, ale jak na złość im bardziej ganiłem się, tym mocniej wracały do mnie te epizody. Co się ze mną dzieje, do ciężkiej cholery?

Południowe karmienie dostarczyło mi podobnych sensacji, jeśli nie większych. Zauważyłem, że zaczynają skupiać się w tej części ciała, w której były przeze mnie jak najmniej pożądane. Mam już swoje lata, wiem co nieco o życiu, mógłbym zatem jednym słowem nazwać to, co właśnie się ze mną działo. Jednak wolałem sobie wytłumaczyć, że to wszystko jest jakimś nieporozumieniem, przypadkiem, że szybko minie i więcej nie wróci. Mimo moich piętnastu lat nie miałem jeszcze żadnych relacji, o których mógłbym powiedzieć, że są miłosne, erotyczne, czy cholera wie jak je nazwać. Może podobała mi się jakaś dziewczyna w szkole, ale tylko dlatego, że była ładna. Wszystkie podboje erotyczne w klasie, którymi coraz częściej chwalili się koledzy, były mi równie obojętne jak przemówienia Teresy May. Po prostu mnie to nie dotyczyło. Do klasowych pedałków, tak, mieliśmy dwóch, odnosiłem się jak do innych. Nawet niespecjalnie zastanawiałem się co oni ze sobą robią, w końcu to nie mój problem. Jeden z nich, Darren, był po prostu fajnym kolegą – i to wszytko. Teraz zaś miałem przed oczyma Darrena i jego przyjaciela, zwanego przez nas Smurfem, bo był najmniejszy z klasy. Smurf był zaś klasowym wesołkiem, którego trudno brać na poważnie. Im przez moment wydało mi się, że rozumiem z ich zachowania więcej... Inny kochający inaczej, o którym wiedziałem, był ze starszej klasy, nosił długie włosy i był przekłuty na twarzy. Brrr... Co do innych, tych najbardziej charakterystycznych objawów dojrzewania – owszem, dotyczyły mnie, ale przebiegały niejako obok, nie robiąc szczególnego wrażenia. Nie miałem obsesji na punkcie walenia konia, jak masa kumpli, owszem, od czasu do czasu przyciskałem go do pępka przed snem i to wszystko. No, ostatnio była potrzebna chusteczka, ale i na to byłem przygotowany, o tym wszystkim mówili w szkole, w telewizji i koledzy.
– Możesz mi pomóc nałożyć sweter? – wyrwał mnie z zamyślenia głos Macieja. – Zimno się robi. W tej kraciastej walizie znajdziesz taki gruby niebieski sweter.
Znalazłem bez problemu i zabrałem się do dzieła. Jednak ubranie takiego sztywniaka nie jest wcale takie proste; tkanina zahacza o opatrunek, zakleszcza się i trzeba trochę gimnastyki, by się z tym uporać. Tak jak teraz, musiałem przywrzeć do piersi Maciej,a by osiągnąć efekt. I wtedy po raz pierwszy usłyszałem jego bicie serca. Tak, wiem, scena jak z najbardziej wyświechtanych romansów. Tyle że nieznośnie prawdziwa. Do bólu.
– No co tak marudzisz – popędzał mnie Maciej. Przecież mu nie powiem...

Pozostała część dnia minęła bez większych sensacji, bo nasi rodzice wrócili z miasta objuczeni zakupami, cali w śniegu oczywiście, bo koło południa zmieniła się pogoda i zaczęło ostro sypać. Później dołączył do nas młody i do samej kolacji graliśmy w jakąś planszówkę. To znaczy dwóch na jednego, bo z rękami Macieja inaczej się nie dało. Wydaje mi się, że młody zrobił korzystne wrażenie na Macieju, a także że zadziałało to w obie strony. Mimo że mieli trochę trudności z porozumieniem się, jak to się mówi, nadawali na jednej fali.
– You bitch, you're bloody cheating! – wykrzyknął nagle młody, gdy Maciej spróbował przesunąć piona i trafił w złe pole. Graliśmy przy łóżku Maćka, żeby nie musiał się męczyć siedząc. Młody rzucił się na niego i zaczął go łaskotać. Jego stały numer, ze mną robi dokładnie to samo. Złapałem się na tym, że zazdroszczę młodemu kontaktu z tym ciałem, każdego dotyku. Maciej leżał bezbronny, tymczasem młody podciągnął mu sweter i koszulę, wiedząc, że ten jest bezbronny i zaczął go giglać po gołym brzuchu. Maciej, który miał łaskotki, zwijał się śmiejąc.
– Dobra, dość tego – przerwałem tę sielankę. – Nie widzisz głupku, że on się nie może bronić? Torturujesz go – to powiedziawszy podszedłem do Macieja i naciągnąłem sweter. Muśnięcie po brzuchu – to dalsza niespodzianka tego dnia. Ile jeszcze? Już wtedy popatrzyłem w to miejsce, w które jeszcze wczoraj nie śmiałbym spojrzeć. Na pewno nie było płasko, choć luźne spodnie od dresu za wiele nie pokazały. Ot, taki wzgórek, jakich już wiele widziałem u moich kolegów. Nie to, żebym specjalnie patrzył, ale czasem nie da się nie zauważyć.
– Przepraszam za tego troglodytę – powiedziałem sadowiąc się z powrotem na krześle.
– To dzieciak, daj mu się wyszumieć – odparł Maciej ze śmiechem. – Całe życie chciałem mieć rodzeństwo i trochę ci zazdroszczę.
Żeby było czego... Czasem myślę, że tę cholerę kiedyś utopię, ale nie powiedziałem tego głośno. W ogóle nic nie powiedziałem, bo jeszcze nie otrząsnąłem się z tego, co stało się przed chwilą.

No i ten ciepły brzuch zaprzątnął moją uwagę na kilkanaście dobrych minut. Jeśli jeszcze miałem jakieś wątpliwości, to teraz już byłem pewny, że coś się dzieje. Czułem to już nie tylko w głowie, ale i tam, w tym miejscu, do którego poza czysto higienicznymi zabiegami nie lubiłem często trafiać. Owszem, uczyli mnie tego i owego, ale dlaczego nikt nie powiedział o tych dziwnych uczuciach? O tych ciarkach biegnących po kręgosłupie? Tymczasem przyniosłem na górę kolację dla Macieja – cztery gotowane parówki, pieczywo i jakąś sałatkę warzywną. Gdy zabierałem się za ostatnią kiełbaskę, wsadziłem mu ją w usta i nagle coś mnie podkusiło, by ugryźć ją z drugiej strony. Maciej nic nie powiedział, choć widziałem jak końcówki ust drżą mu od śmiechu. Ugryzł swój kawałek i, nie wypuszczając parówki z ust, sięgnął wargami po następny kawałek. Zrobiłem dokładnie to samo. Byliśmy na tyle blisko siebie, że dochodziła mnie fala ciepła bijąca z jego policzków. Wiedziałem, że robię coś nieprawdopodobnie głupiego, ale nie przestałem właśnie z powodu tego ciepła. Zresztą... Maciej mimo niesprawnych rąk miał tyle metod na zaprotestowanie, że na pewno by z którejś skorzystał, gdyby naprawdę nie chciał. Nasze wargi były już tak blisko, że przypadkowo się stuknęły.
– Mmmm – powiedział Maciej.
– Mmmmm – odpowiedziałem, gdy on przejął ostatni kęs.
– Bandyto, zeżarłeś dwanaście i osiem dziesiątych procenta mojej kolacji – powiedział ze śmiechem.
– Fatalnie tu karmią – odrzekłem – a jakaś sprawiedliwość musi być na tym bożym świecie. Ciesz się, że nie wpadłem na ten pomysł wcześniej.
Nic, żadnej uwagi do tego, co się przed chwilą stało.

– No chłopaki, ja wyskoczę na miasto przejść się trochę – przerwał nam ojciec Macieja – i będę późnym wieczorem. O dziesiątej macie być w łóżkach, zrozumiano? Tim, mogę cię prosić o małą pomoc?
– Pewnie – zgodziłem się chętnie.
– Pomóż mu się przebrać do spania, dobrze? Jutro pomyślimy o jakiejś kąpieli a dzisiaj wystarczy tylko, by zmienił bieliznę. No i pomóż mu myć zęby, a jak nie będzie chciał, to lej przez łeb.
Nie wiem, co odpowiedziałem, bo po prostu w tym momencie zaschło mi w ustach. To znaczy że... Dobrze myślę?
Dobrze myślałem i nastąpiło to wcale nie tak późno. O w pół dziesiątej do pokoju wpadł młody, oczywiście bez pukania i powiedział, że matka sobie mnie życzy punktualnie o dziesiątej bez sekundy spóźnienia. Trzeba było się zabrać za wieczorną toaletę. Mycie zębów poszło sprawnie, Maciej nie dostał przez łeb a ja mógłbym się z tą sprawnością ubiegać o magisterium z praktycznego pielęgniarstwa.
– Dobra, to teraz mnie przebierz, piżamę znajdziesz w łóżku.
Stremowany przystąpiłem do roboty. Z górą uporałem się bez problemu, piżama miała szerokie rękawy i poszło sprawniej niż ze swetrem. Sięgnąłem po wściekle zielone spodnie.
– Wolisz bym był z przodu czy z tyłu? – zapytałem chyba niepotrzebnie.
– A czy jest jakaś różnica? Osobiście, gdybym miał mieć dupę przed oczyma, to wolałbym jednak z przodu, a ty rób jak chcesz.
Roześmialiśmy się obaj.
- No dobra, jedziemy.
Jak już wspomniałem, dotychczas nie spotykałem się z takimi widokami, nie licząc oczywiście młodego, ale on się nie liczy. Nie wiem, czy mi się podobało, czy nie. Wiem tylko, że potężna fala uderzyła mi do głowy, druga zaatakowała nozdrza. Co prawda nie był taki duży jak ja w tym miejscu, ale równie zgrabny. Jego członek lekko zesztywniał i, gdy ściągałem slipy i byłem przy samych stopach, uderzył mnie w czoło. Ciekawe, Maciej wcale nie cofnął się, chyba uważał, że nie ma w tym nic złego. A ja dalej walczyłem ze szmatami i własnym ciałem, w którym dokonywała się rewolucja. Miałem wrażenie, że członek Maćka zareagował trochę na to nieoczekiwane zderzenie, ale postanowiłem się chwilowo nie przejmować, obserwując go podczas podnoszenia nogi. O cholera, chyba już wiem, po co ludzie oglądają te wszystkie pornosy...

Chciałem go pocałować w pysk na pożegnanie, ale nie wypadało. Zamiast podania ręki dotknąłem go w szyję z boku i kciukiem przejechałem kilka razy po policzku.
– Trzymaj się, morderco. – Do jutra.
– Do jutra – odpowiedziałem i wymknąłem się z pokoju. Czułem się, jakbym miał podwiązane kamienie do brzucha. Coś z tym trzeba zrobić... Gdy wszedłem do pokoju, młody już spał a matki nie było. Tak, nie było. Nie wnikałem dlaczego, pośpiesznie wykonałem coś, co tylko przy olbrzymiej wyobraźni można by nazwać myciem i wśliznąłem się pod koc. W gaciach po prostu wszystko się lepiło, a cały członek był pokryty czymś śliskim. Kilka znajomych ucisków i cały bylem pokryty gorącym płynem. Oddychałem głęboko, po czym palcami dotknąłem czoła, gdzie jeszcze niedawno był Maciej.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Śro 21:20, 14 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lechukaziu
Adept



Dołączył: 31 Lip 2016
Posty: 41
Przeczytał: 5 tematów


PostWysłany: Śro 22:30, 14 Lut 2018    Temat postu:

Cóż...jak zwykle coś fajnego. Mam nadzieję że będzie więcej. Thanks.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
waflobil66
Wyjadacz



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 490
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 11 razy

PostWysłany: Śro 22:35, 14 Lut 2018    Temat postu:

No, no! Aż nie wiem co napisać, muszę najpierw ochłonąć Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Śro 22:38, 14 Lut 2018    Temat postu:

Coś się jeszcze napisze, to nie jest koniec historii. Tyle, że jeszcze jest w układaniu do końca. Pierwszy odcinek mi niespecjalnie wyszedł, drugi chyba lepszy.


PS. Jak zwykle pdf na trujniku, tym razem a folderze głównym,.
PPS. Jestem zaskoczony,m że komuś jeszcze chce się komentować... Dlatego puściłem opowiadanko na inne stronki, ale tam mi się nie podoba Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
waflobil66
Wyjadacz



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 490
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 11 razy

PostWysłany: Śro 22:45, 14 Lut 2018    Temat postu:

Tu zawsze ktoś zagląda, prawda, że nie tak często jak kiedyś, ale nie mogło przejść niezauważone. Choć sam najpierw na fb zobaczyłem Wink (1) A że "to nie jest koniec historii" to wiadomo od razu i oby jak najdłużej się rozwijała, czego i Tobie i sobie życzę Wink (1)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Śro 23:03, 14 Lut 2018    Temat postu:

Zobaczymy, coś się lęgnie. Nie będzie to może aż tak dobre jak Witamina M (która, uważam, że jest czymś najlepszym, co napisałem) ale do czytania będzie się nadawać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Czw 17:55, 15 Lut 2018    Temat postu: 3.

Tak, uciekam z własnego domu. To znaczy z pokoju, ale w tym momencie to nasz dom, mój i mojego syna. Zostawiłem ich samych i uciekam. Nie mogę przecież pozwolić na to, by stało się to co wczoraj. Ktoś ogłupiał, komuś zabrakło odrobiny pomyślunku. Bardziej mnie niż Maćkowi, przecież to szczeniak, dopiero zaczyna wchodzić w ten wiek, co na własne oczy widziałem. Niewykształcony do końca członek z resztką chłopięcej stulejki, pierwociny włosów łonowych, nawet brązowe toto nie jest, śnieżnobiałe jądra, nawet mniejsze od kasztanów... Ten obraz nawiedzał mnie przez cały dzień. Brrr... Dopiero powiew siarczystego wiatru i mrowie płatków śnieżnych przed pensjonatem spowodowały, że ten upiorny, koszmarny obraz na chwilę się rozpłynął. A ja się jeszcze dałem wciągnąć w tę zabawę... Nie będę ukrywał, było mi przyjemnie. Na ten perwersyjny sposób. Jakże inne od tej pańszczyzny w łóżku, którą musiałem jeszcze niedawno odstawiać z moją żoną. Seks z nią był jak piłowanie kłody drewna – męczący i do bólu przewidywalny. A tu... Ciekawe, na co jeszcze bym się wtedy zgodził, gdyby Maciek to wymusił? Ssanie? Wiele nie brakowało. Przecież on też wykazywał inicjatywę, teraz to rozumiałem bardziej niż jeszcze kilka godzin temu. I dlatego pozostanie z nim na wieczór absolutnie nie wchodziło w grę. Za duże prawdopodobieństwo, że to się powtórzy,bo przecież ma już potrzeby. Sam byłem w tym wieku, wiem, co przechodzi. Celowo poprosiłem tego Tima o pomoc w przebieraniu, może Maciej namówi jego na rozładownie napięcia. Lepszy niż... Tak, w tej propozycji była pełna premedytacja, choć zrobiłem wszystko,by zabrzmiała możliwie naturalnie.

Walcząc z ostrymi podmuchami i śnieżną wirówką wolno schodziłem w kierunku centrum. Centrum Szklarskiej Poręby składa się z jednej ulicy i miałem nadzieję, że znajdę tam jakiś kącik do przytulenia się na dwie, trzy godziny, zanim Maciej zaśnie. Ciekawe, co oni tam wyprawiają? Ten Tim jest od niego chyba o rok starszy, w każdym razie na tyle wygląda, a na pewno o wiele masywniejszy, z dużymi, dobrze umięśnionymi udami, płaskim tyłkiem, przynajmniej tak to wygląda, brzuszkiem i poważnym spojrzeniu. Właśnie przez to jego wzrok zaproponowałem mu pomoc Maciejowi, było w nim coś takiego, co z miejsca budziło zaufanie. Nie szalał w stołówce, jak ten jego braciszek, nie mówił podniesionym głosem. Przy takim świszczypale jak mój syn to oaza spokoju. Temperament Macieja zawsze mnie martwił. Ile razy byłem wzywany do szkoły, bo nie umiał usiedzieć na miejscu, bo przerywał nauczycielowi, bo czasem lęgły mu się w głowie dzikie pomysły. Z tego powodu od dawna była między nami niemal otwarta wojna, uważam bowiem, że dziecko ma być przede wszystkim posłuszne, a posłuszeństwo było na szarym końcu listy priorytetów Macieja. Stąd nasze wieczne starcia; od dawna nie pałaliśmy do siebie sympatią. Nie to żebym go bił, aż tak okrutny chyba nie jestem, choć kilka razy przez łeb dostał. Raczej trzymałem dystans, nie angażowałem się w jego problemy i przyjąłem komfortową pozycję nadzorcy. Wszystko zmieniło się wczoraj...

Dotarłem wreszcie do centrum. Mimo ferii ruch nie był za wielki, ot, od czasu do czasu jakiś przechodzień, osłaniający się od wiejącego mu prosto na twarz śnieżnego pyłu, idący przyśpieszonym krokiem, by im szybciej uciec przed zawieją. I co tu dalej robić? Oparłem się o barierkę odgradzającą wąski chodnik od jezdni, która przemykały zapóźnione samochody. Ich koła, od których odrywały się płaty śniegu, rzeźbiły koleiny na płaskiej białej powierzchni, a kolorowe światła ze sklepów nadawały jezdni ostatecznej, prawie baśniowej formy. Mógłbym na to patrzeć jeszcze co najmniej godzinę... I chyba będę, bo muszę zjawić się w pokoju, kiedy Maciej będzie już spał. Nieobecność ojca to telewizor, książka – kupiłem mu Bullocka "Hitler – studium tyranii" – czy nawet radio. Zadbałem o to, by na ferie nie zabrał laptopa, tabletu a nawet smartfonu. Jak odpoczynek to odpoczynek. Więc pewnie będzie jeszcze oglądał telewizję i położy się po jedenastej. Nawet chyba wcześniej, bo w telewizji nic nie ma, a i sam syn nie przepada za tą rozrywką. Do północy jakoś wytrzymam. Popatrzyłem na zegarek, kwadrans po dziewiątej. Mimo ciepłego kożucha i rękawiczek zaczynało mi być zimno. Przecież nie będę tak stał bez sensu, jeden chory wystarczy. Właściwie to trzeba było iść za pierwszym odruchem – zlikwidować majdan i wrócić do Poznania. Większe możliwości, lepsi lekarze, większe mieszkanie i w ogóle. Tyle że w tym wygodnym mieszkaniu na poznańskim Świerczewie dalej była Anita, ostatnia osoba, z którą chciałbym teraz rozmawiać. Poza tym zaprosiła swoją ukochaną mamusię, osobę, która wszystko wie najlepiej, wszędzie była, wszystko widziała, a dla której największym nieudacznikiem jestem ja. Dodając do tego rozwalonego Macieja, zrobiłby się taki pieprznik, że nikt by na tym nie skorzystał. No i wreszcie sama Anita. Kiedyś kochałem ją do szaleństwa, dziś panowały między nami klimaty zgoła arktyczne.

Oderwałem się w końcu od barierki i poszedłem w górę ulicy. Zatrzymałem się przy małej kafejce, która, sądząc z ruchu za oknem, była czynna. Nawet nie spojrzałem na jej nazwę, tu wszystko nazywa się "Krokus", "Liczyrzepa",”Szarotka”, "Szrenica" albo podobnie. Przywitała mnie fala ciepła, zapach dobrej kawy i dobywający się z głośników ponury blues Steve Raya Vaughna. Przynajmniej właściciel ma świetny gust muzyczny, a i mnie blues nie był obcy. Znalazłem stolik pod oknem i zamówiłem guinnessa, który do takiej muzyki wchodził najlepiej. Karta obiecywała co prawda więcej napitków i ciekawszych, jednak dałem spokój. Jeden nieodpowiedzialny wybryk starczy, nie chcę, by mały poczuł ode mnie alkohol i nie chcę wrócić w stanie upojenia. Alkohol zazwyczaj tak na mnie działa, że wzmacnia żądzę. Zdaje się, że przy produkcji Macieja pękła całkiem fajna flaszka. Jeszcze tego mi potrzeba do szczęścia... Po alkoholu każdy dotyk rozpala mi zmysły, taki już jestem. A właśnie. Kiedy ja po raz pierwszy piłem piwo? Racja, w Zakopanem na zakończenie szkoły. To była pamiętna wycieczka i zdarzyło się podczas niej coś szczególnego. Czyżby właśnie to obudziło się we mnie wczoraj wieczorem? Upiorne echa tamtej nocy? Patrzyłem na wirujące płatki za oknem i nagle ujrzałem to wszystko tak, jakby zdarzyło się wczoraj...

Zaczęło się wszystko na Orlej Perci. Bynajmniej, zaczęło się pół roku wcześniej, kiedy moi rodzice się rozwiedli i zostałem przy matce. W naszym wrocławskim mieszkaniu zamieszkał ojciec, matka dostała pracę i mieszkanie służbowe w Poznaniu, no i oczywiście wyciągnęła mnie tam na pół roku przed zakończeniem ósmej klasy. Na próżno ojciec i wszyscy święci, nawet dziadkowie od strony matki próbowali jej wyperswadować, że to kretyński pomysł, żeby dać mi skończyć szkołę we Wrocławiu, nawet jeśli miałaby być z internatem. Nie, ona była na to za dumna. Trafiłem więc do szkoły, w której siłą rzeczy nie mogłem się zaaklimatyzować. Mój wygląd – niski, przy kości, wcale mi w tym nie pomógł. To była klasa z ambicjami sportowymi, z rozwiniętymi chłopakami. Jak to nazwała moja polonistka, jedyna chyba nauczycielka z tamtej szkoły, która mnie rozumiała i lubiła – Liliput w krainie Guliwerów. Nie utrzymywałem z nimi kontaktów, z nikim się nie przyjaźniłem, po prostu robiłem swoje. Na zakończenie szkoły była wycieczka w Tatry. Nie chciałem na nią jechać, lecz matka siłą i groźbą wymogła na mnie wyjazd. Mieszkaliśmy w jakimś ośrodku w Bukowinie Tatrzańskiej w czteroosobowych pokojach. Jak na złość, w moim było trzech chłopaków, których po prostu nie cierpiałem. Pierwsze dwie noce jakoś minęły, właśnie wtedy piliśmy piwo. Następnego dnia była wycieczka na Orlą Perć. PO poprzedniej nocy jeszcze kręciło mi się w głowie, co nie pozostało bez wpływu na to, co się później zdarzyło. Podchodziliśmy od Stawów Gąsienicowych. Już na Zawratowej Turni miałem wszystkiego dość, a przy pierwszej przepaści myślałem, że serce mi wyskoczy i prawie się porzygałem. Później było jeszcze gorzej. Po mękach Małego Koziego Wierchu dotarliśmy do słynnej drabinki pod Kozią Przełęczą. To nie mieściło się w granicach wytrzymałości i zupełnie po dziecięcemu rozpłakałem się. Nie byłem w stanie nawet podejść do tej cholernej drabiny, nogi sparaliżował strach, w głowie kołowrotek, tym bardziej że stałem na niewielkiej półeczce skalnej. Zrobił się tłok, z tyłu nas popędzano, wszyscy mieli do mnie pretensje. W końcu jakoś udało mi się przejść, a nauczyciel zarządził natychmiastowy odwrót do Zmarzłego Stawu. Oczywiście wszystkiemu byłem winny. Tamtego dnia kolację jadłem sam przy stole. Jeśli myślałem, że to koniec szykan, to myliłem się srogo. Najgorsze było późnym wieczorem w pokoju, po ostatnim obchodzie opiekunów.
– Ty chyba w ogóle jaj nie masz, miękkim dydkiem zrobiony – zaczął prowodyr większości szkolnych drak, Ziętarski. Nawet nie wiedziałem, jak się przed tym bronić.
– Dajcie mi spokój – powiedziałem tylko.
– W ogóle wstyd, że taka zakała jest w naszym pokoju – judził inny klasowy debil, Romaniszyn.
– Zaraz zobaczymy – powiedział zdecydowanym tonem Ziętarski, podszedł do łóżka, na którym siedziałem i mnie pchnął. Gdy zaskoczony upadłem na kołdrę, przytrzymał mnie swoimi silnymi rękami. Trzeci z oprawców, Zaremba, trzymał mnie za nogi.
– No pewnie, że to jeszcze dzieciak – nadawał dalej Zientarski. Patrzcie na tego flaka – w tym momencie wziął do ręki mój członek. Reszta towarzystwa rechotała w zachwycie. Faktycznie, nie byłem tak rozwinięty jak oni, cała zabawa w dojrzewanie dopiero się u mnie zaczęła. Tymczasem Zientarski dalej pracował nad moim fiutem, nie bez sukcesu, mimo że wstyd palił mi ciało i musiałem być fioletowo-buraczkowy na twarzy, mój członek wyłamał się z tego buntu i poddawał się kanciastym ruchom ręki.
– Stać stoi, ale mleczka to jeszcze ten dzieciak nie ma – odezwał się Romaniszyn, który z rozbawionym, wzrokiem przypatrywał się zabawie.
– Się zobaczy – odpowiedział Zientarski i pompował dalej zdecydowanymi ruchami.
– Popatrz sobie, to jest fiut, a nie ten twój – powiedział Zaremba i wyciągnął swojego członka w nabrzmiałym stanie. Faktycznie, małe to nie było, ale nie interesowało mnie za bardzo. Czekałem tylko, kiedy Zientarski dokończy robotę.
– Hahaha, patrzcie, nawet nie strzyka – powiedział, kiedy w końcu udało mu się ze mnie wymusić wymęczony wytrysk, a właściwie wylew. – Faktycznie jakiś niedorobiony... Ale dupcię ma fajną, może by spróbować? – popatrzył po swych kumplach, przewróciwszy mnie na plecy i poklepując po tyłku. Wykorzystałem ten moment, wyrwałem się, podciągnąłem gacie i wypadłem z pokoju. Gdziekolwiek, byle nie z nimi... Na noc zabarykadowałem się w toalecie i wyszedłem z niej dopiero rano. Nie zamierzałem opowiadać nauczycielowi o tym, co się stało. Po pierwsze, wszyscy trzej opiekunowie trzymali stronę tych chłystków, po drugie i może nawet ważniejsze – nie przeszłoby mi to przez gardło. Jedyną satysfakcję przeżyłem kilka lat później, kiedy przeczytałem w Głosie Wielkopolskim, że Zientarski został skazany na piętnaście lat więzienia. Romaniszyn też długo obijał się po kronikach kryminalnych Poznania, a Zarembę znalazłem na budowie, którą kiedyś objąłem. Dostał wypowiedzenie pięć minut po tym, jak objąłem stołek i nawet nie odwołał się do sądu pracy. Co nie znaczy, że ta sytuacja nie odcisnęła na mnie żadnego piętna; czasem to się odzywało, kanciasta ręka, pieszczoty w strachu. Nie, żebym do tego dążył ale odczuwałem jakąś przyjemność myśląc o tym. No i stąd wreszcie moja homofobia. Nienawidziłem, nie cierpiałem i gardziłem pedałami. Najchętniej bym ich wystrzelał. Gdyby tak mój syn... – pomyślałem z przestrachem. Zaraz zaraz...

– Można? – znajomy głos przerwał mi ten strumień świadomości, niczym z Prousta. Nie musiałem podnosić głowy, by skojarzyć go z właścicielką.
– Pewnie, siadaj. Dzieciaki położone? – zapytałem, choć tak naprawdę średnio mnie to obchodziło.
– Chyba tak, po drodze wpadłam jeszcze do znajomej, którą poznałam pierwszego dnia, więc nie wiem, czy zadziałała magia godziny dziesiątej – uśmiechnęła się.
– Nie byłbym takim optymistą – odpowiedziałem.
– A mnie to nie martwi. Ważne, że chłopcy się polubili, bo, prawdę mówiąc, byłam o to niespokojna. Tim nie jest typem, który by łatwo nawiązywał znajomości. Ma swoich kolegów z klasy i to wszystko, jeśli ma gdzieś wyjść to raczej woli posiedzieć w domu i poczytać. Natomiast Sam dla odmiany jest przyjacielem całego świata i rozmawia z kim się da, zadając przy okazji masę niezręcznych pytań...
Wiadomo, że jak się spotka dwoje rodziców, to wcześniej czy później rozmowa zejdzie na dzieci. Lilka podobała mi się, owszem, była zaangażowaną matką, ale starała się, by swych synów za bardzo nie ograniczać, a raczej stać z boku i kontrolować. Później nasza rozmowa zeszła na tematy naszych rodzin, znajomych, a nawet polityki. Nigdy nie powiedziałbym, że trafiłem na kobietę zaangażowaną w działalność brytyjskiej Labour Party i na swój sposób mi zaimponowała. Jako że polityka jest tym, co zawsze lubiłem, wyhamowaliśmy chyba po trzecim piwie. To znaczy moim, bo ona piła martini dry. Gdy spojrzeliśmy na zegarki, była za dwadzieścia minut północ...
– O północy zamykają – przypomniała Lila.
Wypiliśmy strzemiennego i z żalem opuściliśmy Krokusa, czy jak on się tam nazywa. Śnieżyca uspokoiła się nieco, choć musieliśmy brodzić po zaspach sporo wyższych od tych, w których tu przyszliśmy.
– Śnieg taki, że żal z niego nie korzystać – powiedziałem. – Dlatego sądzę, że powinnaś jutro zabrać obu chłopaków na Lollobrigidę. Niech mają coś z tych ferii.
– A Maciek? – wpadła mi w słowo. W tym samym momencie zakołysała się i upadłaby niechybnie, gdyby nie mój refleks. W ostatniej chwili ją podtrzymałem, a gdy wyczułem, że jest stabilna, przycisnąłem lekko do siebie. Nawet nie oponowała...
– Maciek niech się uczy, że to nie on rządzi światem. Tim może do niego przyjść po południu, nic złego się nie stanie.
– Jeśli tak mówisz... – powiedziała i popatrzyła na mnie z jakąś zabawną przekornością. Już nachylałem się, by ją pocałować, w ostatnim momencie się powstrzymałem. Nie po alkoholu i nic, czego bym później musiał żałować...
Gdy przyszedłem do pokoju, Maciej spał jak zabity. Coś mi nie do końca grało, początkowo nie mogłem rozgryźć, co. Dopiero kiedy włączyłem delikatne boczne światło, zauważyłem, że leży koło niego wielki, pluszowy misiak. Maciej i takie zabawki? On oprócz swoich samolotów i statków nic nie widzi, no może klocki lego zaakceptuje, oczywiście im trudniejszy zestaw tym lepiej. Najchętniej bawiłby się w skręcanie mebli z IKEA. Zaraz, ja tego pluszaka chyba wcześniej gdzieś widziałem... I nawet przypomniałem sobie, gdzie.

Jak było do przewidzenia, nasza decyzja nie spotkała się bynajmniej z przychylnością progenitury i to z obu stron.
– Ty tata robisz chyba wszystko, bym cię nie kochał – powiedział wściekły Maciej, gdy Tim wywiązał się już z obowiązku karmiciela i, dając mową ciała dość wyraźnie do zrozumienia, co sądzi o tym pomyśle, poszedł przygotowywać się na stok,sam będąc przy tym grzecznym i opanowanym. Ma klasę ten chłopak, podoba mi się coraz bardziej.
– Przecież on tu nie przyjechał cię niańczyć – odpowiedziałem. – Wróci, to się zobaczycie. Masz zresztą co robić, kartki jakoś będziesz odwracał.
Szczęściem w nieszczęściu prawy nadgarstek nie był tak pogruchotany jak lewy, więc mógł wykonywać najbardziej podstawowe czynności: ściągać majtki do sikania, przesuwać drobne przedmioty, zahaczyć i nacisnąć klamkę. Nie bałem się go zostawić na kilka godzin. Tak, zaraz usłyszę, że jestem złym ojcem, bo powinienem z nim warować dwadzieścia cztery na siedem. Nic z tych rzeczy, niech się uczy samodzielności. Anita rozpuściła go do tego stopnia, że właśnie zabrzmiał ostatni dzwonek, by go ratować.

Patrząc na zblazowanego Tima na stoku zastanawiałem się, co musiało między nimi zajść, że tak przeżywają rozłąkę. Brak towarzystwa,to pewne, ale czy nie coś jeszcze? Gdzieś tam w tyle głowy rodziła się myśl, do której wolałem nas razie nie wracać, po co się martwić na zapas. Możliwe, że coś między nimi zaszło i to, niestety, sprowokowane przeze mnie. O tym, że chłopacy w wieku dojrzewania lubią sobie oglądać i porównywać, wiedziałem od zawsze, choć mnie, dziękować Bogu, nigdy to nie dosięgło. Tyle co popatrzyłem sobie na kolegów podczas obozu przysposobienia obronnego. I nie stałem się od tego pedałem, jeśli o to chodzi. Dlatego zgodziłem się na tę przebierankę. Ale na nic więcej nie mogę pozwolić, co to to nie.

W bezpośrednim związku z tym miałem do rozstrzygnięcia inny problem. Maciek nie kąpał się już czwarty dzień i powoli było to odczuwalne. Ktoś go musi wykąpać, a w jego stanie była to dość zawiła operacja logistyczna. W ośrodku są małe kabiny prysznicowe, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Wanna zdecydowanie byłaby lepsza. W zasadzie wiem, że powinienem zrobić to sam, tyle że mi się nie uśmiechało, po tym, co zaszło, muszę się w trzymać od Macieja najdalej jak tylko można. Tim pewnie chętnie by to zrobił, on chyba nie umie powiedzieć „nie”, tyle że tu jest problem. Nie da się wykąpać Macieja samemu będąc w ubraniu, nie przy tych kabinach, zachlapanie było nieuniknione. Dopiero co widziałem, jak Maciej tak reaguje na mężczyznę, cholera wie, do czego może tym razem dojść. Nie boi się męskich wydzielin, nawet zdaje się, że go podniecają, sprawdziłem to w przenośni i dosłownie własnoręcznie. Co ja najlepszego zrobiłem? Na razie jednak chwyciłem Lilkę za kibić i ze śmiechem umieściłem na krześle wyciągu, sam sadowiąc się obok. Do egzekucji pozostało jeszcze kilka godzin, coś się przez ten czas wymyśli.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Nie 0:35, 18 Lut 2018, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Czw 23:34, 15 Lut 2018    Temat postu:

Jutro ciąg dalszy. Przypominam, że można czytać wygodniej, z pdf-a: [link widoczny dla zalogowanych] – tekst znajduje się w folderze głównym. Dwa ostatnie odcinki można przeczytać również na [link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Czw 23:37, 15 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Pią 15:20, 16 Lut 2018    Temat postu: 4

Chciałem się przesunąć do ściany, ale coś mi to uniemożliwiało. Policzkiem wyczułem, że to coś włochatego. Wszystko jedno co to jest, ale co to robi w moim łóżku? Najgorsze, że było jeszcze ciemno, a jakiekolwiek badanie intruza palcami nie wchodziło w grę. Trzeba będzie twarzą. Uniosłem się na łokciu i zacząłem badać ten niezidentyfikowany obiekt. Miał głowę, uszy i zaokrąglony nos, a przy tym łaskotał mnie w policzek. No i pachniał przyjemnie. Pluszowy miś, to oczywiste. Ale jak, skąd? Ojca o to nie podejrzewam, on mi chyba w życiu nie kupił żadnej zabawki, to dlaczego miałby to zrobić właśnie teraz? Poza tym misiak dla takiego starego konia? Nie, to musi być Tim. Na samo wspomnienie tego masywnego chłopaka o pogodnych oczach przycisnąłem policzek do zwierzaka. I nawet nie musiałem się zastanawiać, co to oznacza. Uśmiechnąłem się i znów zasnąłem.

Ja tego ojca kiedyś utłukę. Tak się nie robi własnemu synowi. Oczywiście zostawił mnie na całe rano a sam z panią Lilą i dzieciakami pognał na stok. Wyszli razem, więc pewnie nie zjeżdżają oddzielnie. Jakbym go zatłukł, to każdy sędzia, który ma dzieci, by mnie uniewinnił. I nawet się nie zatroszczył, co będę robił. Tylko dzięki Timowi mam przygotowane szklanki z sokami, w powtykanymi rurkami do każdej z nich. W ogóle Tim mnie zaskoczył... Spodobał mi się, to prawda. On nawet nie wie, że jeszcze wcześniej, na stołówce, przypatrywałem mu się i kombinowałem, jak by tu do niego zagadać. Jeśli tego nie zrobiłem, to tylko dlatego, że wydawał mi się zamknięty w sobie i taki trochę żyjący własnym światem. O tym, że to on się wychyli i zacznie znajomość, nawet nie myślałem, zdecydowanie na takiego nie wyglądał. Dlatego ucieszyłem się, kiedy tylko stanął w drzwiach naszego pokoju. A później... Wstyd się przyznać, ale go prowokowałem. Widziałem jego reakcję na to, jak polizałem mu palce. Ten numer z parówką był jak najbardziej zamierzony, chciałem wiedzieć, jak daleko się posunie. Jak to piszą w gazetach? Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. O tym w łazience nawet nie chcę myśleć... Chociaż ten mój siusiak, i to lekko sztywny na jego czole znalazł się tam przypadkiem, to jednak to, co było dalej, było przeze mnie sterowane. Nie ruszył się, nie odepchnął mnie, wszystko było tak naturalne jak ciąża dwudziestolatki. Tak przynajmniej słyszałem od jakiegoś seksuologa w telewizji. To znaczy, że ciąża w tym wieku jest najzwyklejsza pod słońcem. Programu o siusiakach na czole jeszcze nie widziałem...

Jak ten czas się wlecze... W telewizji nudy, próbowałem czytać tę książkę o Hitlerze, którą kupił mi tata, ale po przeczytaniu strony kręciło mi się w głowie. Muszą to być te leki przeciwbólowe, bo niby co innego? Na ekranie produkował się jakiś starszy facet, trochę podobny do mojego ojca. Miał takie wielkie, umięśnione paluchy. Ciekawe, czy zrobiłby mi to samo jak ojciec? Nie mogłem uwolnić się od tego, co się stało tamtej nocy, gdyby nie wtargnięcie Tima, pewnie myślałbym o tym cały wczorajszy dzień. Masowanie ciepłą ręką, zderzenia mojej głowy z ojcowskim podbrzuszem... Ciekawe, czy ktoś w ogóle robił to z własnym ojcem. I ciekawe, czy to się jeszcze powtórzy. Czy chciałbym tego... Sam nie wiem. Bo, choć naprawdę fajne, to jakieś takie... nienaturalne. Pamiętam taki film, Powrót do przyszłości, kiedy Martin McFly całuje się ze swą matką, która oczywiście nie wiedziała, kogo ma przed sobą. Jak ona to powiedziała? "Czuję się, jakbym całowała się z bratem" czy jakoś tak podobnie. Czyli musi być jakaś naturalna ochrona, której w naszym przypadku zabrakło. Tak myśląc o tym wszystkim, ściągnąłem majtki, tak na pół tyłka, by popatrzeć na sprawcę całego zamieszania.

Jeszcze nie usiadłem, a zza drzwi dobiegły jakieś głosy, coraz bliższe. No nie, tak to się bawić nie będziemy... Podciągnąłem gacie, w momencie, gdy tuż za drzwiami usłyszałem przekomarzanie się.
– Zmieszczę się.
– Nie dasz rady, złaź – to chyba głos tego dzieciaka?
– Spróbuję.
– Ależ z ciebie uparciuch – ten głos należał zdecydowanie do ojczulka.
– Takie życie – odpowiedział refleksyjnie Sam. Po czym drzwi się uchyliły i do pokoju wszedł ojciec dźwigający dzieciaka na barana. To było tak śmieszne, że mało nie przewróciłem szklanki z sokiem. Nawet nie zauważyłem, jak za nimi wśliznęli się pani Lila i Tim. No nieźle... Mój ojczulek i zaangażowanie się w cudze życie rodzinne. Nie do wiary. Dotąd byłem święcie przekonany, że takiemu Samowi nie podałby nawet szklanki wody, gdyby ten umierał. Z tak zwanym życiem rodzinnym w naszym mieszkanku na Świerczewie ojciec miał tyle wspólnego, co posuwał matkę i czasem pomalował pokoje, rzecz jasna po awanturze i w taki sposób, by wszyscy widzieli, że cierpi. Z takimi umiejętnościami aż dziwne, że został inżynierem budownictwa a nie aktorem.

Obiad był jeszcze dziwniejszy, bo to nie Tim mnie karmił a Sam. Sam Sam, jakkolwiek by to zabrzmiało. Po prostu ubiegł starszego brata, który tylko ograniczył się do zabicia go wzrokiem, po czym zwekslował się na moje łóżko.
– Ja tylko zastanawiam się, jak to będzie tu wyglądało, jak to się skończy – powiedział z potępieniem. – Ja nie ruszę palcem.
Miał rację, bo karmienie przez Sama to był teatr, a bardziej cyrk, zwłaszcza że na obiad był spaghetti. Dotąd nawet nie miałem pojęcia, co da się zrobić z tymi długimi kluskami. Obserwujący to Tim zaprotestował dopiero, kiedy mały, siedząc wygodnie na moim kolanie, próbował mi zawinąć makaron dokoła ucha.
– On to ma później wziąć do buzi – zgasił go. – Młody, jak jeszcze raz zrobisz taką durnotę, to powiem... – powiedział Tim. Komunikował się ze swym bratem po angielsku i czasem ich nie rozumiałem, bo jednak wymowa nauczyciela i Anglika (czy nawet przyszywanego Anglika, ale wychowywanego na Wyspach) mocno się różnią. No i w szkołach uczą języka książkowego, a oni rozmawiali tak, jak dzieciaki w ich wieku. Często rozumiałem tylko intuicyjnie.
W każdym razie to nie z powodu braków językowych nie dowiedziałem się, co było przedmiotem szantażu, musiało to być jednak coś grubszego, bo Sam uspokoił się nieco i reszta posiłku przebiegło we względnym spokoju.

– Wujku Robercie, czy mogę wziąć Maćka na spacer po południu? – niespodziewanie zapytał Tim, kiedy już uprzątnął pobojowisko. Wbrew zapowiedziom wysprzątał stół do czysta; Sam oczywiście nie kiwnął palcem, by zrobić porządek, a natychmiast pobiegł do swojego pokoju ubierać się na stok. – Przecież nie będzie cały czas siedział w hotelu.
– Róbcie co chcecie – odpowiedział najukochańszy z ojców – byle Maciek nie rozpadł się jeszcze bardziej. Starczy tego dobrego. Ślisko nie jest, pogoda się trochę uspokoiła.
Po czym sięgnął do swego portfela i podał Timowi pięćdziesiąt złotych.
– Na drobne wydatki – powiedział i wrócił do zapinania płaszcza. Coś podejrzanie się śpieszył. O to, że chce jak najszybciej znaleźć się na stoku, wcale go nie podejrzewałem, tu musiała być inna przyczyna. Chyba nawet wiedziałem jaka... Ojciec co prawda nie jest jakimś wielkim babiarzem czy lowelasem, ale na ulicy potrafi się obejrzeć za jakąś babką. Oczywiście robi przy tym mały teatr i udaje, że sobie poprawia kołnierz. Ciekawe, że zawsze mu się zakrzywia gdy obok przejdzie jakaś piersiasta blondynka. Kiedyś zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zdradza mamy. Był taki okres, kiedy później wracał, używał innej wody toaletowej (na co dzień pryska się jakimś tanim pachnidłem, wtedy przerzucił się na Old Spice'a). Później się tłumaczył, że miał na budowie jakąś ważną kontrolę czy audyt, jeden pies. W każdym razie po jakimś czasie wrócił do starej rutyny.
– Coś się tak zamyślił – zapytał Tim, przynosząc moje buty z małego hallu, który dzielił korytarz od pokoju. – Zbieramy się, zanim nasi starsi się nie rozmyślą.
– Ale ty masz ciepłe stopy – powiedział zmieniając mi skarpetki z domowych na takie grube i włochate. Chyba dotykał ich bardziej niż było to naprawdę konieczne, ale mi to nie przeszkadzało. Jak niewiele wystarczyło, bym przyzwyczaił się do jego ciepłych, delikatnych łapek, które właśnie walczyły z zahaczającym się paznokciem.
- Wieczorem obetnę ci paznokcie – powiedział tym swoim śmiesznym akcentem.
– Obetnę cipa co? – zapytałem automatycznie, bo druga część wyrazu zagubiła się w tłumaczeniu.
– Co to jest cipa? – zainteresował się Tim. – O paznokcie mi chodziło. Nails.
Jak nie można wiedzieć, co to jest cipa? To chyba jedno z pierwszych brzydkich słów, jakie poznałem, choć w Poznaniu równie często mówi się "pipa". No ale chyba można nie wiedzieć, jeśli nie ma się kontaktu językowego z rówieśnikami.
– No u kobiety, wiesz, między nogami.
– Aaaa, pussy – uśmiechnął się Tim. – Jak mówisz, cipa?
Zdecydowanie nie podobało mi się to słowo w jego ustach, ale wydawało mi się, że rozkoszował się nim bardziej niż ono było warte. Jeszcze dobrze nie wyszliśmy z pensjonatu, kiedy zwrócił się do mnie z prośbą.
– Nauczysz mnie więcej takich wyrazów? Cholera wie, kiedy mogą się przydać.
No i aż do samego miasta zagłębiliśmy się w rozmowie. Tim oprócz starej poczciwej dupy niewiele umiał, przynajmniej do czasu, kiedy osiągnęliśmy główną ulicę Szklarskiej. Mnie poziom angielszczyzny potocznej również dramatycznie się poprawił choć wątpię, by Lady Madonna, jak nazywaliśmy anglistkę, była tym zachwycona.
– To jakiego słowa używasz, kiedy myślisz o tym swoim? – chciał wiedzieć – Ja mówię o swoim po prostu willy. Albo prosiaczek, po naszemu piglet, ale to tylko w określonych momentach – dodał mrużąc znacząco oko.
Zanim mu odpowiedziałem, popatrzyłem się wokół siebie z przestrachem; o takich rzeczach dotąd wstydziłbym się mówić głośno w pustym pokoju a co dopiero przy ludziach. W rozmowy z kolegami na te tematy niespecjalnie się angażowałem, zwłaszcza że bez żadnego skrępowania używali tak zwanej łaciny kuchennej, od D do P, ze szczególnym uwzględnieniem K. No ale jak zapytał o to Tim, nie wypadało nie odpowiedzieć. Gdzie z takim ch… do prosiaczka?
– Najczęściej go nie nazywam, a tak to siusiak po prostu. Wkurza mnie za to słowo "ptaszek", przecież to nie fruwa – powiedziałem, a Tim nie mógł opanować wesołości. Jak on ślicznie się śmieje, na policzkach robią mu się takie fajne dołki.
– Masz rację, śmierć ornitologii – powiedział starając się mówić basem jak jakiś profesor z telewizji.

Zrobiliśmy jakieś zakupy w miejscowej Biedronce, składające się głównie z czipsów i soków. Już zmierzaliśmy do kasy, kiedy Tim zatrzymał mnie gestem.
– Czekaj jeszcze. Co lubisz najbardziej?
Jeszcze nikt nie zadał mi tego pytania. Prawie piętnaście lat musiałem istnieć na tym świecie, by usłyszeć to po raz pierwszy. Kto by się o mnie troszczył? Mama, ogarnięta manią zdrowego żywienia, gotowała tak, by było zdrowo i nie za drogo, ojciec nie dość, że pierwsze pieniądze dał mi godzinę temu, to jeśli już na mnie wydał, to zwykle na jakieś pożyteczne rzeczy jak tablet, kurtka czy buty, oczywiście bez jakiejkolwiek konsultacji ze mną.
– Ja wiem? Gorzką czekoladę, ale nigdy nie mam na to pieniędzy.
Jeśli myślałem, że Tim kupi mi tabliczkę czekolady, to myliłem się. Kupił dziesięć.
– Mam nadzieję, że tego nie zeżresz od razu, tylko zostanie ci, jak wyjadę – powiedział i od razu posmutniał. Chyba wiedziałem dlaczego bo i mi zrobiło się nieco miękko w nogach. Gdzieś tam kołatała się piosenka Anny Jantar "Nic nie może wiecznie trwać", której często słucha ojciec.

– Coś kupił? – zapytałem, gdy Tim wyszedł z jakiegoś sklepu. Musiał coś kupić, bo właśnie zapinał plecak.
– Nieważne – powiedział niczym przyłapany na gorącym uczynku. – Co robimy dalej?
– Podobno tu niedaleko jest jakiś wodospad – odpowiedziałem, trochę zły na niego, bo nie chciał zdradzić. Zdążyłem go na tyle poznać, że gdyby nie było to coś bardzo ciekawego i zdecydowanie nie dla moich uszu, powiedziałby mi to od razu.
W poszukiwaniu wodospadu przydała się mapa zamieszczona na jakiejś tablicy w centrum, a że nie był jakoś specjalnie daleko, zdecydowaliśmy się iść i tam. To znaczy wodospady są dwa, wybraliśmy ten bliższy, Szklarkę. Całą wycieczkę zakończyliśmy pizzą i colą w schronisku. Drogo nas to kosztowało i Tim musiał uszczuplić własne zasoby finansowe. Trochę zawiedziony wracałem do naszego pensjonatu. Z nim można by chodzić cały dzień. Nie wyrywa się do przodu jak ojciec, widzi, kiedy się męczę i nie zachowuje się na ulicy jak ostatni wiochmen, czego nie mogłem niestety powiedzieć o moich kolegach.

Po kolacji pograliśmy nieco w szachy i już zastanawiałem się, czy ten wieczór będzie nudniejszy od wczorajszego, kiedy ojciec nagle zerwał się ze swojego miejsca i podszedł do stołu, gdzie czarne, moje oczywiście, groziły białym matem w trzech ruchach.
– Słuchajcie, jest sprawa do załatwienia – mówił, a z jego tonu wnioskowałem, że nie jest wcale prosta – Maciek, ty koniecznie musisz się wykąpać. Tak, wiem, że ty tak kochasz wodę, że raz na dwa tygodnie ci starczy. Tu sytuacja jest inna, widzisz, nie otrząśniesz, nie wytrzesz się dobrze, bo przecież nie możesz i wszyscy zaczynamy już to odczuwać, szkoda, że niezbyt przyjemnie. Tim, czy byłbyś tak łaskaw pomóc temu ciućmokowi?
Coś odmalowało się na twarzy chłopaka, tyle że ciężko było mi to odczytać. W każdym razie odpowiedź nie przyszła tak szybko jak się spodziewałem.
– W sumie czemu nie. Tylko jak to zrobić?
Po chwili uzgadniali szczegóły techniczne, rzecz jasna bez konsultacji z najbardziej zainteresowanym.
– No ale w tej sytuacji to bym musiał się wykąpać razem z Maćkiem, inaczej się nie da. Nie ma pan nic przeciwko?
On się go o takie rzeczy pyta zamiast siedzieć cicho! Czyżby jednak nic do mnie nie czuł? Wczoraj mi się wydawało... Nieważne. Jeszcze się skończy na tym, że będzie mnie mył ojciec. Też dobrze choć... nie bardzo. W każdym razie nie tego chciałem.
– Zgadzam się i twoja mama też się zgadza, już z nią na ten temat rozmawiałem.
Dość powiedzieć, że zaczęło się szukanie reklamówek i innych płacht plastiku, którymi spętano mi dokładnie obie kończyny, a po mniej więcej kwadransie stałem pod prysznicem.
– Mam się kąpać w majtkach czy tak jak ty?
Ja mu dam w majtkach! Czwarty na moją czarną listę i to od razu na sam czubek. Jakby to powiedział Marek Niedźwiecki, nowość i to od razu na miejscu pierwszym. Ale jak mu powiedzieć, by nie zabrzmiało to głupio? Coś trzeba wymyślić.
– W tej kabinie jest tak mało miejsca, że każdy zbędny kawałek tkaniny zmniejsza naszą szansę na przeżycie a zwiększa na uduszenie.
No i Tim wyskoczył z kabiny i wrócił nago. Oczywiście moje pierwsze spojrzenie padło na to, co, przynajmniej dla przyzwoitości, powinienem zobaczyć jako ostatnie. Bałem się, by mi za szybko nie zesztywniał, ale niepotrzebnie, bo wszelkie uczucia wysysała chwilowo puszczona woda.
– Myć cię od dołu czy od góry?
– A czy jest jakaś różnica? Ja się zawsze myję od góry – odpowiedziałem. Czy on naprawdę ma aż takie problemy z elementarnymi czynnościami? Kto by się nad tym zastanawiał? Widać wystarczyła mu moja odpowiedź, bo chwycił wielką czerwoną gąbkę i zabrał się za mycie. Do tego używał jakiegoś angielskiego fioletowego żelu, który wytwarzał masę piany. Gdy doszedł do pępka byłem ciekawy, co zrobi dalej. Ale on posuwał się konsekwentnie jak ruski czołg i za moment gąbka ślizgała się po moim członku i jądrach. Oczywiście nie bez konsekwencji, bo mój przyboczny zawsze wyczuje co dobre i już zaczynał okazywać radość. Tymczasem Tim coraz częściej trzymał gąbkę tak, by na tym skorzystać, tyle że zza zwałów piany trudno mi było dostrzec, co tam tak naprawdę się dzieje. Chciałem dojść po cichu, ale to było tak mocne, że z gardła wydarł mi się zduszony dźwięk. W natychmiastowej reakcji ruchy Tima stały się jeszcze delikatniejsze, a on sam obserwował, jak piana miejscami zmienia kolor i konsystencję.
– Przepraszam – wyszeptał mi do ucha.
– Nie gniewam się, wręcz przeciwnie – odszepnąłem. W pokoju był ojciec i lepiej, żeby tego nie słyszał. Byłem ciekaw, czy Tim umyje mi tyłek, ale najwidoczniej nie miał z tym żadnych kłopotów. O wiele większe miał z prosiaczkiem, który już sterczał i od czasu do czasu smagał moje ciało.
– Dobra, teraz wyłaź, ja się sam wykąpię – powiedział.
O nie, tak się nie będziemy bawić. Mam stracić takie widoki? Bo było oczywiste, że coś musi zrobić ze swym podnieceniem, jego siusiak, groźnie uzbrojony w duże, kształtne i prawie białe jądra zaczynał już niebezpiecznie drgać, a gruby był tak jak jego właściciel, i równie niezbyt wysoki.
– Nigdzie nie pójdę. Ma być sprawiedliwie. Myj się – warknąłem.
Trudno było mi wszystko zobaczyć w tej śnieżnobiałej pianie, ale coś tam widziałem. Tyle że nie widziałem samego momentu rozkoszy Tima. Gdy jego ciałem zaczynały potrząsać tak znane mi drgawki, odwrócił się niemal instynktownie, tak jak człowiek uchyla się na widok lecącej piłki. Chyba jeszcze nie jest na to gotowy. Nie gniewałem się jednak, sam byłem w przymusie i nie wiem, czy na jego miejscu nie zachowałbym się dokładnie tak samo.

– Umyci? – zapytał ojciec, gdy opuściliśmy łazienkę. Miałem wrażenie, że przypatrywał się mojemu kroczu, choć po strugach chłodnej wody na zakończenie nic już nie mógł dostrzec. Na Tima pewnie nie odważyłby się spojrzeć, zwłaszcza że ten szybko chwycił torbę z ręcznikiem i kosmetykami i pognał na chwilę do swojego pokoju.

Zbliżała się dziesiąta. Ojciec tradycyjnie wybył, choć tym razem postawił sprawę wprost i powiedział, że umówił się na piwo. Zapomniał dodać z kim, choć nie musiał, i tak wiedziałem. Leżałem już w łóżku, zegar dobiegał do godziny śmierci czyli dziesiątej.
– Kiedyś będziemy musieli spać w jednym pokoju – powiedział Tim. Zgoda, tyle że na razie to wydawało mi się niemożliwe. Na pewno nie tu, a co będzie dalej? Może widzimy się po raz ostatni w życiu? Tymczasem chciałem go mieć blisko, tu i w żadnym innym miejscu. Najlepiej obok w łóżku. A jak nie to...
– Mam pomysł – powiedziałem. – Co byś powiedział, gdyby zamienić się łóżkami?
– To znaczy? – nie rozumiał Tim.
– No ja pójdę spać do ciebie a ty do mnie.
Tim popatrzył na mnie z rozdziawionymi ustami.
– Wariat – odpowiedział. Ale po jego minie widziałem, że pomysł chwycił. Zapanował długi moment ciszy, podczas której łapał byka za rogi.
– No dobrze, wieczór nie byłby nawet problemem a rano? – powątpiewał. – U mnie wszyscy wstają o wpół do ósmej.
– U mnie ojciec budzi się dwadzieścia po siódmej. Nastawimy nasze budziki na dziesięć po siódmej, ty ten w komórce, ja w moim zegarku. Jeśli któryś zawiedzie, zawsze ten drugi się obudzi i najwyżej cichaczem przejdzie do drugiego pokoju i obudzi tego drugiego. Ojciec śpi jak zabity, najczęściej lekceważy budzik i ja go muszę dobudzać.
– Dobrze. U nas wszyscy budzą się budzikiem, nikt nie cierpi na bezsenność. Zakładam również, że nikt z nas nie chrapie. To jak? Deal?
– Deal – odpowiedziałem.

Po cichu otworzyłem pokój. Ciemność nie pozwalała na zorientowanie się gdzie jest stół, gdzie łóżka. Ma być to pod oknem. Na gwałt uczyłem się topografii pokoju. Minąłem łóżko Sama, na którym spał bez kołdry, ta spokojnie spoczywała na podłodze. Mało nie wyrżnąłem w stół, który stał w miejscu, którego nie przewidziałem,w ostatniej chwili zdołałem się uchylić. Łóżko pani Lili było w drugim kącie, między drzwiami na korytarz a drzwiami łazienki, przynajmniej mała szansa, że mnie zobaczy przed snem, bo i z tym się trochę liczyłem. Tymczasem dotarłem do łóżka Tima. Sama świadomość, że on w nim śpi wyostrzyła zasypiające zmysły. Pościel delikatnie pachniała chłopcem, tym samym szamponem, którym myje głowę, co spowodowało charakterystyczne prądy w lędźwiach. Długo rozkoszowałem się samym leżeniem, było prawie tak, jakby Tim leżał koło mnie. Pod poduszką znalazłem zwitek chusteczek higienicznych. Pachniał tak charakterystycznie, że nie musiałem nawet się zastanawiać, do czego służył. Prawie zawróciło mi się w głowie. Przyciskając opatrunkiem leżący na łonie gorący, niemal bolący członek dokończyłem dzieła. Jeśli wrócił na chwilę obraz naszych niedawnych zmagań z tatą, nie był taki silny, jak tajemnicze fluidy zwykłej chusteczki higienicznej. Szybko zasnąłem.

Nagle zwaliło się na mnie coś ciężkiego, ciepłego i niesłychanie aktywnego, a uderzenia nie oszczędzały żadnego fragmentu mojego ciała. Z przerażeniem otworzyłem oczy...


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Pią 19:20, 16 Lut 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Pią 19:31, 16 Lut 2018    Temat postu:

Tak w ogóle, chyba zauważyliście, że to opowiadanie jest pewnym eksperymentem. Nie, nie ja go wymyśliłem, czytałem niedawno jedną książkę opartą na monologach i chciałem spróbować jak to mi wyjdzie i jaki to ma potencjał. Niestety, na największym obecnie serwerze opowiadań erotycznych, pornzone, średnio się podoba, tam ludzie jednak czekają na inną literaturę. Opowiadanie "Ja miałem 20 cm a on 24 cm i spotkaliśmy się. Było dużo spermy" jest oceniane znacznie wyżej. Napiszcie, czy jest sens to ciągnąć.

Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Sob 13:47, 17 Lut 2018, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cinek584
Debiutant



Dołączył: 05 Lis 2011
Posty: 2
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Pią 20:18, 16 Lut 2018    Temat postu:

Pisz dalej. :-* Bardzo mi się podoba to opowiadanie.

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
waflobil66
Wyjadacz



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 490
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 11 razy

PostWysłany: Pią 23:01, 16 Lut 2018    Temat postu:

Robert, czy to kontrola czujności czytelników, czy tylko pomyłkowo powtórzyłeś trzeci odcinek? Wink (1)

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Pią 23:07, 16 Lut 2018    Temat postu:

Dzięki za wychwycenie. Nie, to czysty błąd techniczny, poprawioną wersję odcinka 4 mylnie wkleiłem pod 3. Nadal uważam, że lepiej czytać z pdf, zawsze najaktualniejsza wersja i tam szczególnie dbam o detale.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
homowy seksualista
Admin



Dołączył: 07 Lis 2010
Posty: 2980
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 55 razy
Skąd: daleko, stąd nie widać

PostWysłany: Sob 21:48, 17 Lut 2018    Temat postu: 5.

Obudziło mnie trzaskanie drzwiami samochodu i głosy dochodzące sprzed ośrodka. Co to za idioci, nie wiedzą, że ludzie śpią? Popatrzyłem na radiobudzik stojący na szafce nocnej, piętnaście po siódmej. Ciekawe kto to jest, dostawa? A może to policja? Fajnie by było, jeszcze nie mieszkałem w domu, do którego przyjeżdża policja. Przeciągnąłem się rozkosznie i najciszej jak mogłem, dopadłem do okna i od razu się rozczarowałem. Zwykła dostawa, z tyłu ciężarówki mężczyźni wyjmowali jakieś ciężkie skrzynie i tachali je do ośrodka. Szkoda, bo myślałem, że kogoś zabili. Byłoby fajnie – policja, przesłuchania, rewizje, zakaz opuszczania ośrodka. Może odkryliby te prezerwatywy, które mamuśka ma w torebce. Ale byłyby jaja, no nie? Ona myśli, że ja nie wiem, ale detektyw Samuel Hawthorne wie wszystko, nawet jak ma dziesięć lat, pięć miesięcy i trzy dni. Nie śmiejcie się, ale jak urosnę to będę detektywem. Na razie tylko trenuję, gdyby mamuśka i Tim wiedzieli, ile o nich wiem, rozmawialiby ze mną inaczej. Jednak, jak każdy szanujący się detektyw, nie przechwalam się swoją wiedzą. Jak będzie czas, wyłożę karty na stół. A co wiem? Sporo i to najbardziej wstydliwych rzeczy. Na przykład wiem, że Timowi już się robi duży siusiak. Zwłaszcza nad ranem, kiedy jeszcze śpi. Później okręca się w ręcznik, żeby nikt nie widział, i skrada się do łazienki. Czasem, jak się mocujemy na dywanie, to też mu się robi duży i sztywny. Kiedyś straszyli nas tym w szkole, że przyjdzie okres dojrzewania i że urośnie nam to i owo. Jakoś mi się nie śpieszy, na razie niech będzie takie, jakie jest, węża nie zamierzam hodować. A może być potworne. Kiedyś byłem w domu u mojego najlepszego kumpla, Matta Carpentera i jego rodzice zostawili nas samych i pojechali na zakupy do ASDY, w każdym razie gdzieś za miasto i mieliśmy dużo czasu. Matt od razu dorwał się do laptopa swojego ojca i oglądaliśmy film dla dorosłych. Ale oni mieli długie! A wszystkie kobiety ogromne cyce. Ale może to jakieś tricki filmowe, bo później specjalnie patrzyłem się na piersi wszystkich kobiet i były o wiele mniejsze. Z facetami to samo, przecież to by było widać, no nie? A jak się tak patrzy na ulicy to prawie każdy jest w tym miejscu płaski jak deska, no może ten i ów pochwalić się może niewielką górką. W każdym razie moje dochodzenie skończyło się kompletną klapą. A może ci ludzie są specjalnie hodowani do takich filmów? Na filmach takie rzeczy bywają. Może też jakoś trenują, jak piłkarze? Pan od wuefu mówi, że jak będziemy dużo biegać, to wytrenujemy sobie duże muskuły. No to by miało jakiś sens.

Spojrzałem na łóżko Tima, pewnie znów mu się zrobił duży. Jak ja go lubię peszyć w takich momentach. Niech choć raz boi się mnie, a nie ja jego. Nie to, żeby się bił ze mną, ale jak się na mnie wkurzy to potrafi zdrowo przyłożyć. A on się tak śmiesznie wścieka, że naprawdę fajnie popatrzeć. To co dziś robimy? Łaskotki, deszczyk czy bombardowanie? Zdecydowałem się na to ostatnie, bo nie chciało mi się iść po wodę. Stanąłem przy łóżku, zerwałem z niego koc i dalej go okładać! Niech się tłuścioch boi! Po kilku uderzeniach zorientowałem się, że coś jest nie tak. Tim może nie jest bardzo tłusty, ale masywny i jak się w niego uderza to ręka tak fajnie grzęźnie w brzuchu czy udzie, a później odskakuje. Poza tym braciszek zawsze rano jest cieplutki, jakby w nocy miał gorączkę. To jego stała cecha, czasem wślizguję się do jego łóżka by się rozgrzać, czego on nie cierpi. A tu? Po drugim uderzeniu poczułem jakbym walnął w gałąź. Przyłożyłem więc w żołądek, ale znów trafiłem w coś twardego. Jeszcze zanim zorientowałem się, że coś jest nie tak, krzyknąłem:
– Wstawaj grubasie, bo ci siusiak gacie rozsadzi!
– Sam, na litość boską, przestań – odezwała się z drugiej strony pokoju matka. – Czy ja nie mogę mieć jednego dnia z pokoju bez twoich dzikich występów?
I w tym momencie coś ciężkiego uderzyło mnie w tył głowy. I nie była to ręka, zdecydowanie za twarda. Złapałem to coś, odwróciłem się i...
– Maciek, co za spotkanie, co tu robisz?
– Jaki Maciek, o co chodzi? – zainteresowała się matka.
– No Maciej tu śpi. Tima ukradli w nocy – poinformowałem ją. – Nad ranem chodzili tu jacyś ludzie, założę się, że handlarze narządami, może to oni... Uśpili nas chloroformem, zabrali Tima, bo wszystko ma większe, a może i tłuszczu ludzkiego potrzebowali i podłożyli Macieja, by się im rachunek zgadzał.
Był taki film o handlarzach narządami, możliwe, że tu właśnie o to chodziło.
– Co za głupoty wygadujesz – zdenerwowała się matka. – Zapal mi światło, ale natychmiast!
Zapalone światło tylko potwierdziło, że w łóżku braciszka leży Maciek.
– Maciek, co to wszystko ma znaczyć? – zapytała matka, a kąciki ust drżały jej tak, że myślałem, że za chwilę zacznie się śmiać.
– A nic, pani Lilo, znudziły nam się nasze łóżka, to się zamieniliśmy...
Rzeczywiście udał im się numer, sam bym tak chciał, tyle że nie mam nikogo, z kim taka podmianka byłaby możliwa. Ciekawe, kto to wymyślił? Nie sądzę, że Tim, on jest na to za porządny. Ale że się zgodził?
– Na pewno? A może się coś takiego stało... – indagowała dalej matka, podchodząc do łóżka Tima, to znaczy Macieja. Mogłaby przynajmniej narzucić szlafrok, jak ma gościa, a nie paradować w bieliźnie. Tyle nas uczy o dobrym wychowaniu a sama... Szkoda gadać.
– Nie, nic, co się miało stać?
– Może to twoje łóżko w pokoju jest niewygodne? A może tata powiedział ci coś nieprzyjemnego? Cokolwiek to jest, mnie możesz powiedzieć.
Eh, ci dorośli. Myślą, że jak są nieco wyżsi i kilka lat starsi to znaczy, że od razu mamy latać do nich ze wszystkimi problemami. Po czym nas wysłuchują i... robią dokładnie po swojemu. Znam taką pomoc... Kiedyś, będzie z rok temu, dostałem bęcki od chłopaka ze starszej klasy. Zupełnie mi się nie należało, bo wyśmiewałem się z jego długich włosów. Miałem zresztą rację, wyglądał jak męska dziwka. Chłopak był nieprzyjemny, poza tym dzieckiem jakiegoś emigranta, Hindusa czy innego Pakistańczyka. Więc jak mi wpieprzył, to nazwałem go "Paki", którego to słowa pod żadnym pozorem nie można używać w szkole, jedynym gorszym jest "nigger". No więc on dał mi za to jeszcze raz w dziób i to tak, że krew poszła z nosa. Poszedłem oczywiście do naszego wychowawcy, który powinien nas bronić przed starszymi. Tak przynajmniej obiecywał. Tymczasem i on i ja dostaliśmy nagany i zostaliśmy po lekcjach. I jak tu wierzyć dorosłym? Maciek dobrze robi, że nie mówi. Ale przede mną nic się nie ukryje. Już za niedługo powinienem wiedzieć, o co chodzi. Detektyw Sam Hawthorne na tropie, no nie?. Ah co to by był za film, Jack Frost, Wycliffe i Harry Hole, moi ulubieni detektywi, mogą się schować.

Po śniadaniu nasi rodzice odbyli naradę wojenną. Co prawda podsłuchiwałem pod drzwiami, ale, po pierwsze, niewiele słyszałem, po drugie, mówili oczywiście po polsku, chyba po to by chronić informacje przed niepowołanymi uszami. Moim pierwszym językiem jest angielski, po polsku mówię słabo i na pewno nie zrozumiem rozmowy prowadzonej za zamkniętymi drzwiami. Na bank mówili o Maćku i Samie, to oczywiste, ale co? Wszystko to było dziwne. To już nie można zrobić starszym jakiegoś numeru? Byłem pewien, że za chwilę posypią się kary, zakazy i sam Bóg wie co jeszcze, przecież po dorosłych nie można się spodziewać niczego innego. Zamienili się łóżkami, wielkie mi mecyje. Gdyby weszli w nocy na dach albo uciekli z domu, to jeszcze można by się martwić. Ja bym się nie martwił tylko czekał, aż ich przyprowadzi policja. Ale oni się znają, żaden z nich nie jest złodziejem ani mordercą, nie mają też powodu, by zwiewać. Nie sądzę, by taki Maciej mógł ukraść mamie pieniądze. A nawet jak by chciał, to przecież jest o wiele więcej lepszych metod, wystarczy obejrzeć pierwszy z brzegu film kryminalny.

Za tym wszystkim musi się zdecydowanie coś kryć. Gorzej, że żaden pomysł mi nie przychodzi do głowy. A może jeden drugiemu coś zrobił? Ale co i kto komu? Przecież gdyby Maciej się obraził, to wywaliłby Tima za drzwi a nie poszedł spać do jego łóżka. Zresztą Sam już taki jest, że nie potrafi się na nikogo obrazić, zawsze trzyma wszystko w sobie. Dziwne, bardzo dziwne. Temu wszystkiemu brakuje elementarnej logiki.

Tajemnicza narada skończyła się wkrótce i zakomunikowano nam, że dziś na stok pojadę ja i wujek Robert i to na cały dzień, a chłopaki i mama zostaną w domu, "bo przecież musi się nimi ktoś zająć". Aż podskoczyłem z radości, gdy mi to zakomunikowali. Wujek Robert jest fantastycznym facetem i do tego mówi po angielsku. Może trochę tak jak litewscy emigranci, ale da się go zrozumieć. Podstawową zaletą pana Roberta jest to, że nie truje dupy. Moja matka na stoku potrafi kilkanaście razy dziennie powtórzyć "Nie szalej", "nie zajeżdżaj innym drogi", "nie rób szprycy w twarz" i podobne. A ja bardzo lubię hamować z dużą szprycą śniegu, co na to poradzę? Wujkowi Robertowi to wszystko wisi, sam jeździ agresywnie i mnie również pozwala poszaleć. No i jak się wywróci, to można się z niego pośmiać i wcale się nie gniewa. Nawet wczoraj walczyliśmy na kijki, dobrze, że matka tego nie widziała... Poza tym będę miał czas na przemyślenie kilku rzeczy, bo na coś jeszcze zwróciłem uwagę. Każdy detektyw by zwrócił. Otóż gdy skończyła się ta narada, ani matka ani Robert nie wyglądali na zmartwionych, przybitych czy, jak to się mówi? zafrasowanych. O właśnie, to odpowiednie słowo. Wręcz przeciwnie, i on i ona byli tacy rozanieleni, jakby się za tymi drzwiami całowali. Czyli ani Maciek ani Tim nie zrobili nic takiego złego. Więc o co tu chodzi do ciężkiej cholery??? Przecież gdyby naprawdę coś się stało, jedno i drugie byłoby poważne jak na pogrzebie królowej Elżbiety. Tak, tam na pewno będzie poważnie. Choć będą tacy, którzy będą się cieszyć, na przykład koledzy matki z pracy, którzy mówią, że to stara rura i że na nią już powoli kolej.

Wyjazd na stok z wujkiem Robertem był fajny, a poza tym wujek lubi chyba szybką jazdę, bo po drodze trzy razy złamał przepisy drogowe, dwa razy przekroczył pięćdziesiąt kilometrów na godzinę i raz wyprzedził wbrew zakazowi. Będę musiał to sobie zapisać do notesu, w którym zbieram haki na każdego. Nie, nie zamierzam nikogo szantażować, ale takie informacje się przydają, bo przecież nie wszystko da się spamiętać, mam dopiero dziesięć lat. Każdy detektyw pracuje na komputerze, ja swoje informacje zapisuję w notesie, tam są o wiele bardziej bezpieczne przed hakerami, a Tim w moich rzeczach mi nie grzebie. Spróbowałby! W każdym razie było fajnie, dopóki nie rozszalała się śnieżyca i musieliśmy wracać do pensjonatu. Zaraz za stokiem naciągnąłem go na pizzę, bo to polskie jedzenie wcale mi nie smakuje. Jak można jeść coś takiego jak bigos? Przecież to śmierdzi. Nie ma to jak porządna porcja ryby z frytkami i do tego cola. Oczywiście gdy dorosnę, to cola zostanie natychmiast zastąpiona przez piwo. Pożywienie prawdziwego detektywa, no nie? Powiedziałem to wujkowi, a on wcale nie robił problemu, a nawet kupił mi do tej pizzy frytki.

Wróciliśmy z Lollobrigidy (czemu ta nartostrada tak głupio się nazywa? Co to jest Lollobrigida?) jadąc w tumanach śniegu. Coś fantastycznego. Wujek już nie przesadzał z prędkością, wręcz przeciwnie, wlókł się jak emerytowane małżeństwo ślimaka z żółwicą, na jego miejscu depnąłbym bardziej do gazu. Ciekawe co by się stało, gdyby kogoś zabili i musiałaby przyjechać policja na sygnale. Też by się tak wlekli? No ale nieważne, jakoś dojechaliśmy. Pognałem od razu na górę do pokoju zobaczyć co robią Sam i Maciek. Może za karę są przywiązani do kaloryfera? Jak bym miał dzieciaki, które by mi za bardzo broiły, zakułbym kajdankami do kaloryfera. Harry Hole, telewizyjny detektyw, na pewno by zrobił coś takiego. Ale nic z tych rzeczy, Maciek leżał na łóżku, Tim siedział, zresztą na tym samym łóżku i grali w szachy. Ale nie to było najdziwniejsze. Najbardziej zastanowiło mnie coś innego. Oni jakoś dziwnie na siebie patrzyli. Nie tak, jakby się z siebie śmiali (choć Tim jest czasem tak żałosny, że naprawdę jest z czego). Oni patrzyli na siebie jak chłopak i dziewczyna na randce, takimi cielęcymi oczyma. Było po tym spojrzeniu było widać, że Tim lubi Macieja, a Maciej przepada za Timem. Nie wiem, kto bardziej, chyba jednak Tim za Maciejem. Mówiłem, ostrzegałem, nic się przede mną nie ukryje. A więc mamy na tapecie związek homoseksualny.

Niewiele wiedziałem na ten temat. W zasadzie prawie nic, chociaż... Jakieś dwa miesiące temu bawiliśmy się z kumplami na The Downs, takim parku niedaleko słynnego, pierwszego na świecie mostu wiszącego. Oczywiście zamiast ścieżkami woleliśmy łazić po krzakach. W pewnym momencie zobaczyłem jakieś trzydzieści jardów ode mnie dwóch facetów w starszym wieku. Stali naprzeciwko siebie, trzymali się za siusiaki i ruszali rytmicznie rękami.
– Geje, wiejemy stąd! – krzyknął Matt i za chwilę już tam nas nie było, uciekaliśmy jakby ci geje mieli nas zabić. Nie sądzę, bardziej byli zainteresowani samymi sobą... Normalnie zostałbym i swoim zwyczajem zabawił się w śledzenie, ale nie byłem sam, a moi kumple jakoś nie wykazywali entuzjazmu, jeśli można tak to ująć.
Coś tam kiedyś słyszałem, ale nie wiedziałem, na czym to konkretnie polega. Słowo, owszem, znałem z telewizji. Prawa gejów, ruchy gejowskie, jakieś dziwnie wyglądające parady... Tyle że nikt nie wytłumaczył mi o co w tym wszystkim chodzi, no ale ja też nie pytałem. Problem zaczął mnie jednak nurtować, dorwałem się do Wikipedii i dowiedziałem się, o co chodzi. Więcej w tym wszystkim niedomówień, niż to jest warte. Po prostu facet zakochuje się w facecie i to wszystko. Albo kobieta w kobiecie, jeśli o to chodzi, ale wtedy jest lezba, po naszemu dyke. No ale to już nie jest problem czysto teoretyczny bo możliwe, że mam brata pedała. Z drugiej strony, jeśli to wszystko prawda, to on ma bardzo fajnego chłopaka, bo Macieja uwielbiałem. No ale trzeba będzie im jakoś przeszkodzić, nie ma innego wyjścia, bo to chyba nie jest do końca normalne. Różnie jest między mną a Timem, ale chyba nie życzę mu najgorzej...

Wreszcie pozostał jeszcze jeden problem – co łączy mamę i pana Roberta? Coś za słodko mi to wszystko wygląda. Trzeba by sprawdzić, tylko jak? Pomysł przyszedł zaraz po kolacji, kiedy mama oznajmiła, że idą z wujkiem Robertem na spacer. To znaczy wyjdą jak nas położą, tym razem każdego w swoim łóżku. Chłopakom pozwolili się bawić do jedenastej, dla mnie nie było litości, o dziesiątej musiałem być w łóżku. Trudno, trzeba będzie ich śledzić, sami się o to proszą, no nie?. Tylko jak to zrobić by nikt nic nie zobaczył? Z pensjonatu można spokojnie wyjść, mamy klucze. Tyle że dalej będzie gorzej, przez tę cholerną śnieżycę będę widoczny na daleką odległość. Ale dla detektywa Sama Hawthorne’a nie ma rzeczy niemożliwych. Matka ma taką białą kurtkę, Tim ma białą czapkę. Co prawda będę w tym wyglądał bardzo dziwnie, ale przecież chodzi o to, by nikt nie mógł mnie zobaczyć, prawda? Grunt to dobry kamuflaż.

Odczekałem więc aż rodzice wyjdą, chwilę później przylazł Tim, nawet przebrałem się w piżamę, by przypadkiem nie przyszło mu nic głupiego do głowy. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, przebrałem się błyskawicznie, nie bawiąc się w takie szczegóły jak majtki. Pokarało mnie, bo przyciąłem sobie siusiaka zamkiem błyskawicznym, w samą skórkę, tę na czubku. Bolało jak cholera, no ale dla prawdziwego detektywa to nie problem, no nie? Gdy wybiegłem na dwór, z daleka widziałem dwie sylwetki, wujka i mamy. Nie śpieszyli się, a może nawet wygłupiali, bo szli dość nierówno, zresztą po tej śnieżycy po chodniku szło się wyjątkowo ciężko, więc cholera ich wie. Ja również dwa razy mało się nie wywaliłem. Teraz trzeba tylko uważać, by trzymać odpowiednią odległość. Wiedziałem, że w drodze powrotnej będzie jeszcze gorzej, ale starałem się o tym nie myśleć. Gdy już znalazłem się na głównej ulicy miasta, o wiele lepiej oświetlonej, zginęli mi z zasięgu wzroku. No i co dalej, wielki detektywie Samuelu Hawrhorne? Ano nic, trzeba sobie radzić, logiczne, że albo skręcili w jakąś boczną uliczkę, albo po prostu weszli do knajpy. Poczułem się bardzo zmęczony, a brak majtek powoli zaczynał się mścić, po prostu zmarzł mi tyłek i jajka obcierały się nieprzyjemnie o spodnie. Szedłem już ostrożniej i po jakimś czasie doszedłem do czegoś, co mogłoby być tą knajpą. W środku siedzieli ludzie, niektórzy przy barze, inni przy stolikach i pili alkohol albo kawę. Gdzie oni są? Przecież nie wejdę do środka? Zrozpaczony przyglądałem się budynkowi. I nagle olśnienie. To jest budynek narożny, może z boku będą jakieś okna? Trzeba obadać – pomyślałem i dotarłem aż do narożnika, po czym skręciłem w lewo. Istotnie były dwa okna i to nisko, w sam raz na mój wzrost, który litościwie pominę, nie musiałem się wdrapywać.

Matka i Wuj Robert byli pogrążeni w rozmowie i na pewno było im ze sobą dobrze. Robert pił ciemne piwo, matka jakiś niebieski drink z parasolką. Co za luksus... Takie rzeczy pijali w ekskluzywnych klubach, które widywałem na filmach, zwłaszcza tych na południowych wyspach. Wiecie, plaże, dziwki w kolorowych opalaczach. Jak można pić niebieski drink? Przecież żadne żarcie nie jest niebieskie, jedliście kiedyś coś niebieskiego? Widziałem co prawda błękitne lody, w zoo w Bristolu sprzedają, ale nigdy nie wziąłbym tego do ust. Brrrr... Ale zaraz, ja tu o parasolkach a tam jest jakaś akcja. Robert uniósł rękę i poprawił mamie opadające na czoło włosy a ona wdzięczyła się, jakby przed chwilą dał jej tysiąc funtów. No nieźle, jeszcze się pocałują...

Wykrakałem! Pocałowali się! Długo i, jak to się pisze w książkach? Namiętnie. Dziwnie się patrzy, jak matka całuje się z obcym facetem. Ale czy Robert jest taki obcy? Przez te trzy dni bardzo go polubiłem, jest po prostu równiachą. Ale czy chciałbym go jako ojca? No pewnie! Teraz już wiedziałem komu pomagać a komu przeszkadzać. Jakieś kochliwe się to towarzystwo zrobiło... Tyle że jedni robią dobrze, inni wprost przeciwnie... Trzeba się jeszcze dowiedzieć czy jest żonaty, ale tu o źródło informacji nie było trudno, po prostu zapytam Maćka. Wiedziałem już co chciałem się dowiedzieć, a ponieważ czułem się na tym zimnie coraz gorzej, zarządziłem powrót. Misja zakończona pełnym sukcesem. Marzyłem tylko o ciepłym łóżku i gorącej herbacie. Ale ta droga się wlokła... Jak by nie patrzeć, sukces jest i to podwójny: wiem, co jest grane i nie dałem się złapać. Jestem mistrz, no nie?


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez homowy seksualista dnia Sob 22:34, 17 Lut 2018, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum GAYLAND Strona Główna -> Same przysmaki Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin